<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?> 
<rss version="2.0"> 
<channel> 
<title>Moje artykuły - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</title> 
<link>http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&amp;kid=88</link> 
<description>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</description> 
<language>pl</language> 

<item> 

<title>2012-05-16 Z sutereny na bruk</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=6156</link> 
<pubDate>16-05-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Mniejszość ukraińska w Polsce otrzymuje to, co chce, ale polska na Ukrainie praktycznie nie ma prawa do niczego. <br />Tuż przed rozpoczęciem mistrzostw piłkarskich Euro 2012 nadeszła z Kijowa smutna wiadomość. </b></p><p>Związek Polaków na Ukrainie, mający swoją siedzibę w stolicy tego kraju, został dosłownie wyrzucony na bruk. Do tej pory organizacja ta wynajmowała lokal przy ul. Gogolewskiej 23. Była to maleńka klitka o powierzchni zaledwie 52 mkw. Na dodatek położona w suterenie. Warunki gorsze niż w czasach komunizmu. Czynsz za ten nadzwyczaj skromny metraż był natomiast bardzo słony. Trzeba w tym miejscu wyraźnie zaznaczyć, że Związek Polaków nie otrzymuje praktycznie żadnych dotacji ani od ukraińskich władz państwowych i samorządowych, ani od polskich. Przez ostatnie lata nie nadchodziła też pomoc od Stowarzyszenia Wspólnota Polska. </p><p /><p>Statut owego stowarzyszenia przewiduje oczywiście przekazywanie dotacji na wsparcie polskich organizacji społecznych i kulturalnych działających za granicą, w tym także za Bugiem, ale pozostaje to na ogół tylko na papierze. Jak na łamach &quot;Kuriera Galicyjskiego&quot;, polskiego pisma wychodzącego we Lwowie, poinformował p.o. prezesa Związku Polaków Antoni Stefanowicz, w ubiegłym roku Wspólnota Polska przekazała jego organizacji zaledwie 18 tys. zł, w tym 8 tys. na imprezy kulturalne. To ochłap, a nie dotacja! Na miejscu ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego i marszałka Senatu III RP Bogusława Borusewicza, osób odpowiedzialnych za troskę o Polonię, spaliłbym się ze wstydu. Tym bardziej że zbiórki społeczne organizowane przez niezamożne organizacje kresowe i patriotyczne dają o wiele lepsze efekty. A dzieje się to wszystko w sytuacji, gdy od dwudziestu lat na działalność ukraińskiej mniejszości nad Wisłą i Odrą płyną z kieszeni polskiego podatnika ogromne pieniądze. Cytuję za wspomnianym &quot;Kurierem Galicyjskim&quot;: &quot;Tylko w 2011 r. organizacje mniejszości ukraińskiej otrzymały na swoją działalność, w tym na utrzymanie lokali, wydawnictwo gazet itd. ponad 1 mln 590 tys. zł, Stowarzyszenie Łemków - 830 tys. zł, Związek Ukraińców Podlasia - 337 tys. zł&quot;. I stosowanie takich rażących dysproporcji niektórzy polscy politycy, niestety także z prawej strony, nazywają czasami &quot;mądrą polityką wschodnią&quot;. Nawet Jerzy Giedroyć, zwolennik daleko idących ustępstw na Wschodzie, przewraca się w grobie. <br /><br />Powracając do sprawy siedziby Związku Polaków, to pomimo licznych pism i odwołań burmistrz szewczenkowskiej dzielnicy w Kijowie poinformował, że lokal ten został sprzedany firmie prywatnej. Tylko dzięki ofiarności prywatnych osób udało się wynająć nowy tymczasowy lokal. Niestety o połowę mniejszy, bo posiadający tylko 26 mkw. powierzchni. Taka sytuacja to kpina, ale powinni się wstydzić nie Polacy nad Dnieprem, którzy jak tylko mogą, bronią swojej tożsamości narodowej, ale syci i bezduszni politycy obozu władzy, rozparci w swoich fotelach w Warszawie. A tych wszystkich, którzy nie rozmienili na drobne ideałów Solidarności, proszę o pomoc dla Związku. Podaję namiary: Kijów, ul. Iwana Franki 40b, tel. 486-31-77, e-mail: zpu5@o2.pl <br /><br />Wobec tych smutnych spraw należy wspomnieć też wydarzenia pozytywne. Do takich należy uroczystość, która niedawno miała miejsce w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Kałkowie-Godowie k. Starachowic w diecezji radomskiej. W tym pięknym miejscu, zbudowanym z niczego przez ks. kustosza Czesława Walę, powstała Golgota Narodu Polskiego, a w niej Kaplica Wołyńska. Jest ona poświęcona zarówno pięknym tradycjom kresowym, jak i męczeństwu (w tym duchownych) z czasów II wojny światowej. Na jej ścianach wiszą liczne tablice pamiątkowe. 3 maja poświęciłem kolejną. Jest ona dedykowana sprawiedliwym Ukraińcom, którzy nie tylko sprzeciwiali się opętańczej ideologii UPA, ale ratowali Polaków, często płacąc za to swoim życiem. Tablica ta ufundowana przez braci Mariańskich rodem z Wołynia nosi napis w dwóch językach: polskim i ukraińskim. To piękny przykład pamięci o tych bohaterach, którzy łączą dwa bratnie narody. Sama uroczystość miała piękną oprawę liturgiczną. Niestety nikt z ambasady Ukrainy nie przybył, co mówi samo za siebie. <br /><br />Na koniec chciałem pożegnać śp. ks. prałata Stanisława Gałuszkę, który odszedł w tych dniach. Przez dziesiątki lat był on duszpasterzem w Nowej Hucie, a następnie w robotniczej Trzebini. Jego posługę duszpasterską cechował patriotyzm oraz umiłowanie służby harcerskiej. Szczególnie nawiązywał on do tradycji ks. Mariana Luzara, wikarego z Trzebini, który przed wojną pełnił funkcje naczelnego kapelana ZHP, a który 13 września 1939 r. zginął, niosąc pomoc rannym w czasie bombardowania dworca kolejowego w Równem na Wołyniu. Zmarły był też bardzo wrażliwy na ludzka biedę. W 1999 r. przyczynił się do powstania Warsztatów Terapii Zajęciowej i Świetlicy Terapeutycznej, które dla osób niepełnosprawnych intelektualnie prowadzi Fundacja im. Brata Alberta. Jego pracowite życie może być przykładem dla młodszych pokoleń, jak można wiernie służyć Bogu i Ojczyźnie. <br /><br />Zapraszam na spotkania kresowe. 19 bm. o g. 13 w Kopanicy, 19 bm. o g. 16 w kościele św. Barbary w Nowej Soli i 23 bm. o g. 11 kościele Jezuitów w Kłodzku.. Z kolei 24 bm. o g. 11 zapraszam do Kalwarii Zebrzydowskiej na ogólnopolską pielgrzymkę Fundacji im. Brata Alberta, która w tym roku obchodzi jubileusz 25-lecia działalności. </p>Gazeta Polska, 16 maja 2012 r. <br /><br /> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-05-09 Dał nam przykład Gauck</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=6110</link> 
<pubDate>09-05-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Nie Komorowski i Sikorski, a tym bardziej nie Kowal i Wujec, ale niemiecki prezydent może zmienić na lepsze sytuację za Bugiem</b> </p><p /><p>Wybory prezydenckie na Ukrainie w 2010 r. były, używając znanego określenia Janusza Korwina-Mikkego, wyborami pomiędzy dżumą a cholerą. Z jednej bowiem strony Julia Tymoszenko wspierana przez nacjonalistów i neobanderowców, z drugiej Wiktor Janukowycz ze sprzyjającym mu obozem postkomunistycznym i prorosyjskim oraz przez gospodarczą mafią. Wygrał ten ostatni. Z jedynego, z czego można było się wówczas cieszyć, to ze sromotnej przegranej, i to już w pierwszej turze, innego kandydata, niesławnej pamięci Wiktora Juszczenki, gloryfikatora zbrodniarzy z UPA i hitlerowskich formacji. Tego samego, którego parę miesięcy wcześniej, pomimo protestów społecznych, KUL nagrodził - o, zgrozo! - doktoratem honoris causa. <br /><br />Świat uznał ukraińskie wybory za demokratyczne. Na zaprzysiężenie nowego prezydenta przybyło do Kijowa prawie 100 delegacji zagranicznych, w tym też z Polski. Przyjechała także delegacja Parlamentu Europy z przewodniczącym Jerzym Buzkiem. Ze strony tak Cerkwi prawosławnych i Kościoła katolickiego obecni byli najważniejsi hierarchowie. Nigdy nie byłem fanem premier Tymoszenko. Nie przekonywał mnie ani jej wizerunek sztucznie wystylizowany na &quot;słowiańską rusałkę z warkoczem&quot;, ani ormiański rodowód (jej ojcem jest Wołodymyr Hryhian, wywodzący się z Armenii). Zawsze uważałem ją za osobę wyrachowaną i bezwzględną, zmierzającą do władzy (i do ogromnego majątku) metodami nie lepszymi od tych, którymi posługiwali się jej konkurenci. Podobna jest opinia większości środowisk polskich nad Dniestrem i Dnieprem. <br /><br />Jednak działania podjęte wobec niej i jej współpracowników przez obecnego prezydenta nie są do zaakceptowania. Wobec tych działań podniosły się w Europie głosy sprzeciwu. Jako pierwszy zareagował niezłomny opozycjonista z czasów dyktatury komunistycznej, a obecnie prezydent Niemiec Joachim Gauck, który postanowił, że w takiej sytuacji nie pojedzie na EURO 2012 na Ukrainie, zwłaszcza że mecze w Charkowie niemiecka drużyna będzie rozgrywać zaledwie kilka kilometrów od kolonii karnej, w której więziona jest &quot;pomarańczowa księżniczka&quot;. Gauck postanowił także nie pojechać na spotkanie prezydentów środkowoeuropejskich w Jałcie na Krymie. To się nazywa mieć klasę! Szkoda, że w Polsce nie mamy prezydenta czy premiera tej miary. Tak na marginesie, prezydent Bronisław Komorowski, bądź co bądź historyk z wykształcenia, powinien jako pierwszy odmówić pojawienia się w Jałcie, bo przecież to miejsce jest symbolem zdrady i zaprzaństwa. Tutaj nasi sojusznicy - Anglia i Stany Zjednoczone, którym zawsze byliśmy wierni, przehandlowali z satrapą Stalinem naszą wolność. A może na miejsce następnego spotkania wybierze się Targowicę, bo ona też obecnie leży na Ukrainie? <br /><br />Po Gaucku z wyjazdu do Jałty zrezygnowali prezydenci Czech, Włoch, Chorwacji i Słowenii, co oznacza, że impreza zakończy się klapą, a jej gospodarz, prezydent Janukowycz, uściska się tylko z prezydentem III RP. Nawet jak dojadą nowo-stary &quot;car&quot; Władimir Putin i komunistyczny weteran Aleksandr Łukaszenka, to będzie ich raptem czterech. Z kolei swój przyjazd na ukraińską część mistrzostw odwołało lub podało w wątpliwość kilku innych polityków europejskich. Każdy dzień przynosi nowe deklaracje. Powtarza się sytuacja z olimpiadą w Moskwie w 1980 r., kiedy to część wolnego świata bojkotowała imprezę z powodu agresji ZSRR na Afganistan. <br /><br />W sprawie EURO 2012 r. wypowiedział się też niemiecki Kościół, który choć jest przeciwnikiem bojkotu, to jednak stanął na stanowisku, aby wywierać presję polityczną na władze Ukrainy. &quot;Nigdy nie jest za późno, gdy chodzi o prawa człowieka&quot; - powiedział abp Ludwig Schick. Wyraził zrozumienie dla polityków, którzy zechcą zbojkotować turniej. Stwierdził, że (cytuję za KAI) &quot;również kibice mogliby podczas meczów wnosić plakaty z napisami: koniec z łamaniem praw człowieka na Ukrainie&quot;. Także b. przewodniczący komisji ds. młodzieży, bp Franz Bode uważa, że aktualna debata na temat przestrzegania praw człowieka na Ukrainie jest potrzebna. Na antenie diecezjalnego radia w Kolonii pochwalił też prezydenta Gaucka za to, że dał dobry początek. <br /><br />Warto w tym miejscu przypomnieć stanowisko polskich organizacji kresowych i niepodległościowych, które 5 lutego 2010 r. protestowały przeciwko gloryfikacji UPA i Stepana Bandery. W liście skierowanym do każdego z prezydentów UEFA i FIFA, ich przedstawiciele napisali; &quot;Prosimy Pana Prezydenta, aby kierowana przez Pana Federacja (...) W ramach programu walki z przejawami rasizmu na stadionach podjęła różnorakie działania, zmierzające do zapewnienia bezpieczeństwa kibicom, którzy w roku 2012 przyjadą na Ukrainę&quot;. W kolejnym punkcie dodali, aby każda z federacji &quot;Rozważyła zasadność organizowania EURO 2012 we Lwowie, którego społeczność - szczególnie sprzyjająca rozwojowi ideologii szowinistycznej i neofaszystowskiej - bardziej dba o budowanie mauzoleów poświęconych OUN-UPA aniżeli o rozwój niezbędnej do organizacji Mistrzostw Europy infrastruktury. (...) Prosimy o dołożenie wszelkich starań, aby szczytne idee, które przyświecają imprezom sportowym, nie były kompromitowane przez spadkobierców ideologii faszystowskiej&quot;. <br /><br />Czas pokaże, kto ma rację, czy Gauck, czy jego oponenci z politycznych salonów, do których w Polsce zalicza się m.in. Paweł Kowal i Henryk Wujec. Przypuszczam, że historia, tak jak w sprawie lustracji, przyzna rację temu pierwszemu. </p><br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 9 maja 2012 r.  ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-05-02 Kresowi męczennicy</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=6085</link> 
<pubDate>02-05-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Pamięć o tych, którzy na Wschodzie oddali życie za Boga i Ojczyznę, jest odnawianiem korzeni naszej tożsamości chrześcijańskiej i patriotycznej</b> </p><p /><p>Polskie władze, państwowe i kościelne, bardzo niechętnie podchodzą do upamiętnienia tych kapłanów i wiernych świeckich obrządku rzymskokatolickiego, którzy cierpieli i ginęli na Kresach Wschodnich. Jest to efekt poprawności politycznej. Z jednej strony, nakazuje ona nie zadrażniać relacji z krajami, które powstały po upadku Związku Radzieckiego, a które swoimi granicami (z nadania Józefa Stalina) objęty województwa wschodnie międzywojennej Rzeczypospolitej. Z drugiej strony, nakazuje ona także &quot;zalanie betonem&quot; tych niechlubnych kart w historii, która zapisała Cerkiew greckokatolicka, kierowana przez abp. Andrzeja Szeptyckiego. W wyniku tej polityki męczenników z czasów II wojny światowej i lat powojennych w III RP podzielono, o czym pisałem już wielokrotnie, na &quot;dobrych&quot;, czyli tych, którzy zginęli z rąk Niemców, oraz &quot;złych&quot;, czyli tych, których zamordowali Rosjanie lub Ukraińcy. <br /><br />Dlatego też warto odnotować dwa najnowsze wydarzenia. Pierwszym z nich jest proces beatyfikacyjny ks. Waltera Ciszka, apostoła Syberii. Urodził się on w 1904 r. w amerykańskiej Pensylwanii, w rodzinie polskich emigrantów. Po wstąpieniu do zakonu jezuitów wyraził pragnienie pracy w Europie Wschodniej. Po ukończeniu studiów w Collegium Russicum w Rzymie i po przejściu na obrządek wschodni został wysłany do Polski, gdzie rozpoczął posługę kapłańską w misyjnym ośrodku w Albertynie koło Słonimia w województwie nowogródzkim. Ośrodek ten utworzony został w celu odbudowania unii kościelnej Cerkwii prawosławnej z Kościołem katolickim, która to unia w zaborze rosyjskim została siłą zniesiona przez zaborców. Gorącymi zwolennikami tych działań był papież Pius XI, który jako były nuncjusz papieski w Warszawie żywo interesował się sprawami wschodnimi, i biskup siedlecki Henryk Przeździecki, postać zasłużona, dzisiaj prawie zapomniana. <br /><br />Po wkroczeniu na tereny polskie Armii Czerwonej i po rozpoczęciu masowych wywózek Polaków na Syberię ks. Ciszek postanowił dobrowolnie towarzyszyć deportowanym rodakom. W 1940 r. przedostał się za Ural. Za prowadzenie pracy duszpasterskiej wśród zesłańców został aresztowany i osadzony w moskiewskim więzieniu NKWD na Łubiance. Po okrutnych torturach został skazany na 15 lat więzienia jako &quot;szpieg Watykanu&quot;. Uwięziony w łagrze sowieckim nie zaniechał swojej działalności. Dla innych towarzyszy niedoli był bratem i powiernikiem. Już wtedy nazywany był przez nich &quot;świętym człowiekiem&quot;. Nawiązał też przyjaźnie z uwięzionymi wraz z nim rosyjskimi dysydentami, w tym z poetką Iriną Ratuszyńską. Po wypuszczeniu na wolność pracował fizycznie, prowadząc pracę duszpasterską w konspiracji. Na nieludzkiej ziemi przebywał do 1963 r., kiedy to został wymieniony na sowieckich szpiegów. Po powrocie do USA aż do śmierci w 1984 r. pracował w Ośrodku Studiów Wschodnich Uniwersytetu Fordham w Nowym Jorku. Jego proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1990 r., jednak prowadzą go biskupi nie polscy, ale amerykańscy. Obecnie trwa jego końcowy etap. <br /><br />Drugim wydarzeniem jest decyzja Sejmiku Opolskiego, który 24 kwietnia br. ustanowił jako pierwszy w Polsce 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na obywatelach polskich przez członków UPA i ukraińskich formacji kolaboranckich. Wybór tej daty nie jest przypadkowy, albowiem w niedzielę 11 lipca 1943 r. formacje banderowskie w 167 miejscowościach na Wołyniu zaatakowały i wymordowały wiernych idących do kościołów i kaplic. Stosowną uchwałę radni przyjęli przez aklamację, na stojąco. Jej treść jest wynikiem pracy zespołu, w skład którego weszli przedstawiciele wszystkich klubów. Wobec gloryfikacji zbrodniarzy, która od czasów tzw. pomarańczowej rewolucji ma miejsce w Galicji Wschodniej, i wobec strusiej polityki zagranicznej min. Radka Sikorskiego, uchwała ta ma ogromne znaczenie. Potępia bowiem zbrodniarzy, ale jednocześnie oddaje cześć bohaterskim żołnierzom AK i BCh oraz kresowej samoobrony, którzy podjęli bohaterską walkę w obronie polskiej ludności cywilnej, a także tym Ukraińcom, którzy z narażeniem życia nieśli pomoc swoim polskim i żydowskim sąsiadom. <br /><br />Uchwała przekazana została marszałkowi Sejmu z wnioskiem o wznowienie prac zmierzających do ustanowienia 11 lipca ogólnopolskim Dniem Pamięci. Trafi także m.in. do prezydenta, premiera, ministra kultury i dziedzictwa narodowego. W tym miejscu wielkie słowa uznania należą się więc wszystkim, którzy mają odwagą upominać się o prawdę o męczennikach ze Wschodu, a szczególnie przewodniczącemu sejmiku Bogusławowi Wierdakowi i prezesowi oddziału Towarzystwa Miłośników Lwowa w Kędzierzynie-Koźlu, Witoldowi Listowskiemu, niezmordowanemu organizatorowi Dni Kresowych. <br /><br />Na koniec smutna wiadomość. W felietonie &quot;Nie zamiatać pod dywan&quot; z 8 listopada ub.r. pisałem o serii samobójstw popełnionych przez duchownych diecezji tarnowskiej, co jest ewenementem w skali światowej. Niestety, tydzień temu na życie targnął się siódmy z kolei ksiądz, zaledwie 31-letni kapłan ze Starego Sącza. W felietonie tym napisałem: &quot;Wyjaśnienie serii tragicznych zgonów księży diecezji tarnowskiej jest moralnym obowiązkiem tak przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski, jak i nuncjusza apostolskiego w Warszawie&quot;. Dzisiaj powtarzam te słowa. Ekscelencje Księża Arcybiskupi, wasz brak reakcji w tej sprawie jest zgodą na dziejące się zło. </p><br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 2 maja 2012 r.  ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-04-26 Oddajcie nam nasze kościoły</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=6058</link> 
<pubDate>26-04-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Apel abp. Mieczysława Mokrzyckiego, wystosowany tuż przed Euro 2012, jest głosem o sprawiedliwość dla Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie</b></p><p /><p>W tym roku archidiecezja lwowska obrządku łacińskiego świętuje 600. rocznicę przeniesienia stolicy arcybiskupiej z Halicza do Lwowa. Archidiecezja utworzona została w 1375 r. i była drugą metropolią w Królestwie Polskim po archidiecezji gnieźnieńskiej. Przez pierwsze lata arcybiskupi rezydowali w stolicy księstwa halickiego. Jednak wraz z rozwojem Lwowa, który za czasów panowania Jagiellonów stał się najważniejszym miastem w tym regionie, siedzibę arcybiskupią przeniesiono właśnie do miasta nad Pełtwią. W następnych wiekach miasto stało się siedzibą dwóch innych archidiecezji: greckokatolickiej i ormiańskokatolickiej. W ten sposób do II wojny światowej Lwów był jedynym miastem w Europie, w którym wzniesiono trzy katedry katolickie dla trzech różnych obrządków. Podobna sytuacja na świecie jest obecnie jedynie w Antiochii w Syrii i w Bagdadzie w Iraku. W tym ostatnim mieście znajdują się siedziby aż czterech różnych archidiecezji katolickich.<br /><br />Po wcieleniu Lwowa do ZSRR, co nastąpiło w wyniku zdrady aliantów na konferencjach w Teheranie i Jałcie, Sowieci skasowali obrządek grecko- i ormiańskokatolicki. Katedra św. Jura, należąca do pierwszego z nich, została oddana prawosławnym, ale po uzyskaniu niepodległości przez Ukrainę powróciła do prawowitych właścicieli. Drugą z katedr, ormiańską, wzniesioną pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Bożej, zamieniono na magazyn ikon i rzeźb, a część księży aresztowano i osadzono w łagrach. Pozostali wyemigrowali, głównie na Górny i Dolny Śląsk. W 2001 r. katedrę tę zaczęto stopniowo przywracać dla kultu religijnego, ale jej gospodarzami stali się nie Ormianie-katolicy, których na tych terenach praktycznie już nie ma, ale duchowni z Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Sama świątynia wraz ze wspaniałymi freskami Jana Rosena została ostatnio odnowiona przy ogromnym udziale funduszy z Polski.<br /><br />Z kolei trzecia z katedr, łacińska, była jednym z dwóch lwowskich kościołów rzymskokatolickich otwartych przez cały czas panowania władzy radzieckiej. Drugim otwartym kościołem była świątynia franciszkańska pw. św. Antoniego na Łyczakowie. Oba kościoły, jak i kilka innych nielicznych, które uratowały się od zamknięcia w innych miejscowościach (np. w Złoczowie i Hałuszczyńcach), były ostojami wiary katolickiej i polskości. W 1991 r. Jan Paweł II ponownie obsadził metropolię lwowską, a nowym arcybiskupem został ks. prof. Marian Jaworski. Spodziewano się wówczas, że do wiernych powrócą inne kościoły i klasztory. Niestety, udało się to tylko w niektórych przypadkach, głównie na prowincji. Natomiast we Lwowie nie oddano do tej pory żadnego obiektu sakralnego. Opanowane przez nacjonalistów ukraińskich władze samorządowe są bowiem gotowe przekazać te obiekty każdemu innemu wyznaniu, byleby nie łacińskim katolikom. Jest to skrajny przejaw antypolonizmu, choć wiernymi w archidiecezji lwowskiej są nie tylko Polacy. Także władze Cerkwi greckokatolickiej, podlegające również papieżowi, manifestują swoją niechęć wobec swoich rzymskokatolickich współbraci. Wrogość jednego obrządku katolickiego do innego jest zjawiskiem niespotykanym w innych krajach. Jeden z tamtejszych księży łacińskich napisał do mnie: &quot;O niebo lepiej współpracuje się nam z prawosławnymi, nawet z Patriarchatu Moskiewskiego, niż z naszymi braćmi z greckokatolickiej Cerkwi. Wobec postawy niektórych hierarchów nawet dyplomacja watykańska jest bezradna&quot;. A dzieje się to w sytuacji, gdy odradzające się struktury greckokatolickie w Polsce otrzymały kościoły w darze od diecezji rzymskokatolickich (np. w Gdańsku i Wrocławiu).<br /><br />Nic więc dziwnego, że abp Mieczysław Mokrzycki w drugi dzień świąt wielkanocnych mówił dobitnym głosem na temat kościoła św. Marii Magdaleny, którego nie chce się zwrócić rzymskim katolikom: &quot;W czasie tej mszy św. pragnę razem z wami prosić Chrystusa Zmartwychwstałego, aby sprzed głównej bramy, prowadzącej do tej świątyni, został usunięty kamień tak, jak został odsunięty sprzed Jego grobu&quot;. Przed liturgią ks. Włodzimierz Kuśnierz, proboszcz parafii, stwierdził w rozmowie z KAI, że w okresie Wielkiego Postu dyrektor mieszczącej się w kościele sali organowej czynił różne przeszkody katolikom, np. wyłączając światło w czasie rekolekcji, co wywołało protesty parafian pod lwowskim ratuszem. Niektórzy chcieli nawet podjąć w tej sprawie strajk głodowy. Sytuacja ta będzie antyreklamą dla miasta, do którego za dwa miesiące zjadą kibice z całego świata. O innych trudnych sprawach na Kresach za tydzień.<br /><br />Na koniec pragnę podziękować Redakcjom i Czytelnikom &quot;GP&quot; i &quot;GPC&quot; oraz posłom Szymonowi Giżyńskiemu, Beacie Szydło i Andrzejowi Adamczykowi z PiS za interwencję w sprawie cofnięcia dotacji przez PFRON dla dwóch świetlic terapeutycznych w Chrzanowie i Radwanowicach, które dla 55 dzieci niepełnosprawnych intelektualnie prowadzi Fundacja im. Brata Alberta. Interwencje te okazały się skuteczne i świetlice ponownie otrzymały potrzebne fundusze. Bóg zapłać! Fundacja podjęła się utworzenia kolejnych placówek i dlatego też w imieniu jej podopiecznych zwracam się o dokonanie odpisów 1 proc., co można uczynić jeszcze do końca kwietnia. W zeznaniu podatkowym trzeba wpisać KRS 0000028246. Akcję tę osobiście wspierają słynne tenisistki, Agnieszka i Urszula Radwańskie, które promują Fundację, a które w tych dniach osobiście odwiedziły Radwanowice.</p><br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 25 kwietnia 2012 r.  ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-04-18 Determinacja Ratzingera </title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=6021</link> 
<pubDate>18-04-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b><span style="FONT-FAMILY: ">85-letni Benedykt XVI z podziwu godną odwagą kontynuuje dzieło oczyszczania Kościoła</span></b><span style="FONT-FAMILY: "> </span></p><p /><p style="TEXT-ALIGN: left; LINE-HEIGHT: normal; MARGIN-LEFT: 6.8pt; MARGIN-RIGHT: 6.8pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" align="left"><span style="FONT-FAMILY: ">W Wielki Piątek 2005 r., na kilka dni przed odejściem Jana Pawła II jego najbliższy współpracownik i powiernik kard. Josepf Ratzinger w rozważaniu Drogi Krzyżowej w rzymskim Koloseum powiedział dobitnie &quot;Ile brudu jest w Kościele, i to właśnie wśród tych, którzy poprzez kapłaństwo powinni należeć całkowicie do Niego! Ileż pychy i samouwielbienia!&quot;. <br /><br />Następnie modlił się &quot;Panie, tak często Twój Kościół przypomina tonącą łódź, łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła. Ale to my sami je zbrukaliśmy! To my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem (...) A szatan śmieje się szyderczo z nadzieją, że nie zdołasz podnieść się więcej z tego upadku. Liczy, że powalony upadkiem Twego Kościoła, będziesz leżał na ziemi, pokonany. Ty jednak podniesiesz się. Podniosłeś się, zmartwychwstałeś i możesz podźwignąć także nas&quot;. <br /><br />Słowa te były szokiem dla kurii rzymskiej i milionów katolików. Szczególnie dla tych, którzy wyznawali zasadę: &quot;po pierwsze, święty spokój&quot;. Według komentatorów kardynał, mając pełną świadomość, że lada chwila może stać się następcą umierającego przyjaciela, nakreślił w ten sposób swój program odnowy moralnej. I rzeczywiście, już w kilka miesięcy po swoim wyborze na Stolicę Piotrową podjął działania w tym kierunku. Najpierw przeciął bolesny wrzód, jakim były skandale obyczajowe wśród Legionistów Chrystusa. Odsunął zakłamanego i przeżartego złem założyciela ks. Marciala Maciela Degollado, który nie tak dawno jeszcze, pomimo skarg wpływających do Watykanu, przedstawiany był jako &quot;przewodnik, wzór dla młodych&quot;. Nowo wybrany papież dokonał także wizytacji i oczyszczenia zgromadzenia, które dzięki temu może nadal kontynuować swoją zbożną misję. <br /><br />Z kolei 31 sierpniu 2005 r. kard. Zenon Grocholewski wydał dokument pt. &quot;Instrukcja dotycząca kryteriów rozeznawania powołania w stosunku do osób z tendencjami homoseksualnymi w kontekście przyjmowania ich do seminariów i dopuszczania do święceń&quot;. Dokument ten zatwierdzony przez papieża zaostrzony został w 2008 r. Według niego, osoby o skłonnościach homoseksualnych i promujących kulturę gejowską nie powinny znaleźć się w seminariach duchownych zarówno jako klerycy, jak i ich wychowawcy. Niestety, jeszcze dziś można słyszeć wypowiedzi ważnych osób w Kościele, także w Polsce, że geje mogą być święceni na kapłanów, o ile będą zachowywać celibat. <br /><br />Benedykt XVI zmierzył się również ze skandalami w USA. Była to pełna kontynuacja działań podjętych przez Jana Pawła II, który w kwietniu 2002 r. na spotkaniu z kardynałami amerykańskim jednoznacznie sprzeciwił się ukrywaniu pedofilii. O skali tego problemu świadczy ostatni raport Konferencji Biskupów Katolickich USA nt. stosowania Karty Ochrony Dzieci i Młodych. Tylko w 2011 r. (podaję to za KAI) ujawniono kolejne nadużycia seksualne, z których większość miała miejsce w latach 1960-1984. Chodzi o 683 młode osoby, głównie chłopców i dorastających młodzieńców, którym Kościół zaproponował pomoc. W 2010 r. wydatki na leczenie i wsparcie ofiar plus koszta sądowe wyniosły ok. 124 mln dolarów. Z kolei diecezje i zakony zapłaciły łącznie 150 mln dolarów w 2010 r. i 144 mln w ub.r. Spośród księży oskarżanych za tego rodzaju czyny w przeszłości 253 zmarło, 58 przeniesiono do stanu świeckiego, 281 usunięto ze stanu kapłańskiego już wcześniej. Niestety, dwie diecezje łacińskie i sześć unickich odmówiły współpracy. <br /><br />W komentarzu do raportu przewodniczący episkopatu USA, kard. Timothy Dolan z Nowego Jorku podkreślił, że &quot;jeśli nawet większość oskarżeń dotyczy przeszłości, Kościół musi być nadal czujny&quot;. Następnie zapewnił wiernych &quot;Winniśmy uczynić wszystko co w naszej mocy, aby do tego rodzaju nadużyć już więcej nie dochodziło. Będziemy nadal pracować na rzecz pełnego uzdrowienia ofiar i pojednania z nimi&quot;. <br /><br />Stolica Apostolska zareagowała także mocno w 2010 r. na reportaż &quot;Szalone noce księży gejów&quot;, zamieszczony we włoskim tygodniku &quot;Panorama&quot;, w którym opisano podwójne życie duchownych homoseksualistów z Rzymu. Do artykułu dołączone były nagrania wideo wykonane ukrytą kamerą. Wikariusz papieski ds. diecezji rzymskiej, kard. Vallini, wyraził wówczas przekonanie, że większość księży pracujących w Wiecznym Mieście nie utożsamia się z podwójnym życiem. Ci natomiast, którzy tak czynią, &quot;nie zrozumieli, na czym polega bycie kapłanem katolickim i nie powinni być księżmi&quot;, do czego zresztą &quot;nikt ich nie zmusza&quot;. W komunikacie stwierdzono ponadto, że diecezja rzymska jest zdecydowana zwalczać wszelkie zachowania niegodne życia kapłańskiego. Czy zjawisko to dotyczy także Polski? Jest to temat na osobną publikację. <br /><br />W poniedziałek Benedykt XVI skończył 85 lat. Módlmy się gorąco w jego intencji. Niech Chrystus da mu wiele sił i zdrowia, aby mógł nadal sprawować swoją posługę, która jest kontynuacją posługi jego błogosławionego poprzednika. Plurimos annos! <br /><br />Zapraszam na mszę św. ku czci ofiar ludobójstwa dokonanego na Ormianach i Polakach. Nabożeństwo to, przeniesione z niedzieli 15 bm., odprawię 22 bm. o g. 15 w kościele Dominikanów we Wrocławiu. Zapraszam na spotkania autorskie 22 bm. o g. 18 w Obornikach Śląskich i 23 bm. o g. 18 w restauracji &quot;Czardasz&quot; na os. Sady w Kielcach. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "><br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska. 18 kwietnia 2012 r. </span></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-04-11 Tak, tak - nie, nie</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=5984</link> 
<pubDate>11-04-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>&quot;Jeśli prawda prowadzi do zgorszenia, lepiej dopuścić zgorszenie, niż zaniechać prawdy&quot; - św. Grzegorz I Wielki, papież (VI w.)</b> </p><p /><p>Gdy pięć lat temu wydawałem książkę &quot;Księża wobec bezpieki&quot;, to jako jej autor byłem celem niewybrednych ataków personalnych, głównie z kręgów &quot;Gazety Wyborczej&quot; i tych środowisk, które panicznie bały się ujawnienia archiwów komunistycznej bezpieki. Dlatego też przed wydaniem najnowszej publikacji nie łudziłem się, że będzie inaczej, zwłaszcza że porusza ona szereg trudnych tematów (w tym ponownie problem niedokończonej lustracji) oraz zawiera krytykę m.in. prezydentury Lecha Wałęsy, działalności Adama Michnika, polityki wschodniej i sojuszu ołtarza z tronem, czyli sojuszu niektórych władz kościelnych z PO. Nie łudziłem się tym bardziej, że w ostatnim czasie wiadome środowiska poniewierają, a nawet włóczą po sądach takich znakomitych autorów i publicystów, jak Jarosław Marek Rymkiewicz, Sławomir Cenckiewicz, Paweł Zyzak czy Roman Graczyk. Nie wspominając o procesach wytoczonych Krzysztofowi Wyszkowskiemu, którego przy pomocy sankcji finansowych chce się dodatkowo sprowadzić do poziomu nędzarza. <br /><br />Reakcją na nową książkę zostałem jednak trochę zaskoczony. Od strony pozytywnej - przez władze archidiecezji krakowskiej, które w tej sprawie zamiast strzelać lub &quot;zamiatać pod dywan&quot;, podjęły dialog, o czym pisałem tydzień temu. Pozytywnie też odbieram falę listów, w tym zwłaszcza od księży. Ich adresaci nie zawsze zgadzają się z moimi poglądami, ale w większości wypadków chcą na ten temat rozmawiać. I to jest bardzo ważne, bo szczere i otwarte rozmowy prowadzą do zbliżenia. Najważniejsze, abyśmy w tej wymianie myśli wzajemnie się szanowali i nie odbierali innym prawa do odmiennych poglądów. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na wszystkie listy, ale wezmę je pod uwagę przy pisaniu kolejnej publikacji. <br /><br />Z kolei od strony negatywnej zaskoczony zostałem histeryczną wręcz reakcją na niewygodną prawdę o lobby homoseksualnym i o jego wpływach we współczesnym świecie, w tym także w pewnych kręgach kościelnych. Dla środowisk poprawnych politycznie samo napisanie o tym stało się wręcz &quot;zbrodnią niesłychaną&quot;. A niektóre z osób reagowały w myśl zasady: uderz w stół, nożyce się odezwą. Oj, szczękały te nożyce w ostatnim czasie, szczękały. <br /><br />Negatywnym zaskoczeniem jest dla mnie także postępowanie redakcji &quot;Rzeczypospolita&quot;, która non-stop atakuje mnie na swoich łamach, nie dając przy tym jakiejkolwiek szansy obrony. Z zaskoczeniem odebrałem emocjonalne, podszyte osobistymi urazami, wypowiedzi redaktor Ewy Czaczkowskiej, a także publicystykę jezuity Jacka Prusaka, który parę lat temu w niemiłosierny sposób smagał ks. dr hab. Dariusza Oko za jego wypowiedzi na temat homoseksualizmu. Nic więc dziwnego, że atakowany kapłan-naukowiec napisał w 2009 r. z goryczą: &quot;Co charakterystyczne, na czoło tej nagonki wysunął się rzekomo katolicki &quot;Tygodnik Powszechny&quot;. Najpierw zaatakowała mnie p. Halina Bortnowska, która potraktowała mnie bardzo pogardliwie. Wystąpiła przy tym otwarcie przeciwko stanowisku i nauczaniu Kościoła, określając związek homoseksualny jako coś godnego najwyższego szacunku, czyli de facto nazywając trwanie w grzechu śmiertelnym czymś chwalebnym. Tym samym tropem poszedł ks. Jacek Prusak SJ ze swoim niesłychanie agresywnym tekstem &quot;Inni inaczej&quot;. Nie znam innego przypadku tak brutalnego ataku księdza na księdza. Język, argumentacja, zaciekłość tego artykułu były zadziwiająco podobne do tego, co pisano na najgorszych portalach gejowskich&quot;. <br /><br />Z kolei w stosunku do mojej książki Grzegorz Górny, uważający się za dziennikarza katolickiego, w przeddzień Wielkiego Czwartku, będącego ważnym dniem dla każdego kapłana, zaatakował mnie za zgodą nowego redaktora naczelnego w sposób niegodziwy, porównując moją skromną osobę do biblijnego Chama, który szydził ze swego pijanego ojca. Na taki chwyt nie zdobyłaby się nawet &quot;Trybuna Ludu&quot;. Redakcja &quot;Rzepy&quot; ma wielkie mniemanie o sobie. Co więcej, uważa, że tylko ona jest strażniczką dziennikarskiej etyki. Dlatego też godząc się na publikację owych inwektyw, pokazała, po której stronie stoi. Myślę, że wiele innych osób i środowisk także będzie musiało jednoznacznie się opowiedzieć. Być może książka stanie się niespodziewanie katalizatorem takich zachowań. I to będzie jej największy sukces. <br /><br />Na koniec pragnę zaprosić na uroczystości z okazji 97. rocznicy ludobójstwa Ormian w Turcji oraz 68. rocznicy ludobójstwa Ormian i Polaków w Kutach nad Czeremoszem. 22 kwietnia o godz. 15 msza św. oraz złożenie wieńców i zapalenie zniczy pod pamiątkową tablicą w kościele Dominikanów przy ul. Dominikańskiej 2 we Wrocławiu. 21 bm. Msza św. oraz złożenie wieńców i zapalenie zniczy pod Chaczkarem w kościele św. Mikołaja przy ul. Kopernika 9 w Krakowie; a 22 kwietnia o godz. 11 taka sama uroczystość w kościele pw. Świętej Trójcy przy ul. Mikołowskiej 2 w Gliwicach; i 29 kwietnia o godz. 14.30 w kościele pw. św. Piotra i Pawła przy ul. Zamkowej w Oławie. Z kolei 24 kwietnia o godz. 15.30 modlitwa w kościele przy ul. Modzelewskiego 98 w Warszawie, po której wyruszy Marsz Milczenia pod ambasadę Turcji przy ul. Malczewskiego 36. <br /><br />Najbliższa niedziela według kalendarza juliańskiego jest uroczystością Zmartwychwstania Pańskiego. Z tej okazji składam najserdeczniejsze życzenia wiernym z Cerkwi prawosławnej i katolickich obrządków wschodnich. Niech Chrystus Zmartwychwstały zamieszka w Waszych domach i wspólnotach, obdarzając Was swoim błogosławieństwem. Wesołego Alleluja! </p><br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 11 kwietnia 2012 r. <br /><br /> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-04-11 Wierni naszej Ojczyźnie</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=5983</link> 
<pubDate>11-04-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal">W polskim kalendarzu praktycznie każdy miesiąc mógłby być miesiącem pamięci narodowej, bo w każdym z nich działy się wydarzenia ważne dla współczesnej historii naszej Ojczyzny. Od czasów II wojny światowej wybrano jednak kwiecień, bo jest oznaczony straszliwą Zbrodnią Katyńską, mającą cechy okrutnego ludobójstwa. Niespodziewanie dwa lata temu tragedia smoleńska nadała kwietniowi dodatkowego charakteru. 10 kwietnia 2010 r. zginęło bowiem ludzie, którzy tak jak powstańcy i żołnierze przelali krew za Polskę. Za życia wiernie jej służyli, często bez żadnej nagrody. Lecąc do Katynia też byli na jej służbie, począwszy od Pana Prezydenta, a na członkach załogi, funkcjonariuszach BOR i stewardessa skończywszy.<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Dziś wezmę udział mszy św. odprawianej o g. 18 w Grodzisku Mazowieckim za dusze śp. ministra ds. kombatantów Janusza Krupskiego i pilota Arkadiusza Protasiuka. Będę się modlić tak za nich, jak i zawsze wszystkie inne osoby, które kiedykolwiek oddały życie za<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Najjaśniejszą Rzeczpospolitą. </p><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> </p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> ks. Tadeusz Zaleski, Gazeta Polska Codziennie, 10 kwietnia 2012 r. </p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-04-04 Wiosenny wiatr w Kościele</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=5955</link> 
<pubDate>04-04-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Dokument społeczny ogłoszony przez Episkopat Polski jest jasnym stanowiskiem, na które od lat czekali nie tylko katolicy </b></p><p>W zeszłym tygodniu miało miejsce kilka wydarzeń, które są zapowiedzią dobrych zmian w polskim Kościele. Czyżby szło nowe, a raczej wracało stare, które było za czasów kardynałów Stefana Wyszyńskiego i Karola Wojtyły oraz biskupów Ignacego Tokarczuka i Herberta Bednorza, czyli za czasów tych pasterzy rzymskokatolickich, którzy byli niesłychanie wyczuleni na sprawy sprawiedliwości społecznej? Miejmy taką nadzieję. <br /><br />Najważniejszym z ostatnich wydarzeń było ogłoszenie listu społecznego Episkopatu Polski. Nosi on znamienny tytuł. &quot;W trosce o człowieka i dobro wspólne&quot;. Ten bardzo długi i obszerny dokument porządkuje bardzo wiele spraw z zakresu moralności i katolickiej nauki społecznej, a przede wszystkim jest reakcją na wiele negatywnych zjawisk, które mają miejsce w naszym społeczeństwie na początku XXI w., głównie od chwili wejścia Polski do struktur UE. W dokumencie jest mowa o takich zjawiskach jak bezrobocie, tzw. umowy śmieciowe, nierówność społeczna czy emigracja młodych Polaków za granicę. Szczególnie tej ostatniej kwestii poświęcono wiele miejsca. Nie ma się czemu dziwić, bo ostatni spis powszechny wykazał ubytek aż ponad półtora miliona osób, głównie w wieku produkcyjnym, które wyjeżdżając za chlebem, znalazły się w całkiem innej rzeczywistości. Co więcej, pozostała po nich ogromna luka, przez co polskie społeczeństwo stało się zaburzone. I to nie tylko od strony gospodarczej. List porusza także problemy etyczne, jak aborcja, eutanazja i zapłodnienie in vitro. Oczywiście w tych ostatnich sprawach stanowisko władz kościelnych pozostało niezmienne. <br /><br />Ciasne ramy felietonu w żaden sposób nie pozwalają mi na wnikliwe omówieniu dokumentu. Liczę więc na to, że na łamach &quot;GP&quot; ukażą się szersze analizy i komentarze. Z pewnością list będzie też wstępem do dyskusji w obrębie parafii i ruchów katolickich. Dodam, że jego głównym autorem jest ks. biskup Józef Kupny, sufragan katowicki, wywodzący się z typowej śląskiej rodziny robotniczej z Chorzowa. Mam przyjemność znać go osobiście, gdyż przez dwa lata odbywaliśmy wspólnie służbę wojskową w jednej kompanii w specjalnej jednostce wojskowej dla kleryków w Brzegu. Już wtedy dał się poznać jako człowiek wrażliwy i wyważony. <br /><br />Innym wydarzeniem było, choć na całkiem inną skalę, posiedzenie Rady Kapłańskiej Archidiecezji Krakowskiej, które odbyło się w kurii metropolitalnej. Zostałem na nie zaproszony z inicjatywy ks. kard. Stanisława Dziwisza. Na spotkaniu był obecny metropolita krakowski i wszyscy czterej jego biskupi pomocniczy oraz trzydziestu duchownych (diecezjalnych i zakonnych), którzy wchodzą w skład tego gremium bądź z wyboru, bądź z racji piastowanego urzędu. Nie ma co ukrywać, że głównym tematem tego spotkania była moja najnowsza publikacja. Odpowiadałem najpierw na pytania ks. biskupa Grzegorza Rysia, a później na pytania z sali. Sam też poruszyłem kilka innych spraw, nieraz bardzo trudnych, ale ważnych dla Kościoła. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie szczera i życzliwa atmosfera. O ile czasami jestem krytyczny wobec niektórych poczynań władz kościelnych, o tyle muszę przyznać, że w tym wypadku postąpiły one bardzo dobrze. Może na przyszłość będzie to właściwy wzór do rozwiązywania innych trudnych spraw, które przecież zawsze będą się pojawiały. <br /><br />Dodam, że już po wyjściu z kurii zorientowałem się, iż spotkanie odbyło się dokładnie w dziesiątą rocznicę złożenia dymisji przez arcybiskupa poznańskiego Juliusza Paetza, który odszedł 28 marca 2002 r., w dzień Wielkiego Czwartku. Gdyby wtedy obrano taką drogę, jaką obecnie podjęła kuria krakowska, to z pewnością nie doszłoby do skandalu, który wstrząsnął wówczas polskim Kościołem i sprawił wielu bólu Janowi Pawłowi II. Może wreszcie zostaną z tego wyciągnięte wnioski. Spodziewam się, że w przyszłości władze kościelne będą odróżniać tych, co atakują Kościół, bo go nienawidzą, od tych, co go krytykują, bo chcą jego dobra. Najlepiej na jednym z portali internetowych napisała o tym siostra zakonna Bruna od Maryi, która recenzując wspomnianą publikację, napisała, że każda krytyka moja czy Tomasza Terlikowskiego jest kanwą do duszpasterskiej refleksji. <br /><br />Dobrym posunięciem kard. Stanisława Dziwisza było również odwiedzenie głodujących działaczy dawnej opozycji demokratycznej, którzy w kościele księży salezjanów na krakowskich Dębnikach protestowali przez dwanaście dni. Wizyta ta była bardzo ważnym sygnałem dla wszystkich tych, którzy walczą o kształt polskiego szkolnictwa. Była również sygnałem dla całego społeczeństwa, że katoliccy duchowni, w myśl zasady &quot;z ludu wzięci i dla ludu ustanowieni&quot;, w decydujących momentach są zawsze po stronie skrzywdzonych i tych, którzy się za nimi ujmują. Wszystko to pozwoliło głodującym, wśród których było kilku moich dobrych przyjaciół, zakończyć strajk honorowo. Inna sprawa, że była to tylko jednak bitwa, bo batalia wciąż będzie trwała. Przy okazji pragnę wyrazić słowa wdzięczności po adresem moich przyjaciół biorących udział w tym proteście. Drodzy Grzesiu, Ryśku, Adasiu, Leszku i wszyscy pozostali! Dokonaliście wspaniałej sprawy! Wszyscy ci, którzy posyłają swoje dzieci do polskich szkół, też powinni Wam być za to wdzięczni. <br /><br />W tym kontekście pragnę złożyć najserdeczniejsze życzenia z okazji Triduum Paschalnego i uroczystości Wielkiej Niedzieli. Chrystus zmartwychwstał - zmartwychwstał prawdziwie! Błogosławione Zmartwychwstanie Chrystusa! </p><br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 4 kwietnia 2012 r. <p><br /><br /></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-04-04 Wielki Tydzień</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=5954</link> 
<pubDate>04-04-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p style="MARGIN: auto 0cm" class="MsoBodyText"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"">W Wielkim Tygodniu, które obecnie się rozpoczął,<span style="mso-spacerun: yes">  </span>usłyszymy na nabożeństwach w kościołach niełatwe fragmenty Ewangelii. Obok bowiem spraw pozytywnych jak np. wjazd Jezusa do Jerozolimy czy ustanowienie sakramentów Eucharystii i kapłaństwa będą czytane także opisy rzeczy negatywnych jak np. zdrada Judasza, zaparcie św. Piotra czy ucieczka wszystkich apostołów (za wyjątkiem św. Jana) spod Krzyża. Czemu Ewangeliści nie ocenzurowali tych owa fragmentów? Po pierwsze dlatego, że byli wierni Prawdzie. Po drugie, że w idealny sposób pokazali różnicę pomiędzy zachowaniem się Judasza i Piotra. Obaj upadli, ale pierwszy nie potrafił się pojednać z Mistrzem, a drugi to jednak uczynił i w ten sposób odniósł zwycięstwo nad samym sobą.<p /></span></p><p style="MARGIN: auto 0cm" class="MsoBodyText"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"">Wielki Czwartek jest świętem wszystkich księży i biskupów. Pomimo swoich słabości służą oni Panu Bogu i całemu społeczeństwu. Złóżmy im w tym dniu życzenia. A przede wszystkim pomódlmy się za nich, bo są oni nam bardzo potrzebni. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach. <p /></span></p><p style="MARGIN: auto 0cm" class="MsoBodyText"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman""> <p /></span></p><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; FONT-SIZE: 12pt; mso-fareast-font-family: "Times New Roman"; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA">Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, GPC, 3 kwietnia 2012 r. </span> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2012-03-28 Nie bójmy się dyskusji</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=5912</link> 
<pubDate>28-03-2012</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><strong>Najgorszą rzeczą, która się może zdarzyć w Kościele, jest udawanie, że pewnych problemów nie ma. <br /><br /></strong>W związku z nową publikacją, która ukazała się we &quot;Frondzie&quot;, dostałem bardzo wiele listów. Nie jestem w stanie na nie wszystkie odpowiedzieć. Być może na ich bazie przygotuję jeszcze w tym roku kolejną książkę, która poruszy wiele współczesnych problemów społecznych i religijnych. Dzisiaj natomiast odpowiem jedynie na niektóre pytania. </p><p /><p>W listach często poruszany jest problem posłuszeństwa w Kościele. Oczywiście uważam, że duchowny, który w czasie święceń kapłańskich ślubował posłuszeństwo swoim władzom, powinien go bezwzględnie dochować. Choć nie potępiam tych, którzy nie dotrzymali tego ślubu i odeszli ze struktur kościelnych, to jednak za mało wiarygodną uznaję tę część duchownych, którzy po zrzuceniu sutanny czy habitu jawnie i otwarcie, nieraz niebezpodstawnie, krytykują złe rzeczy dziejące się w ich dotychczasowych diecezjach czy zakonach. Trzasnąć bowiem drzwiami i odejść jest łatwo. Trudniej pozostać i pomimo szykan próbować zmieniać struktury kościelne na lepsze. Z tego też powodu, mimo całej nagonki personalnej, której doświadczam od 2006 r., nie wybrałem drogi Tadeusza Bartosia, Stanisława Obirka czy Piotra Natanka. Gdy dwukrotnie zostałem zakneblowany, to podporządkowywałem się temu. Po cofnięciu zakazów od nowa zacząłem mówić i pisać to, co uważam za słuszne. Gdyby uciszanie miało powtórzyć się po raz trzeci, to też się podporządkuję, choć twierdzę, że kneble czy zakazy nie rozwiążą żadnych problemów. Co najwyżej tylko je pogłębią. <br /><br />Uważam też, że posłuszeństwo ma być rozumne, to znaczy między przełożonym a podwładnym powinien istnieć dialog. Ostateczna decyzja, tak jak w wypadku kapitana na statku, należy oczywiście do danego biskupa czy prowincjała, ale zanim ją podejmie, winien jednak z zainteresowanym porozmawiać i wyjaśnić sytuację. Kościół powinien tym różnić się od korporacji czy koncernów przemysłowych, że każdy pracownik &quot;winnicy Pańskiej&quot;, choć jest przysłowiowym trybikiem w maszynie, ma jednak prawo do bycia partnerem w dialogu. Jeden z księży diecezjalnych w długim liście poruszył wiele problemów swojej diecezji i napisał: &quot;Stary biskup, dzisiaj już świętej pamięci, choć oschły i mający twardą rękę, każdemu z księży dawał szansę do pełnego wypowiedzenia się. Nawet jeżeli ktoś mocno narozrabiał. Natomiast nowy albo w ogóle nie rozmawia, albo, gdy ktoś wreszcie dostanie się do niego na rozmowę, przerywa mu po pierwszych zdaniach i zalewa go potokiem słów. Całkowity monolog. Nie dziwota więc, ze decyzje biskupie w sprawach personalnych są pasmem błędów i pomyłek&quot;. Inny duchowny w swoim liście podkreśla starą księżowską maksymę, że tak funkcjonuje diecezja, jakie biskup ma relacje ze swoimi proboszczami. Na tych ostatnich bowiem opiera się cała działalność duszpasterska. <br /><br />Innym problemem poruszanym w listach są finanse Kościoła. Praktycznie wszyscy korespondenci twierdzą, że wprawdzie nagonka rządu Tuska na Fundusz Kościelny jest elementem kampanii politycznej, to jednak polski Kościół sam sobie strzela w stopę poprzez brak jawności w sprawach ekonomicznych. Tutaj całkowicie się zgadzam z innym księdzem z biednej parafii na północy Polski, który napisał do mnie, że chciał opublikować na stronie internetowej stan finansów swojej parafii, aby w ten sposób zachęcić wiernych do większej ofiarności. Zabroniła mu tego jednak kuria, która uznała, że byłby to niebezpieczny precedens, który zmusiłby inne parafie, zwłaszcza te bardzo bogate, do opublikowania swoich rozliczeń. Ksiądz ów dodaje w swoim liście, że brak jawności tworzy nieprawdopodobne mity o bogactwie Kościoła. Z kolei inny duchowny pisze: &quot;W naszym dekanacie jeden z proboszczów wozi się luksusowym mercedesem, przez co wierni myślą, że każdy z nas jest krezusem. (...) Gdyby ordynariusz wyjaśnił diecezjanom, dlaczego jedni mają na mercedesa, a drudzy ledwo wiążą koniec z końcem, to tym drugim byłoby trochę lżej, bo nie byliby z bogatymi w jednym worku. A tak cierpimy wszyscy za jednego dorobkiewicza&quot;. <br /><br />Komu jak komu, ale Kościołowi powinno najbardziej zależeć na jawności. Nie tylko obala ona mity i plotki, ale też zachęca wiernych do współodpowiedzialności za parafie i diecezje. W dokumentach Soboru Watykańskiego II i w nauczaniu Jana Pawła II jest wiele na ten temat, ale polska praktyka jest taka, że ukrywa się praktycznie wszystko. <br /><br />Ostatnie pytanie, na które mogę odpowiedzieć w tym krótkim felietonie, to sprawa celibatu. Z góry zaznaczam, aby przeciąć wszystkie insynuacje, że jestem celibatariuszem i mam zamiar pozostać nim do śmierci. Nie mam też nikogo &quot;na boku&quot;. Poruszyłem ten problem po pierwsze dlatego, że jako ksiądz dwóch obrządków nie mogę się zgodzić z tym, iż żonaci księża z katolickiego Kościoła wschodniego są traktowani jako coś gorszego. Po drugie, w tej kwestii panuje duże zakłamanie, a przygotowanie kleryków do życia bezżennego pozostawia wiele do życzenia. Po trzecie, to nie najlepsze przygotowanie często rodzi homoseksualizm i pedofilię. Ta ostatnia, choć dotyczy znikomej liczby duchownych, to jednak ukrywana i tuszowana wywołuje ogromne zgorszenie. Cieszę się, że z problemem tym zmierzyła się niedawna konferencja Episkopatu Polski, ale pojawienie się na niej abp. Juliusza Paetza postawiło ogromny znak zapytania. Czyżby to lobby, o którym mówię w wywiadzie rzece, było aż tak mocne? <br /><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 28 marca 2012 r.</p><br /><br /> ]]> 
</description>  
</item>
</channel></rss>
