<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?> 
<rss version="2.0"> 
<channel> 
<title>Moje artykuły - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</title> 
<link>http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&amp;kid=88</link> 
<description>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</description> 
<language>pl</language> 

<item> 

<title>2010-07-28 Rocznica Krwawej Niedzieli</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3248</link> 
<pubDate>28-07-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Władze państwowe bały się cokolwiek uczynić, ale skonsolidowane organizacje społeczne po raz kolejny dokonały wyłomu w murze milczenia</b></p><br /><p>Wstępem do obchodów 67. rocznicy apogeum ludobójstwa na Kresach były prelekcje, które na początku lipca wygłosiłem w liceum księży salezjanów w Lubinie i auli klasztoru ojców franciszkanów w Legnicy. Władzom tych zakonów należą się słowa uznania. Z kolei w niedzielę 11 lipca na frontonie kościoła pw. Świętych Piotra i Pawła w Myszkowie poświęciłem pamiątkową tablicę z napisem &quot;W hołdzie ponad 200 tysiącom zamordowanych Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich II RP przez ludobójców z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i tzw. Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach 1939-1947 - Rodacy&quot;. Tablica powstała z inicjatywy ks. prałata Jarosława Koczura, który wprawdzie nie ma kropli krwi kresowej, ale z ogromną miłość odnosi się do ziem utraconych, gdyż został wychowany w Bytomiu przez lwowskich nauczycieli. Były poczty sztandarowe i wielu wiernych. To pierwsza tego typu uroczystość w tym rejonie Polski. Na zakończenie odśpiewano hymn narodowy. Spisała się TVP, która sprawozdanie z Myszkowa umieściła we wszystkich serwisach. Jeżeli ktoś będzie w drodze na Jasną Górę, warto skręcić do Myszkowa na ul. Jana Pawła II, aby zatrzymać się przy tym kościele.</p><p>Tego samego dnia odbyły się podobne uroczystości w pięćdziesięciu innych miejscowościach, w tym m.in. w Dzierżoniowie, Zielonej Górze, Brzegu i Szczecinie. Złożono wieńce i zapalono znicze także przy Krzyżu Wołyńskim w Chełmie i pod pomnikiem ku czci ofiar ludobójstwa na cmentarzu Rakowickim w Krakowie. Na tym pomniku wyryty jest słynny już w całym kraju napis &quot;Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary&quot;. W czasie wakacyjnych wojaży warto odwiedzić te miejsca, aby uczyć swoje dzieci i wnuki prawdziwej historii.</p><p>Z uroczystościami związany był apel młodych internautów do prezydenta elekta Bronisława Komorowskiego, wsparty przez redakcje portali Niepoprawni.pl i Blogmedia24.pl. Czytamy w nim: &quot;W związku z 67. rocznicą Krwawej Niedzieli, która miała miejsce 11 lipca 1943, a która jest symbolem wszystkich zbrodni UON-UPA z lat 1939-1947, dokonanych na ludności polskiej, żydowskiej, ormiańskiej oraz ukraińskiej, zwracamy się do Pana Prezydenta z apelem o podjęcie działań mających na celu uznanie zbrodni wołyńskiej za ludobójstwo. Aby tragiczne wydarzenia nie miały już nigdy miejsca, należy stanąć wobec nich w prawdzie i pokorze. &quot;Historia magistra vitae est&quot;. Ta łacińska fraza ma zastosowanie wtedy i tylko wtedy, gdy wydarzenia historyczne są obiektywnie znane i gdy dyskusja o nich jest możliwa w atmosferze otwartości i szczerości. W przeciwnym razie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów z przeszłości.</p><p>Postawę taką należy przyjąć także wobec wydarzeń na Wołyniu, włączając w to ich uwarunkowania i przyczyny. Wierzymy, iż pojednanie, przebaczenie i budowanie prawidłowych relacji między Narodami jest możliwe tylko wówczas, gdy jest oparte na prawdzie. Uważamy, że pierwszym, koniecznym, zdecydowanym krokiem do przezwyciężenia tego balastu zła powinno być uznanie pogromów wołyńskich za ludobójstwo&quot;.</p><p>Piękne i mądre słowa. Jakże wspaniałą mamy młodzież! Tylko czy Komorowski, wierny uczeń głównych ideologów Unii Wolności, będzie miał odwagę odpowiedzieć na ten apel. Osobiście wątpię. Wątpię również, czy Donald Tusk, tak bardzo owładnięty koncepcją &quot;grubej kreski&quot;, odpowie na apel skierowany do niego. Jest to apel środowisk kresowych, które w przededniu uroczystości zebrały się na konferencji naukowej w Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie. Przy okazji słowa uznania także dla władz wojskowych za udostępnienie sali. W apelu tym czytamy: &quot;Sejm RP 15 lipca 2009 podjął uchwałę w sprawie tragicznego losu ludności polskiej na Kresach. Jest to pierwszy i jedyny akt państwowy w tej marginalizowanej dotąd sprawie. Uchwała sejmowa wzywa wszystkie instancje państwa, w tym władzę wykonawczą, by tragedia Polaków na Kresach II RP została przywrócona świadomości historycznej współczesnych pokoleń.</p><p>Zgromadzenie przedstawicieli 14 organizacji społecznych, zajmujących się tą tragedią Polaków, zwraca się do Pana Premiera z zapytaniem, co powoduje, że Rząd RP nie zainteresował się tym aktem Sejmu. Nie ma dotąd, mimo upływu dwunastu miesięcy, żadnego stanowiska władz odnośnie do tej uchwały. Wiemy wszyscy, że dotychczas społeczeństwo polskie nie było informowane przez instytucje państwowe o stanie wiedzy o eksterminacji Polaków przez nacjonalistów ukraińskich&quot;.</p><p>Kulminacją uroczystości był apel poległych na skwerze Wołyńskim w Warszawie. Nikt z głównych polskich polityków, niezależnie od opcji politycznej, nań nie przybył. Czy był to znów strach przed ambasadorami obcych państw, czy też tylko zwykła arogancja wobec wyborców? Nie przyszli również sekretarz i przewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, czyli Andrzej Kunert i Władysław Bartoszewski. Przybył natomiast ukraiński deputowany Wadim Kolesniczenko, który udzielił portalowi Kresy.pl wywiadu pt. &quot;Bandyci z OUN-UPA nie mieli żadnego związku z utworzeniem państwa ukraińskiego&quot;. Byli też inni goście z Ukrainy. Ich obecność zadaje kłam stwierdzeniem Henryka Wujca i Pawła Kowala, którzy publicznie twierdzili, że jakoby organizatorzy na uroczystości nie zaprosili strony ukraińskiej. Zgrzytem był również fakt, że mniejszość ukraińska pomimo apeli rodzin pomordowanych w tym czasie urządziła huczne imprezy rozrywkowe w Bartoszycach i Przemyślu. Bez komentarza.</p><p>Gazeta Polska, 28 lipca 2010</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-07-21 Spór o prawdę będzie trwał</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3226</link> 
<pubDate>21-07-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>PO i SLD położyły już krzyżyk na Polakach z Kresów, a PiS wciąż robi krok do przodu i krok do tyłu</b></p><p><br />Zgodnie z zapowiedzią relacjonuję dalszą część spotkań kresowych, które rozpoczęły się pod koniec maja, a zakończyły w połowie lipca. Obok wspomnianych w poprzednim felietonie bardzo udanych sesji naukowych we Wschowie, Kędzierzynie-Koźlu i Prabutach warto wymienić trzy ważne wydarzenia, które odbyły się we Wrocławiu. Pierwszym z nich były &quot;ETNO-impresje&quot;, w ramach których wraz pisarzem Stanisławem Srokowskim mówiłem o tradycji Kresów oraz o dokonanej tam zagładzie. Następnie pod przewodnictwem dr Barbary Kwiatkowskiej- Paź z Uniwersytetu Wrocławskiego został rozstrzygnięty konkurs dla uczniów szkół średnich na najlepszą pracę o tematyce kresowej. Napłynęło wiele ciekawych opracowań, co bardzo cieszy, bo bez pracy z młodzieżą nie ma mowy o podtrzymywaniu tradycji narodowych. </p><p>Drugim wydarzeniem był Koncert Kresowy, który odbył się na wrocławskim rynku z okazji podsumowania akcji &quot;Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia&quot;. Na scenie wystąpiły polskie zespoły z Sądowej Wiszni i Żytomierza oraz zespół tańca ludowego UMCS z Lublina. Koncert był podziękowaniem dla dolnośląskich uczniów, którzy zbierali po złotówce na ratowanie polskich cmentarzy za Bugiem. Młodzi ludzie mogli także zapoznać się z historią swoich rodzin, które bardzo często wywodzą się z Kresów. Animatorką całej tej akcji jest Grażyna Orłowska, autorka programu telewizyjnego &quot;Studio Wschód&quot;. </p><p>Trzecim wydarzeniem była konferencja naukowa pt. &quot;Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach II RP w latach 1939-1946&quot;, zorganizowana na Uniwersytecie Wrocławskim. Była to ta sesja, która pod naciskami podwładnych Radka Sikorskiego i ambasady Ukrainy nie mogła się odbyć w ubiegłym roku. Jednak w wyniku ogromnej determinacji jej organizatora, dr. hab. Bogusława Pazia, w końcu doszła do skutku, choć rektor prof. Marek Bojarski bez podania przyczyny odmówił patronatu. Odmówiła go także TVP i &quot;Rzeczpospolita&quot;. Formuła konferencji gwarantowała wolno?ć wypowiedzi, nawet tych najbardziej kontrowersyjnych, ale pomimo wystosowanych zaproszeń od udziału uchylili się m.in. greckokatolicki biskup Włodzimierz Juszczak z Wrocławia, Jarosław Hrycak ze Lwowa, piewca ideologii nacjonalistycznej, oraz Bogumiła Berdychowska, organizatorka akcji przeciwko postawieniu pomnika ku czci pomordowanych Kresowian (była ona za to chwalona przez Kongres Ukraińskich Nacjonalistów). Szkoda, bo wszyscy oni mogli publicznie przedstawić swoje racje i poddać je pod dyskusje. Z kolei naczelnik Marek Sosnowski w imieniu Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu odmówił zgody na przyjazd trzech prokuratorów, którzy mieli powiedzieć o prowadzonych przez siebie śledztwach w sprawie ludobójstwa na Kresach. Oczywiście polscy politycy bali się nawet przekroczyć próg uczelni. To wszystko najlepiej pokazuje, do jakiej paranoi doszła Trzecia RP w sprawie prawdy historycznej. </p><p>Pomimo to konferencję otworzył dziekan Wydziału Nauk Społecznych prof. Jerzy Juchnowski, a zamknął dyrektor Instytutu Filozofii prof. Leon Miodoński. Przybyli prelegenci z kilku ośrodków akademickich w kraju i z zagranicy. Wśród gości zagranicznych znaleźli się prof. Ihor Iljuszyn i dr Adolf Kondracki z Kijowa, dr Per Rudling, Szwed wykładaj?cy w Kanadzie, oraz prof. Shalom Newman z Bostonu, polski Żyd urodzony we Lwowie. Jak zwykle interesuj?ce były referaty polskich specjalistów Ewy Siemaszko, dr Lucyny Kulińskiej, dr. Andrzeja Zięby i prof. dr. hab. Czesława Partacza. Konferencja wrocławska była jedną z pierwszych, która nie była kontrolowana przez zwolenników Bandery i przez polskie środowiska je wspieraj?ce. Wstęp był wolny dla każdego i głos w dyskusji też mógł zabrać każdy. Obecnie przygotowywane jest wydanie tomu z wygłoszonymi referatami. </p><p>Z innych wydarzeń odnotować należy także wykłady o tragedii Kresów, które mogłem wygłosić w Ziębicach dzięki zaproszeniu ks. dr. hab. Bogusława Konopki, proboszcza bazyliki mniejszej, i dr. Mariusza Szpilarewicza, dyrektora zespołu szkół średnich, a także wykłady, które odbyły się w Dzierżoniowie i siedzibie NSZZ &quot;Solidarność&quot;w Częstochowie. W tym ostatnim spotkaniu obok władz związku uczestniczył także poseł Szymon Girzyński z PiS, co trzeba podkreślić, bo polityka tej partii wobec prawdy historycznej i losu naszych rodaków nad Dniestrem, Niemnem i Wili? - pomimo wcześniejszych deklaracji - znów przypomina taniec, w który wykonuje się tyle samo kroków do przodu i do tyłu. </p><p>Za tydzień relacja z ogólnopolskich uroczystości, które 11 lipca odbyły się ku czci ofiar Krwawej Niedzieli. </p><p><br /><em>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska</em> <a href="http://www.klubygp.pl/art1.php"></a></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-07-14 Trzeba miec honor</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3208</link> 
<pubDate>14-07-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"><b>Wypowiedzi bp Pieronka i ks. Sowy pokazują jak bardzo &#8222;poprawność polityczna&#8221; zagnieździła się w Kościele. </b></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> </p><p><table style="WIDTH: 100%; mso-cellspacing: 1.5pt" border="0" cellpadding="0" width="100%"><tbody><tr><td style="BORDER-BOTTOM: #ece9d8; BORDER-LEFT: #ece9d8; PADDING-BOTTOM: 0.75pt; BACKGROUND-COLOR: transparent; PADDING-LEFT: 0.75pt; PADDING-RIGHT: 0.75pt; BORDER-TOP: #ece9d8; BORDER-RIGHT: #ece9d8; PADDING-TOP: 0.75pt"><p><span style="FONT-FAMILY: ">Hilary Clinton czasami przypomina &#8222;</span><span style="FONT-FAMILY: ">Robocopa&#8221; z amerykańskiego filmu. Wyćwiczone gesty, lodowate oczy i oczywiście zero ciepłych uczuć. Widać to było szczególnie w czasie jej niedawnej wizyty w Krakowie. Niektórzy spodziewali się, że uczucia te jednak nasz gość okaże, choćby poprzez odwiedzenie grobu Tadeusza Kościuszki, który przecież za wolność Ameryki walczył, lub poprzez złożenie wieńca na sarkofagu Lecha Kaczyńskiego, wiernego sojusznik USA.<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Niestety, choć Clinton ma wiele cech męskich, to jednak na taki gest się nie zdobyła. </span><span style="FONT-FAMILY: ">Cała sprawa została zbyła króciutkim postojem po Krzyżem Katyńskim. Co więcej, na spotkanie z rodzinami poległych pod Smoleńskiem nie zaproszono ani rodziny śp. Janusza Kurtyki, ani śp. Zbigniewa Wassermanna, choć to rodziny krakowskie. Nie zaproszono także, co już bardzo szokuje, nikogo z krewnych śp. Pary Prezydenckiej. No cóż, wdzięczność nie jest typową amerykańską cechą. Poza tym, nie wszyscy wielcy politycy, chcą pamiętać, że kiedyś będą oceniani<span style="mso-spacerun: yes">  </span>przez historię nie tylko za swą skuteczność, ale także za to, czy postępowali z honorem czy bez. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: ">Innym wydarzeniami w Krakowie, niestety też niehonorowymi, były wypowiedzi dwóch duchownych: biskupa Tadeusza Pieronka i ks. Kazimierza Sowy. Pierwszy z nich nie jest biskupem krakowski, choć od lat mieszka na Wawelu Swego czasu został posłany do robotniczego Zagłębia, ale praktycznie nigdy tam posługi duszpasterskiej nie podjął. Za niskie progi na tak ważne nogi. W 1998 r. sam przerwał tę fikcję i złożył rezygnację z funkcji sosnowieckiego biskupa pomocniczego. Pozostał biskupem &#8222;bez ziemi&#8217;, co jest unikatem w polskim Kościele.<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Od lat jest ściśle związany Unią Wolności i &#8222;Gazetą Wyborczą&#8221;. Jego krzyż biskupi jest listkiem figowym dla tych środowisk. Niedawno głosił laudację na cześć Władysława Bartoszewskiego, który został człowiekiem roku tejże gazety. Trudno o bardziej upolitycznioną postać. Tenże biskup na łamach &#8222;Rzeczypospolitej&#8221; w wywiadzie pod znamiennym tytułem &#8222;</span><span style="FONT-FAMILY: ">Księży agitatorów trzeba dyscyplinować&#8221; nie tylko dał upust swej ideologii, ale i przekonywał, aby duchownymi, którzy mają inne poglądy, zajęli się tak biskupi, jak i państwo. Przypominają się lata 50-te, kiedy to tzw. &#8222;księża-patrioci&#8221;, współpracujący z władzami państwowymi tępili &#8222;reakcyjny kler&#8221; i &#8222;agitatorów w sutannach&#8221;. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że owa wściekłość Pieronka wynika z tego, iż pięciu księży profesorów Papieskiej Akademii Teologicznej (dziś uniwersytetu), której on był rektorem, wstąpiło do komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego. I jak teraz &#8222;postępowy&#8221; hierarcha może pokazać się na swych ukochanych salonach? Wypowiedzi biskupa są może groteskowe, ale trzeba uważnie śledzić, co teraz będzie się działo, bo sankcje mogą rzeczywiście dotknąć niepokornych duchownych. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: ">Drugi z duchownych, k</span><span style="FONT-FAMILY: ">s. Kazimierz Sowa, kapłan archidiecezji krakowskiej, a zarazem  szef niszowej TVN Religia, był<span style="mso-spacerun: yes">  </span>łaskaw udzielić wywiadu, którego stenogram zamieszczony w Internecie pod tytułem &quot;Krzyż przy Pałacu Prezydenckim to zły pomysł&quot;. Wywiad jest  pełen umizgów do &#8222;poprawnych politycznie&#8221; środowisk, co w wypadku owego duchownego akurat nie dziwi.<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Jeżeli jednak coś naprawdę szokuje, to wypowiedzi negujące obecności krzyża na Krakowski Przedmieściu. <span class="czo">Ks. Sowa nie jest ani stałym mieszkańcem Warszawy, ani nie pełni żadnych funkcji w tamtejszej archidiecezji. Powinien więc pozostawić tę sprawę stołecznym władzom tak świeckim, jak i kościelnym. Nic mu bowiem do tego. Poza tym, kapłan niezależnie od swych poglądów politycznych jest świadkiem Krzyża Chrystusowego i dlatego też swoimi wypowiedzi nie powinien gorszyć maluczkich. Nawet wtedy, gdy jemu jako bywalcowi salonów na maluczkich po prostu może nie zależeć. </span></span></p><p /><div style="BORDER-BOTTOM: #a48a5b 0.75pt solid; BORDER-LEFT: #a48a5b 0.75pt solid; PADDING-BOTTOM: 0cm; PADDING-LEFT: 8pt; PADDING-RIGHT: 8pt; BORDER-TOP: #a48a5b 0.75pt solid; BORDER-RIGHT: #a48a5b 0.75pt solid; PADDING-TOP: 0cm"><p style="BORDER-BOTTOM: medium none; BORDER-LEFT: medium none; PADDING-BOTTOM: 0cm; PADDING-LEFT: 0cm; PADDING-RIGHT: 0cm; BORDER-TOP: medium none; BORDER-RIGHT: medium none; PADDING-TOP: 0cm; mso-border-alt: solid #A48A5B .75pt; mso-padding-alt: 0cm 8.0pt 0cm 8.0pt"><span style="FONT-FAMILY: ">Na szczęście pod Wawelem miały miejsce także honorowe wydarzenia. Do takich należy rezolucja rady miasta, skierowana do radnych zaprzyjaźnionego Lwowa, sprzeciwiająca się gloryfikacji Bandery i zbrodniarzy z UPA. Tylko dwóch radnych, oczywiście z PO, głosowało przeciw. W rezolucji, która powstała w dużej mierze dzięki inspiracji<span style="mso-spacerun: yes">  </span>Mirosława Gilarskiego, czytamy m.in.: </span><em><span style="FONT-FAMILY: ">We współczesnym świecie nie ma zgody na akceptację ideologii, które usprawiedliwiają ludobójstwo, a żaden naród nie ma prawa budować swojej tożsamości na krwi i cierpieniach bezbronnej ludności cywilnej.</span></em><span style="FONT-FAMILY: "></span></p><p /><p style="BORDER-BOTTOM: medium none; BORDER-LEFT: medium none; PADDING-BOTTOM: 0cm; PADDING-LEFT: 0cm; PADDING-RIGHT: 0cm; BORDER-TOP: medium none; BORDER-RIGHT: medium none; PADDING-TOP: 0cm; mso-border-alt: solid #A48A5B .75pt; mso-padding-alt: 0cm 8.0pt 0cm 8.0pt"><em><span style="FONT-FAMILY: ">Odezwę tę kierujemy z ufnością, wierząc, że mądrość naszych przyjaciół ze Lwowa pozwoli oddzielić to co chwalebne i godne pamięci w historii zmagań o niezależną państwowość ukraińską, od tego co poprzez swoją niegodziwość buduje pomiędzy naszymi narodami otchłań wrogości.</span></em><span style="FONT-FAMILY: "></span></p><p /></div><p><span style="FONT-FAMILY: ">W podobny sposób w tym samy czasie wypowiedział się Sejmik Lubelski, który po Dolnośląskim, Opolskim, Podkarpackim i Lubuskim jest piątym, który potępił ludobójstwo na Kresach. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: ">Niezwykle udanymi wydarzeniami z ostatnich tygodni był cykl spotkań i uroczystości kresowych, które rozpoczęły sesje naukowe we Wschowie pod patronatem burmistrza Krzysztofa Grabki i w Prabutach pod patronatem burmistrza Bogdana Pawłowskiego oraz VII Dzień Kresowy w Kędzierzynie-Koźlu, zakończony pochodem przez miasto ze sztandarami, orkiestrą wojskową i kompania honorową. Szczególnie interesujące były referaty Ewy Siemaszko, dr Lucyny Kulińskiej, prof. dr hab. Czesława Partacza i dr Leona Popka. Wielkie słowa uznania dla prezesów stowarzyszeń kresowych Małgorzaty Koli, Andrzeja Mosiejczyka i Witolda Listowskiego. Reszta relacji w następnym felietonie. </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "> </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "> Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 14 lipca 2010</span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "> </span></p><p /><p><span style="FONT-FAMILY: "><span style="mso-spacerun: yes"> </span></span></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> </p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"><b> </b></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"><b> </b></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> <span style="COLOR: black; mso-fareast-font-family: "></span></p><p /></td></tr></tbody></table></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-07-06 Sojusz ołtarza z (lewicowym) tronem</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3169</link> 
<pubDate>06-07-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Na krótką metę Kościół zyskiwał na fraternizacji z politykami, na dłuższą jednak tracił. I to bardzo</b></p><p>Prymas Józef Kowalczyk zapowiadał publicznie, że ingres do katedry gnieźnieńskiej będzie miał miejsce dopiero po kampanii wyborczej. Okazało się jednak, że data została &quot;przypadkowo&quot; wyznaczona na czas najbardziej newralgiczny, czyli na półmetek pomiędzy pierwszą a drugą turą wyborów. Przez &quot;przypadek&quot; też w pierwszej ławce zasiedli wyłącznie politycy lewicowi, czyli Kwaśniewski, Oleksy, Wałęsa, Pawlak i Komorowski. Zabrakło tylko Jaruzelskiego i Kiszczaka, a &quot;siedmiu wspaniałych Trzeciej RP&quot; byłoby w komplecie. Podobna sytuacja miała miejsce w 2005 r., kiedy to w Krakowie odbywał się ingres kard. Stanisława Dziwisza. Wtedy też miejsca w pierwszej ławce zajmowali Kwaśniewski i Cimoszewicz. Nawiasem mówiąc, nie uklękli nawet w czasie podniesienia, ale za to fotek z nowym metropolitą wykonali, ile się tylko dało.</p><p>Tuż przed ingresem Józefa Kowalczyka Wałęsa nie omieszkał wykorzystać powagi chwili dla partyjnych celów, ogłaszając poparcie dla Komorowskiego. Stwierdził przy tym dumnie, że w swych wyborach nigdy się nie myli. Dziennikarze milczeli, bo przecież nie wypada &quot;mędrcowi Europy&quot; wypominać takich drobnostek jak uczynienie Wachowskiego prezydenckim zausznikiem czy wspieranie &quot;lewej nogi&quot;. Co do samej ceremonii to rzecz ciekawa, najważniejszy hierarcha w Episkopacie Polski, czyli jego przewodniczący arcybiskup przemyski Józef Michalik, w ogóle nie przyjechał. Z kolei jego zastępca, arcybiskup poznański Stanisław Gądecki, złożył prymasowi życzenia - uwaga! - w jednym zdaniu. Na koniec liturgii nastąpił rytuał wymiany serdecznych uścisków pomiędzy prymasem a lewicowymi politykami, którzy są m.in. przeciwko ochronie życia poczętego i za sztucznym zapłodnieniem oraz ingerencją w prywatne życie rodzin. Po tym ingresie nie ma wątpliwości, że pod rządami nowego prymasa sojusz ołtarza z tronem będzie się cementować. Warto jednak pamiętać, że zawsze tak bywało w historii, iż na krótką metę Kościół zyskiwał na fraternizacji z niekatolickimi politykami, na dłuższą jednak tracił. I to bardzo. Jak widać, abp Kowalczyk, choć uważa się za wytrawnego dyplomatę, wyraźnie tego nie rozumie. Trzeba też zwrócić uwagę, że po raz pierwszy na zakończenie tego typu uroczystości nie zaśpiewano &quot;Boże, coś Polskę&quot;. Znów przypadek? Raczej nie.</p><p>Nic więc dziwnego, że takie postępowanie jest szokiem dla wiernych. Wprawdzie ich głos w Kościele polskim niewiele się liczy, ale warto zacytować fragmenty trzech listów. Pan Mirosław pisze: &quot;Kto jak kto, ale biskupi powinni zareagować na jawną sprzeczność deklaracji bycia katolikiem z popieraniem metod sprzecznych z nauką Kościoła. Można wydawać deklaracje o niedopuszczalności metody in vitro, ale trzeba też reagować, kiedy prominentny człowiek jawnie się sprzeciwia i zajmuje sprzeczne stanowisko? Co mają mówić zwykli ludzie, kiedy brak jest zdecydowanej reakcji ze strony Kościoła? Widocznie można co innego mówić, a co innego robić. Swego czasu w USA biskup odmówił udzielenia komunii św. politykowi jawnie popierającemu aborcję. Bardzo zawrzało, ale takie działanie jest konieczne&quot;.</p><p>Z kolei jedna ze sióstr zakonnych po wizycie kandydata PO w kurii w Krakowie napisała. &quot;To zdumiewające, jak można popierać liberała i tym samym jego całe zaplecze? A Kościół wyraźnie mówi, że mamy wybierać osoby o skrystalizowanych poglądach i wartościach. Katolik nie głosuje na liberałów ani lewaków. Biedni ludzie! Co mają myśleć, kiedy sama hierarchia postępuje inaczej? Czy będzie dobrze w Polsce? Śmiem wątpić, i to często za sprawą samego Kościoła&quot;.</p><p>Także p. Hanna z Wrocławia zaznacza: &quot;Tym razem chciałabym napisać na temat dla mnie bardzo bolesny, a mianowicie postawy niektórych naszych biskupów wobec otaczającej nas rzeczywistości. Nie dotyka to naturalnie mojej wiary ani relacji z Panem Bogiem, ale mimo to... Wcześniej bardzo przeżywałam wyskoki biskupów Pieronka, Życińskiego czy Gocłowskiego, nie mówiąc o Paetzu, zanim zrozumiałam, co leży u podstaw ich zachowania. A teraz ks. kard. Dziwisz, potem ten ingres. I z tym się jeszcze trudniej pogodzić. Ludzie, którzy byli tak blisko Ojca Świętego. (...) Myślę jednak przede wszystkim o klerykach, tych, którzy przeżywają zawód, i tych, którzy rezygnują z powołania, nie potrafiąc żyć w podwójnej rzeczywistości. Ja wiem, że to są ludzie, że człowiek jest grzeszny, że dobra jest w Kościele więcej niż zła. Ale cóż, żal, że tak się to wszystko potoczyło&quot;.</p><p>Zaledwie kilka dni po ingresie Marcin Przeciszewski, szef Katolickiej Agencji Informacyjnej, musiał ze smutkiem napisać; &quot;Informujemy, że od dzisiaj została wstrzymana poranna wysyłka przeglądu prasy. Nad decyzją tą bolejemy, ale spowodowana ona została licznymi głosami księży, w tym biskupów, którzy zwracali uwagę, że w ten sposób do środowisk duchownych docierają głosy krytyki Kościoła, publikowane przez niektóre gazety. Wobec licznych głosów postulujących zaprzestanie informowania o tym, jak prasa postrzega Kościół, wycofujemy się z kolportażu przeglądu prasy&quot;. Od tej pory czytelnicy serwisów KAI niewiele się dowiedzą. Przeczytają najwyżej, co ksiądz prymas jadł na śniadanie i z którym politykiem serdecznie uściskał się przy kolacji.</p><p>11 lipca br. wypada 67. rocznica Krwawej Niedzieli na Wołyniu. Jak co roku zachęcam, aby w tym dniu zapalić znicze pod pomnikami i pamiątkowymi tablicami. Modląc się za pomordowanych w kresowych kościołach księży i wiernych, pomódlmy się także za obecny polski Kościół.</p><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 7 lipca 2010 ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-06-29 Komorowski przeciwko Kresowianom </title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3131</link> 
<pubDate>29-06-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Kresowian i ich potomków, a także obrońców polskich rodzin zachęcam, aby niezależne od tego, na kogo do tej pory głosowali, swój głos oddali na Jarosława Kaczyńskiego</b></p><p>W ostatnim felietonie pochwaliłem Waldemara Pawlaka za to, że jako jedyny spośród dziesięciu kandydatów odpowiedział na pytania środowisk kresowych i patriotycznych. Nie tylko odpowiedział, ale i poparł ich postulaty zarówno w sprawie ochrony mniejszości polskiej, jak i upamiętnienia ofiar. Co do Jarosława Kaczyńskiego, to za częściową odpowiedź można uznać jego hołd, jaki 26 lutego ub.r. złożył w Warszawie przed pamiątkową tablicą ku czci pomordowanych oraz jego wypowiedź z 9 lipca 2003 r., kiedy powiedział w Sejmie. &quot;To, co się stało przed 60 laty na Wołyniu, a później w innych częściach Galicji Wschodniej, to było ludobójstwo. To było ludobójstwo w najczystszym tego słowa znaczeniu. To było ludobójstwo na wielką skalę. I każdy, kto nie chce tego powiedzieć, każdy, kto tego po prostu nie mówi, kapituluje przed zbrodnią, zapewnia triumf zbrodniarzom, wykazuje słabość, która zawsze w takich sytuacjach, dziś, jutro albo pojutrze, jest wykorzystywana. (...) Każdy, kto się cofa, kto wykazuje nieśmiałość, choćby poprzez używanie nieadekwatnego języka, nie tylko kapituluje przed zbrodnią, nie tylko dokonuje wielkiego moralnego nadużycia, nie tylko zachowuje się tak, jak przyzwoity człowiek i przyzwoity Polak zachowywać się w żadnym wypadku nie powinien. Godzi także w polskie interesy polityczne&quot;.</p><p>Podobnie, choć w innych sytuacjach, wypowiadali się kandydaci na prezydenta, w tym Marek Jurek i Kornel Morawiecki. O dziwo, nawet niektórzy działacze SLD stali na stanowisku, aby wreszcie powiedzieć prawdę o zagładzie ludności kresowej i bronić naszych rodaków nie tylko na Białorusi, ale także na Litwie i Ukrainie. Całkiem inną postawę przyjął Bronisław Komorowski. W czasie niedawnej konferencji na Uniwersytecie Wrocławskim mówiła o tym Ewa Siemaszko, autorka monografii o Wołyniu. Cytowała słowa marszałka, który negował prawdę o wydarzeniach na Kresach. Nawiasem mówiąc, za taką negację powinno się mu odebrać magisterium z historii. Z kolei na łamach kilku gazet Jarosław Kalinowski z PSL, też gorliwy obrońca prawdy, wskazywał na Komorowskiego jako na tego, który pod wpływem zewnętrznych nacisków w 2008 r. zablokował przyjęcie stosownej uchwały i nie dopuścił do ustanowienie Dnia Męczeństwa Kresowian. Jak widać, pan hrabia, którego rodzina w swoich majątkach żyła w dobrobycie, losem pomordowanych chłopów specjalnie się nie przejmuje. No cóż, podziały klasowe nadal obowiązują, a chłopi powinni zadowolić się co najwyżej ucałowaniem arystokratycznego sygnetu.</p><p>Wspomniana uchwała przeszła wprawdzie rok później, ale aktywiści PO zdeformowali ją, wprowadzając w miejsce pojęcia &quot;ludobójstwo&quot; intelektualnego potworka w postaci sformułowania &quot;masowe mordy o charakterze czystki etnicznej i znamionach ludobójczych&quot;. Trzeba też przypomnieć, że samo uchwalenie ustawy to nie efekt odwagi obozu rządzącego, lecz wręcz odwrotnie, to wynik lęku przed protestami Kresowian, którzy w tym czasie zablokowali prowokację, jaka był rajd im. Bandery oraz pogonili Wiktora Juszczenkę z Lublina. Reasumując, Kresowian i ich potomków - a także wszystkich obrońców prawdy historycznej - zachęcam, aby niezależne od tego, na kogo do tej pory głosowali, swój głos w drugiej turze oddali nie na lękliwego marszałka Sejmu, lecz na Jarosława Kaczyńskiego.</p><p>O głos ten proszę także wszystkich tych, którzy sprzeciwiają się tzw. ustawie przemocowej podpisanej wbrew protestom rodzin polskich przez Komorowskiego. Jak piszą obrońcy życia rodzinnego: &quot;Całość ustawy wprowadza w Polsce model szwedzki. Tam państwo już od 30 lat narzuca bezstresowe wychowanie dzieci. Powszechną praktyką jest, napiętnowane przez Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, odbieranie dzieci z domów przez urzędników państwowych, z bardzo błahych powodów. Nie chcemy w Polsce rozwiązań, które w innych krajach są przyczyną cierpień dzieci i ich rodziców (...). W uzasadnieniu nowelizacji jest mowa, że problem przemocy dotyczy połowy rodzin w Polsce. Tak wielka jest planowana skala kontroli&quot;. W osobnym tekście apelują oni: &quot;Ustawa ma wejść w życie 1 sierpnia 2010 r. Nie możemy być bierni! Protestujmy! Chodzi o nasze rodziny, dzieci, wnuki. Nawet komunistom w PRL-u nie przyszło do głowy, by odbierać dzieci rodzicom pod byle pretekstem. Nasze dzieci nie są własnością urzędników państwowych&quot;. Więcej informacji jest na stronie internetowej www.rzecznikrodzicow.pl.</p><p>Trzeba w tym miejscu odnotować rozsądny głos biskupa drohiczyńskiego Antoniego Dydycza: &quot;Warto wyciągnąć pewne wnioski z pierwszej tury wyborczej. Otóż po jej zakończeniu media nasze podawały, że mieszkańcy wsi polskich w niższym procencie udali się do urn wyborczych. Stąd się bierze myśl o skierowaniu tego apelu. Jest on zaadresowany do wszystkich mieszkańców wsi i małych miast. Weźcie udział w stu procentach w wyborach. Ci, którzy mają auta, niech sami zaproponują podwiezienie sąsiada lub sąsiadki do urn wyborczych. Niech małe miejscowości okażą się godne tradycji ojców i jak najliczniej wypełnią obywatelski obowiązek!&quot;.</p><p>Na koniec przypominam o Pielgrzymce Kresowian na Jasną Górę, która w niedzielę 4 lipca rozpoczyna się mszą św. o g. 9.30. Nie zapomnijcie zaopatrzyć się w upoważnienia do głosowania! Z kolei 1 lipca o g. 18 zapraszam na spotkanie autorskie i prelekcję o Kresach w auli Licem Salezjańskiego w Lubinie, a 7 lipca o g. 17 w klasztorze Franciszkanów w Legnicy.</p>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 30 czerwca 2010  ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-06-25 Chocholi taniec pod Wawelem</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3106</link> 
<pubDate>25-06-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Poparcie Bronisława Komorowskiego przez kard. Dziwisza przyniesie Kościołowi wiele strat, czego przykładem jest podpisanie tzw. ustawy przemocowej</b></p><p>Kraków ze względu na ogromną liczbę sanktuariów i klasztorów nazywany jest w przewodnikach turystycznych &quot;Rzymem północy&quot;, dlatego też jest on celem wielu pielgrzymek. Władze miasta powinny się z tego tylko cieszyć, bo pielgrzymi zasilają kasę miejską. Niestety od pewnego czasu zachowania urzędników prezydenta Jacka Majchrowskiego świadczą o czymś innym. Jeszcze nie zakończył się spór o Papieski Krzyż Pamięci, który stanął na Błoniach, po kryjomu w nocy usunięty i aresztowany w magazynach miejskich, a już rozgorzał kolejny spór. Tym razem chodzi o mszę św. polową, którą z okazji beatyfikacji Księdza Jerzego Popiełuszki chciano pod jego pomnikiem odprawić w parku Jordana.</p><p>Na odprawienie mszy św. nie wyraził zgody urząd miasta, a decyzję ogłosił 10 czerwca, czyli w rocznicę słynnej homilii Jana Pawła II, wygłoszonej w czasie pierwszej pielgrzymki na Błoniach. Jest to decyzja bez precedensu w dziejach parku Jordana, w którym w ciszy i spokoju sprawowano już wiele mszy św. Czyżby wróciły czasy PZPR, której Majchrowski przez tyle lat wiernie służył? Rozumiem powody, dla których prezydent spiera się z kurią krakowską o grunty budowlane. Jednak nie mogę pojąć, dlaczego spiera się także o sprawowanie liturgii. Pomimo tego zakazu 12 czerwca w parku Jordana msza św. polowa została odprawiona przez odważnych ojców kapucynów. W tym &quot;nielegalnym&quot; nabożeństwie wzięło udział wiele osób. Do sprawy wrócę, gdy na jesieni rozpoczną się wybory na prezydenta Krakowa.</p><p>Jeżeli chodzi o obecne wybory prezydenckie, to ze smutkiem należy odnotować zachowanie krakowskich władz kościelnych, które aktywnie włączyły się w kampanię. Na dwa dni przed pierwszą turą, dzięki zabiegom posła PO Ireneusza Rasia (jego rodzony brat jest sekretarzem kardynała), Bronisław Komorowski został wprowadzony do pałacu kardynalskiego w Krakowie. Równocześnie odmówiono tego wszystkim pozostałym kandydatom. Powtórzyła się sytuacja sprzed pięciu lat, kiedy tuż przed ciszą wyborczą kardynał Stanisław Dziwisz w blasku fleszy przyjął w swoim pałacu ówczesnego kandydata PO na prezydenta Donalda Tuska, odmawiając także tego samego innym kandydatom. Wydarzenie to jest więc kolejnym poparciem hierarchy dla partii.</p><p>W spotkaniu udział wziął także poseł Raś, który powiedział: &quot;Dla mnie to spotkanie było szczególnie ważne, bo mieliśmy okazję porozmawiać o tym, że katolicy z PO są gorzej traktowani przez katolickie media niż katolicyz innych partii&quot;. Co oznaczają te słowa? A to, że od tej pory te media katolickie, które podlegają metropolicie krakowskiemu, będą musiały dużo i życzliwie pisać o politykach PO, zwłaszcza o samym Rasiu, którego ambicje są nadzwyczaj wygórowane. Prasa doniosła: &quot;Sam kandydat po wizycie w kurii mówił: - Spotkanie przebiegło w duchu pełnego zrozumienia. Rozmawialiśmy m.in. o atmosferze towarzyszącej obecnej kampanii wyborczej i o innych ważnych dla Polski problemach, w tym też lokalnych, krakowskich. (...) Krakowski finał ma też kampania Kaczyńskiego. Spotkania z kardynałem Dziwiszem nie będzie, bo metropolita dziś wyjeżdża z Krakowa&quot;. Bardzo sprytne. Kiedyś archidiecezji krakowskiej taka sprawa odbije się czkawką. Nawiasem mówiąc, zaraz po wyjściu z kurii Komorowski, czując poparcie polityczne kard. Dziwisza, podpisał tzw. ustawę przemocową, przeciwko której protestowały setki tysięcy rodzin katolickich. Obrzydliwość.</p><p>Przy okazji wyborów, choć sam oddałem głos na Jarosława Kaczyńskiego, muszę pochwalić Waldemara Pawlaka, który jako jedyny ustosunkował się do pytań potomków pomordowanych przez UPA. W swojej odpowiedzi przypomniał, że PSL dwa lata temu złożył projekt uchwały w sprawie ustanowienia 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian. Niestety uchwałę tę storpedowała postawa marszałka Komorowskiego. Polscy patrioci nie zapomnijcie o tym postępowaniu pana hrabiego! W tym miejscu należy przypomnieć, że dzień miał być pamiątką &quot;Krwawej Niedzieli&quot; 11 lipca 1943 r., kiedy bandy UPA napadły na 167 wsi polskich na Wołyniu, zabijając w czasie odprawianych nabożeństw tysiące modlących się Polaków, w tym wielu księży. Premier Pawlak w swoich odpowiedziach wyraził dezaprobatę dla gloryfikacji UPA przez Wiktora Juszczenkę oraz poparł inicjatywę budowy pomnika pomordowanych Kresowian w Warszawie. Bardzo chciałbym, aby szef PiS publicznie zajął podobne stanowisko.</p><p>Zapraszam na msze św., które za ofiary &quot;Krwawej Niedzieli&quot; odprawię: 27 czerwca o g. 11.00 w kościele św. Trójcy przy ul. Mikołowskiej 2 w Gliwicach, 4 lipca o g. 9. 30 na Jasnej Górze i 11 lipca o 11.30 w kościele św. Piotra i Pawła w Myszkowie. W imieniu Światowego Kongresu Kresowian zapraszam także 4 lipca na XXIV Zjazd i Pielgrzymkę na Jasną Górę, którą rozpocznie ww. msza św. i forum pt. &quot;Kresowianie żądają prawdy&quot;. Zostanie na nim poruszona następująca tematyka: dyskryminacja szkolnictwa i języka polskiego na Litwie; dyskryminacja Polaków na Białorusi i Ukrainie; niszczenie polskiego dorobku; zakłamywanie historii i nieupamiętnienie miejsc kaźni. Zaproszeni są wszyscy, niezależnie od swoich korzeni.</p><p>Z ostatniej chwili! Sejm litewski przyjął ustawy zmierzające do likwidacji polskiego szkolnictwa. Komorowski, choć rodem z Litwy, schowa jak Radosław Sikorski głowę w piasek. Tym bardziej więc musimy mobilizować się w obronie naszych rodaków.</p><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 23 czerwca 2010 ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-06-16 Misje w Europie </title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3081</link> 
<pubDate>16-06-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p>Niedawno miały miejsce w Europie dwa ważne wydarzenia natury zarówno kościelnej, jak i społecznej. Oba dotyczyły uroczystości Bożego Ciała - jednej we Lwowie, drugiej w Berlinie. Dla Polaków, którzy nawet w czasach komunizmu mogli świętować tę uroczystość, może wydawać się dziwne to, że dziś nie we wszystkich krajach procesje religijne mogą swobodnie poruszać się po ulicach miast. Z wiadomych względów od czasu rewolucji październikowej procesje te były zakazane w Związku Radzieckim. Dlatego po wcieleniu do owego imperium Kresów Wschodnich zakaz ten został rozciągnięty także na te tereny. W latach 70. miałem wprawdzie okazję uczestniczyć w procesji we Lwowie, ale była to procesja wyłącznie w obrębie murów katedry. Po rozpadzie ZSRR w 1991 r. niektóre kraje nie wznowiły pełnych swobód religijnych. Dopiero w tym roku, dokładnie 6 czerwca, czyli w niedzielę po Bożym Ciele, po raz pierwszy od czasów wojny lwowskimi ulicami przeszła procesja. Prowadzona przez arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego, z licznym udziałem wiernych, przeszła do czterech ołtarzy. W procesji szli także grekokatolicy, chociaż - podobnie jak prawosławni - nie mają tego święta w swych kalendarzach. Pierwszy z ołtarzy ustawiony był przy katedrze, drugi przed figurą Matki Bożej na placu Mickiewicza, trzeci przed uniwersytetem noszącym kiedyś imię króla Jana Kazimierza, czwarty przed kościołem św. Marii Magdaleny, który do dziś nie został zwrócony Kościołowi rzymskokatolickiemu.</p><p>Przy tym ołtarzu arcybiskup powiedział dobitnie po polsku: &quot;Moi drodzy, stoimy przed świątynią, którą nasi praojcowie budowali, aby móc w niej oddawać chwałę Bogu. Dziś zamieniono ją na salę koncertową. Uczynił to system totalitarny, który niszczył dorobek duchowy wielu pokoleń&quot;. Po zakończeniu procesji monstrancję wniesiono do kościoła św. Marii Magdaleny, a ks. Włodzimierz Kuśnierz wezwał wszystkich do modlitwy w intencji zwrotu świątyni Kościołowi. Zwrot blokują władze miasta, w których dominują nacjonaliści. Kościół pozostaje nadal salą muzyczną, a katolicy mogą sprawować tu liturgię tylko w niedzielę, i to na bardzo uciążliwych warunkach. Trzeba też zaznaczyć, że niepodległa Ukraina nie zwróciła łacińskim katolikom żadnej z lwowskich świątyń.</p><p>Podobnie jest na prowincji. Przykładem są choćby Brody, miasto-twierdza ufortyfikowane przez hetmana Stanisława Koniecpolskiego, które broniło się skutecznie przed Kozakami i przed watahami Budionnego. 22 maja br. metropolita lwowski konsekrował w tym mieście nowy kościół. Konsekracja odbyła się w obecności wielu gości i fundatorów z Polski. Abp Mokrzycki szczególne podziękował siostrom sercankom zajmującym się katechezą, pomocą ludziom ubogim i młodzieży. Siostry pomagały przy budowie świątyni oraz jej wyposażeniu.</p><p>&quot;Ta świątynia została wybudowana zamiast starego kościoła historycznego, który został nam w niesprawiedliwy sposób odebrany i przekazany wspólnocie greckokatolickiej w latach 90.&quot; - mówił proboszcz parafii ks. Anatol Szpak (cytuję za Katolicką Agencją Informacyjną). Przypomniał, że przez wiele lat wierni rzymskokatoliccy, prawie sami Polacy, gromadzili się na nabożeństwach w bardzo trudnych warunkach. &quot;Na początku odprawialiśmy msze pod gołym niebem, potem w prowizorycznej kapliczce. Teraz dzięki Bożej opatrzności, dobrodziejom i wielu wiernym doczekaliśmy się poświęcenia nowej świątyni&quot; - powiedział ks. Szpak.</p><p>Podobny charakter miały uroczystości Bożego Ciała w Berlinie, zorganizowane przez Polską Misję Katolicką, wspieraną przez wspólnotę chorwacką i jedną z parafii niemieckich. Po raz pierwszy od czasów wojny ulicami stolicy Niemiec przeszła procesja. Dotychczas odbywała się wyłącznie na terenie parafialnym. Sama uroczystość Bożego Ciała w Niemczech jest dniem roboczym. Procesja przeszła dwukilometrową trasę w dzielnicy Kreuzberg. Przy ołtarzach modlono się w językach narodowych poszczególnych grup. Pielgrzymowanie to miało wybitnie misyjny charakter, gdyż większość mieszkańców Berlina uważa się za ateistów (to spuścizna zarówno po narodowym socjalizmie, jak i komunizmie), a coraz większy ich procent stanowią muzułmanie, zwłaszcza we wspomnianej dzielnicy. Ci ostatni są bardzo ekspansywni, a swą rozrodczością biją na głowę rdzennych mieszkańców miasta. Jak tak dalej pójdzie, islam w niektórych rejonach Niemiec stanie się religią dominującą. Akcja odnowienia tradycji procesji wspierana była przez metropolitę berlińskiego Georga Sterzinsky'ego, który, co warto podkreślić, urodził się we wsi Worławki pod Olsztynem. Uważa się wprawdzie za Niemca, ale ma dla Polaków wiele sympatii. W jednym z wywiadów stwierdził, że polscy emigranci są w niemieckiej stolicy &quot;ożywczym darem dla miasta&quot;.</p><p>Na koniec dwa zaproszenia. W sobotę 19 maja zapraszam do Radwanowic pod Krakowem (gmina Zabierzów) na Dni Otwarte Fundacji im. Brata Alberta, w czasie których będzie można zwiedzić domy i warsztaty terapii zajęciowej dla osób niepełnosprawnych, a także zapoznać się z ich twórczością plastyczną, muzyczną i teatralną. Odbędą się też zawody sportowe. Patronat objęła &quot;GP&quot;. Z kolei 20 maja o g. 14 zapraszam na mszę św. w kościele o.o. Dominikanów we Wrocławiu, w czasie której pobłogosławię... rycerzy ormiańskiej jednostki idących na bój pod Grunwald. Chodzi oczywiście o grupę rekonstrukcyjną, która podczas obchodów 600. rocznicy bitwy przypomni fakt, że w owym &quot;boju narodów&quot; udział po stronie Jagiełły wzięli także wygnańcy spod Araratu. Czyż historia nie jest naprawdę wielką przygodą?</p><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 16 czerwca 2010 ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-06-10 Wspólna troska </title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3057</link> 
<pubDate>10-06-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Zamiast narzekać na młodzież, trzeba zakasać rękawy i zabrać się do pracy edukacyjnej i wychowawczej</b></p><p>W tych dniach zostałem poinformowany oficjalnie przez Kapitułę Nagrody Kustosza Pamięci Narodowej o przyznaniu mojej skromnej osobie tego zaszczytnego wyróżnienie. Jest ono tym cenniejsze, że wśród tegorocznych laureatów znalazł się m.in. śp. prof. Janusz Kurtyka. Dlatego też rozpoczynając felieton, chciałem najpierw podziękować wnioskodawcom, czyli Światowemu Kongresowi Kresowian z Bytomiu, a także wszystkim, którzy przez ostatnie lata wspierali mnie w działaniach polegających na podtrzymywaniu pamięci o bolesnych wydarzeniach z najnowszej historii Polski. Działania te były niełatwe, bo wielokrotnie musiałem znosić ataki personalne zarówno ze strony &quot;Wielkiej Sekty&quot; z ul. Czerskiej, która broni do upadłego dobrego samopoczucia funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki i ich agentów, jak i ze strony tych polskich polityków (niestety także z prawicy), którzy nie tylko dali się otumanić ideologii Bandery i Juszczenki, ale przyłożyli rękę do &quot;zalewania betonem&quot; pamięci o obywatelach Drugiej RP pomordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Otrzymana nagroda jeszcze bardziej mobilizuje mnie, aby w bronieniu prawdy nie ustawać. W tym kontekście przekazuję kilka informacji o sesjach naukowych i uroczystościach patriotycznych, na które w imieniu organizatorów serdecznie zapraszam.</p><p>Najważniejszym wydarzeniem obecnego miesiąca, wspomnianym już w poprzednim felietonie, będzie międzynarodowa konferencja na Uniwersytecie Wrocławskim, która w głównym gmachu tej uczelni przy ul. Uniwersyteckiej 1, w niedzielę 20 bm. o g. 17, rozpocznie się prelekcją pisarza Stanisława Srokowskiego &quot;Kultura i zagłada polskich Kresów&quot; oraz projekcją filmu &quot;Zapomnij o Kresach&quot;. Po filmie dyskusja z reżyserami. Z kolei przez dwa następne dni, począwszy od godziny 9.30, wygłoszonych zostanie wiele referatów o ludobójstwie dokonanym przez faszystów z UON-UPA. Prelegentami będą naukowcy i badacze historyczni z Polski, Rosji, Niemiec i Ukrainy. Przewidziany jest także mój referat pt. &quot;Ludobójstwo dokonane na Ormianach i Polakach w 1944 roku w Kutach nad Czeremoszem&quot;.</p><p>Inną bardzo ciekawa inicjatywą, realizowaną również we Wrocławiu, będą &quot;ETNOimprezje&quot;, czyli wielokulturowe spotkania dla ludzi młodych. W tym roku finałem tego programu jest konferencja dla uczniów szkół różnego typu, nosząca tytuł &quot;Wiele kultur, wiele narodów, wiele barw - jeden świat&quot;. Odbędzie się ona w piątek 11 bm. o g. 11 we Wrocławskim Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych przy ul. Legnickiej 65. W jej ramach wygłoszę wykład pt. &quot;Przemilczane ludobójstwo dokonane na Polakach&quot;. Głos zabierze również wspomniany Stanisław Srokowski. Następnie rozstrzygnięty zostanie konkurs dla młodzieży na najlepszą pracę o tematyce kresowej, a laureaci otrzymają książki o historii Kresów, ufundowane przez krakowskie &quot;Małe Wydawnictwo&quot;. W ramach konferencji przewidziano nawet degustację potraw kuchni naszych rodaków zza Buga. Rzecz ważna, patronat nad tym wydarzeniem objął prezydent miasta Rafał Dutkiewicz, co świadczy o tym, że nie wszyscy politycy mają takie podejście do historii jak lękliwy Bronisław Komorowski. Zapraszam także na prelekcje o podobnej tematyce, które wygłoszę 14 bm. o g. 18 w sali konferencyjnej Zarządu &quot;Solidarności&quot; przy ul Łódzkiej 8 w Częstochowie i 15 bm. o g. 17 w Domu Kultury na os. Jasne 20 w Dzierżoniowie.</p><p>Nie tylko jednak na Śląsku przewidziane są tego typu wydarzenia. Dla przykładu, 16 i 17 czerwca pod patronatem marszałka pomorskiego Mieczysława Struka i burmistrza Bogdana Pawłowskiego odbędzie się w Prabutach sesja naukowa pt. &quot;Polska-Ukraina, przez prawdę do pojednania&quot;. Pierwszego dnia o g. 18 w tamtejszej konkatedrze zostanie odprawiona msza św. za ofiary ludobójstwa i złożone wieńce pod pomnikiem, drugiego o g. 10 rozpocznie się cykl wykładów Centrum Kultury. Mój referat nosi tytuł &quot;Gloryfikacja UPA i SS Galizien na Ukrainie&quot; i połączony będzie z projekcją zdjęć z najnowszych imprez banderowskich, które przy absolutnym milczeniu ambasady polskiej odbyły się we Lwowie i Tarnopolu. Podobne wykłady wygłosiłem niedawno w ramach konferencji pt. &quot;Polska-Rosja-Niemcy. Prawda i mity&quot; w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Oświęcimiu, a także na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego, w II LO i Bibliotece Miejskiej w Ostrowie Wielkopolskim, Zespole Szkół we Włoszczowej, VII LO i Szkole Mistrzostwa Sportowego w Krakowie, w Domach Kultury w Nisku i Puławach, w Śródmiejskim Domu Kultury w Krakowie, w auli Bazyliki Matki Bożej Anielskiej w Dąbrowie Górniczej, w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych i Bazylice Mniejszej w Ziębicach oraz na Zamku Królewskim we Wschowie, w ramach uroczystości ku czci pomordowanych w Hucie Pieniackiej. Słowa uznania należą się wszystkim organizatorom, a szczególnie dyrektorom szkół i placówek kulturalnych, którzy nie boją się przybliżać młodzieży &quot;niepoprawnych politycznie&quot; tematów historycznych. Pokłosiem owych spotkań są takie programy edukacyjne, jak np. te, które powstały w I LO im. Słowackiego w Oleśnicy czy LO w Kluczborku, polegające na gromadzeniu przez uczniów wspomnień osób starszych - cennych materiałów dla historyków zajmujących się czasami wojny i PRL.</p><p>Zamiast więc narzekać na młodych, niech każdy z Czytelników weźmie się do pracy i zorganizuje podobne spotkania np. w pobliskim domu kultury czy też w szkole swojego dziecka lub wnuka. Zapewniam, że historyków chętnych bezinteresownie przyjechać nie zabraknie.</p><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 9 czerwca 2010 r.  ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-06-01 Między Bugiem a Zbruczem wrze</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3027</link> 
<pubDate>01-06-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Lekceważenie przez polską dyplomację wzrostu negatywnych tendencji na Ukrainie zachodniej pogarsza los tamtejszych Polaków</b></p><p>Sromotny upadek Wiktora Juszczenki wbrew oczekiwaniom naszych rodaków znad Dniestru tylko częściowo zahamował ukraiński faszyzm. O ile bowiem Ukraina centralna i wschodnia, w tym Odessa i Krym, są wolne od tej ideologii, o tyle na Wołyniu i w Galicji Wschodniej wciąż wrze. Jeden z pracujących tam duchownych napisał do mnie: &quot;<em>Chyba nikt w Warszawie czy Krakowie nie zdaje sobie sprawy z tego, co się u nas dzieje. (...) Nie ma tygodnia, aby młodzi ludzie zaczadzeni nacjonalizmem nie dokonywali kolejnych prowokacji. Zaledwie przedwczoraj, czyli 6 maja br., rada miejska Stanisławowa, zamieszkiwanego przez różne narodowości i wyznania, w rocznicę założenia grodu przez hetmana Andrzeja Potockiego, bohatera spod Chocimia, nadała pośmiertnie - i to jednogłośnie! - tytuły honorowych obywateli miasta dwóm wielkim zbrodniarzom: Stepanowi Banderze i Romanowi Szuchewyczowi &gt;&gt;Tarasowi Czuprynce&lt;&lt;. Wydarzeniu temu towarzyszyły wrzaskliwe marsze i wiece&quot;.</em> W dalszej części listu autor opisuje podobne demonstracje w Tarnopolu, gdzie na ulicach jawnie propaguje się faszyzm, antysemityzm i antypolonizm, a także nienawiść do tych Ukraińców, którzy sprzeciwiają się nacjonalizmowi. Autor stwierdza również ze smutkiem, że naród ukraiński zamiast opierać swoją tożsamość na kulcie prawdziwych bohaterów, walczących z Turkami, Tatarami lub Moskalami, buduje ją, gloryfikując osoby, które kolaborowały z niemieckimi nazistami i były sprawcami wielu tragedii.</p><p>Uzupełnieniem tego listu jest korespondencja Eugeniusza Tuzow-Lubańskiego, polskiego dziennikarza z Kijowa, stałego współpracownika mojej strony internetowej, który pisze m.in.: <em>&quot;Po rządach banderowskiego prezydenta Wiktora Juszczenki ruch neonazistowski w kraju przybrał na sile. Nawet w stolicy Ukrainy bojówkarze skrajnie nacjonalistycznej organizacji ťSwobodaŤ brutalnie i bezkarnie występują przeciwko wszystkim akcjom antyfaszystowskim. (...) 20 kwietnia br. w dniu urodzin Adolfa Hitlera w Kijowie neonaziści ukraińscy zamordowali i poćwiartowali 25-letniego żydowskiego aktywistę Arię-Lejbę Misincowa jako ofiarę dla swojego wodza. Jak zawsze w takich przypadkach, milicja ukraińska nie znalazła morderców. Chociaż prezydent Janukowycz obiecał zaprzestanie działalności organizacji neonazistowskich na Ukrainie, bojówkarze banderowscy czują się w kraju bezpiecznie i działają coraz brutalniej, nie przebierając w środkach. &gt;&gt;Twórczy&lt; terror staje się coraz bardziej popularny. Hasła współczesnych spadkobierców OUN--UPA, iż tylko oni potrafią zaprowadzić porządek i dobrobyt w kraju, trafiają do głów wielu młodych Ukraińców&quot;. </em></p><p>Osobną sprawą są ustawiczne prowokacje wobec państwa polskiego. Do takich należy np. wydanie ukraińskiego przewodnika po Polsce, w którym udowadnia się, że Kraków jest... stororuskim grodem, a jedna trzecia ziem polskich to ziemie etnicznie ruskie. Od tego już tylko krok do roszczeń terytorialnych. Przecież w niektórych pismach wydawanych zarówno na Ukrainie, jak i w Kanadzie, a kolportowanych jawnie w Polsce, można przeczytać, że państwu ukraińskiemu należy się zwrot &quot;Zakerzoni&quot;, czyli 19 powiatów za linią Curzona (patrząc od Lwowa, na zachód od tej linii). Chodzi więc o część Podkarpacia i Lubelszczyzny, w tym o takie miasta jak Przemyśl. Sanok, Chełm i Zamość. A co na to polscy poplecznicy &quot;pomarańczowych&quot; - Radek Sikorski czy europosłowie Michał Kamiński i Paweł Kowal? Na tego ostatniego w wyborach w 2009 r. poszedł mój głos, który oddałem wprawdzie na Zbigniewa Ziobrę, ale który - z powodu bezsensownej ordynacji wyborczej - wsparł kandydata z Rzeszowa. Mam więc prawo publicznie zapytać: Panie Pośle, dlaczego wspierał Pan gloryfikatora UPA? Czemu Pan milczy, gdy banderowcy ustawicznie pomiatają polskością? Obaj europosłowie, pełniąc swe funkcje - jeden w Kancelarii Prezydenta, drugi w MSZ - naprawdę wiele zrobili, aby odebrać PiS głosy Kresowian i ich potomków. To się może zemścić w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.</p><p>Co do tegorocznych wyborów prezydenckich, to swój głos oddam oczywiście na Jarosława Kaczyńskiego, a to dlatego, że w 2004 r. miał odwagę w Sejmie wołać donośnym głosem o prawdę o ludobójstwie na Kresach Wschodnich. Z tego też powodu podpisałem się pod apelem do byłego premiera, aby zdecydował się na start w wyborach. Również dlatego rozsyłam wspomniane przemówienie sejmowe do wszystkich Kresowian, zachęcając ich, aby nie zrażając się wybrykami polskich sympatyków banderyzmu, oddali głos właśnie na niego.</p><p>W nawiązaniu do sprawy walki o prawdę historyczną zachęcam do wzięcia udziału w międzynarodowej sesji naukowej pt. &quot;Prawda historyczna a prawda polityczna w badaniach naukowych. Przykład ludobójstwa na Kresach Południowo-Wschodnich Polski w latach 1939-1946&quot;. Sesja ta, zorganizowana z ogromnym poświęceniem przez dr. hab. Bronisława Pazia, odbędzie się 20-22 czerwca br. w gmachu głównym Uniwersytetu Wrocławskiego. Wstęp wolny. Warto przypomnieć, że to ważne wydarzenie nie mogło się odbyć rok temu z powodu chwiejnej postawy rektora uczelni i nacisków ambasadora Ukrainy Ołeksandra Mocyka. Na szczęście ten ostatni, zdeklarowany zwolennik banderowców, został niedawno odwołany, co jest bardzo dobrą wiadomością.</p><br /><em>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 2 czerwca 2010</em>  ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-05-26 Nad Ontario i Rzeką św. Wawrzyńca </title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=3009</link> 
<pubDate>26-05-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Sztuka osób niepełnosprawnych intelektualnie stała się w Kanadzie wizytówką dorobku polskich organizacji pozarządowych</b></p><p>W pierwszej połowie maja na zaproszenie kilku organizacji polonijnych przebywałem w Kanadzie. W ciągu ostatnich lat była to już moja trzecia podróż do tego kraju. Jej głównym celem stała się tym razem prezentacja wystawy plastycznej, przygotowanej przez Fundację im. Brata Alberta w Radwanowicach. Składało się na nią 70 obrazów i grafik wykonanych przez osoby niepełnosprawne intelektualnie, które uczestniczyły w warsztatach terapii zajęciowej m.in. w Toruniu, Wrocławiu, Trzebini, Chrzanowie i Libiążu. Było to duże przedsięwzięcie logistyczne, gdyż prace te po raz pierwszy przewiezione zostały za ocean, co wymagało zgody wielu urzędów.</p><p>Wystawa została pokazana kolejno w trzech miastach. Najpierw w konsulacie polskim w Montrealu, obszernym gmachu, zbudowanym jeszcze przed 1976 r. z myślą o gościach na olimpiadę. Uroczystego otwarcia przy licznym udziale tamtejszej Polonii dokonał konsul Tadeusz Żyliński, który wraz z wolontariuszką Anną Ronij był głównym pomysłodawcą tego przedsięwzięcia. Ekspozycja spotkała się z ciepłym odbiorem i była pozytywnym zaskoczeniem dla zwiedzających, zarówno Polaków, jak i rodowitych Kanadyjczyków, bo sztuka osób niepełnosprawnych odznacza się ogromną ekspresją, a wieloletnia praca terapeutów daje dobre efekty. Poza tym uzmysławia zwiedzającym, że nasz kraj, pomimo ustawicznych problemów gospodarczych czy społecznych, może naprawdę pochwalić się dorobkiem wielu organizacji charytatywnych.</p><p>Kilka dni później, dzięki staraniom stowarzyszenia charytatywnego &quot;Patron&quot; (ma ono pod swoją opieką dom dziecka w Barlinku na Pomorzu Zachodnim), obrazy przewieziono do supernowoczesnego Centrum Sztuki Żywej w Missassauga nad jeziorem Ontario. Miasto to, będące przedmieściem Toronto, jest nazywane &quot;drugim Chicago&quot;, gdyż prawie jedną trzecią jego obywateli stanowią Polacy. Ciekawostką jest fakt, że to niezwykle dynamicznie rozwijające się miasto zarządzane jest przez panią burmistrz, która liczy prawie... 90 wiosen, a i tak ma zamiar startować w następnych wyborach. Jest to rekord na skalę światową. Nawiasem mówiąc, pani burmistrz bardzo ładnie się zachowała wobec naszych rodaków, przychodząc w niedzielę po Tragedii Smoleńskiej do polskiego kościoła na mszę św., choć sama nie jest katoliczką. Z kolei trzy dni później, w dniu żałoby narodowej ogłoszonej w całej Kanadzie, przybyła także na główne nabożeństwo polskie. Pojawiło się na nim zresztą tak wiele osób, że trzeba było ustawić telebimy na zewnątrz kościoła.</p><p>Najdłużej jednak wystawa prezentowana była w Domu Polskiego Kombatanta w stolicy kraju Ottawie. Dom ten to dorobek żołnierzy generałów Andersa i Maczka, którzy jako wojenni tułacze trafili do różnych kanadyjskich prowincji. Wystawę w tym mieście otworzyli były burmistrz, a zarazem kandydat w najbliższych wyborach Jim Watson, dr Jerzy Kulczycki, prezes stowarzyszenia kombatantów, oraz Bogdan Gajewski, prezes Stowarzyszenia Twórców Ottawskich. Ambasadę reprezentowała pani konsul Monika Zuchniak-Pazdan. Ciężar całego spotkania spoczywał na barkach Edwarda Olszówki, właściciela sklepu z polską żywnością, człowieka z ogromną energią, zaangażowanego w przeróżne przedsięwzięcia charytatywne i kulturalne. Inna sprawa, że polskie sklepy to obok parafii główne &quot;lokale kontaktowe&quot; Polonusów.</p><p>Przy okazji dodam, że mogłem odwiedzić kilka polskich przedsiębiorstw, więc z przyjemnością stwierdzam, iż zaradność polskich emigrantów jest imponująca. Jednak podstawową wadą Polonii, która od razu rzuca się w oczy, są ogromne podziały na tle politycznym, czego efektem jest to, że ta ogromnie liczna społeczność nie ma swoich reprezentantów ani parlamencie krajowym, ani prowincjonalnym. Całkiem inaczej jest np. wśród emigrantów ukraińskich czy azjatyckich, którzy choć też są między sobą poróżnieni, to jednak na czas wyborów bardzo się konsolidują. Co do Ukraińców, którzy w wielu rejonach dominują, to z Polakami żyją w dużej symbiozie, czego przykładem są małżeństwa mieszane, a także wspólne interesy. Można też spotkać organizacje nacjonalistyczne, złożone głównie z emigrantów z Galicji Wschodniej, szerzące kult Bandery (w Kanadzie mieszka jego wnuk) i zbrodniarzy z UPA. Na szczęście jest to jednak margines.</p><p>We wszystkich miejscach otwarcie wystawy było połączone ze spotkaniami autorskimi. Za każdym razem większość stawianych pytań dotyczyła bieżącej sytuacji w Polsce, zwłaszcza wyborów prezydenckich i przyszłości IPN. Miło mi stwierdzić, że w dyskusjach brało udział wielu czytelników &quot;GP&quot;, których nie brakuje na kontynencie amerykańskim. Dodam też, że najprawdopodobniej już na jesieni wystawa ta trafi do Toronto oraz do Edmonton i Calgary, a także do kilku innych miast.</p><p>Na koniec zapraszam na spotkania autorskie, które odbędą się w następujących terminach: 26 bm. o g. 17.30 w klubie &quot;GP&quot; w Dąbrowie Górniczej, 27 bm. o g. 18 w Śródmiejskim Ośrodku Kultury przy ul. Mikołajskiej 2 w Krakowie, 28 bm. o g. 11 i po wieczornej mszy św. w Ziębicach na Dolnym Śląsku. Zapraszam także na Dni Kresowe, które w dniach 29-30 bm. odbędą się we Wschowie oraz 5 czerwca w Kędzierzynie-Koźlu. W tym ostatnim mieście uroczystości, którym patronują władze samorządowe Opolszczyzny, rozpoczną się o g. 9 sesją naukową w Gimnazjum nr 1 im. Orląt Lwowskich. Natomiast o g. 13 w kościele św. Zygmunta odprawiona zostanie msza za pomordowanych na Kresach.</p><br />ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 26 maja 2010 ]]> 
</description>  
</item>
</channel></rss>