<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?> 
<rss version="2.0"> 
<channel> 
<title>Moje artykuły - ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</title> 
<link>http://www.isakowicz.pl/index.php?page=news&amp;kid=88</link> 
<description>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</description> 
<language>pl</language> 

<item> 

<title>2010-03-10 Porażka tureckich kłamców</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2757</link> 
<pubDate>10-03-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Kongres USA pomimo hipokryzji kilku kolejnych prezydentów zdobył się na powiedzenie prawdy o ludobójstwie Ormian</b></p><p>Czytelnik &quot;Przedwiośnia&quot; pamięta jego początkowe rozdziały, w których Stefan Żeromski w sposób bardzo realistyczny ukazał zagładę Ormian w Baku w Azerbejdżanie. Aby zrozumieć te wydarzenia, które miały miejsce w 1918 r., trzeba cofnąć się aż do XI w., kiedy Turcy podbili Armenię i zburzyli jej stolicę - Ani, w wyniku czego ten kraj chrześcijański znalazł się w wielowiekowej niewoli muzułmańskiej. Wielu Ormian wyemigrowało, zakładając swoje prężne kolonie na Bałkanach i Rusi oraz w Polsce. Polscy władcy, jak i magnaci, wspierali uciekinierów spod Araratu. Ormianie bowiem uważali Rzeczpospolitą za swoją druga ojczyznę i nigdy jej nie zdradzili.</p><p>Ci, którzy pozostali w Turcji, byli traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Mimo to potrafili swoją społeczność uczynić silną. Było to solą w oku tzw. Młodych Turków, którzy doszli do władzy w 1908 r. Rzucili oni hasło &quot;Turcja dla Turków&quot;. Wykorzystując wybuch I wojny światowej, hasło to wcielili w życie poprzez decyzję o wymordowaniu całego narodu ormiańskiego. Od 24 kwietnia 1915 r. władze rządowe rozpoczęły masowe wyrzynanie miast i wsi ormiańskich. Barbarzyństwo tureckich żołdaków przekroczyło wszystko, co do tej pory znał świat. Zabijano nie tylko ludzi, ale i burzono kościoły i biblioteki. Była to więc zagadała całej cywilizacji. Wymordowano 1,5 mln spośród 2 mln Ormian, czyli aż trzy czwarte narodu! Było to pierwsze ludobójstwo w nowożytnych dziejach. Szczupłość miejsca nie pozwala mi szerzej rozwinąć tego tematu. Więcej informacji Czytelnicy znajdą na mojej stronie internetowej oraz w książce &quot;Pierwszy holocaust XX wieku&quot; pióra prof. Grzegorza Kucharczyka z Poznania, a także w powieści austriackiego pisarza Franza Werfela &quot;Czterdzieści dni Musa Dagh&quot;. Warto też poszukać w internecie wstrząsających zdjęć niemieckiego lekarza Armina Wegnera.</p><p>Przywódcy europejscy nie potępili Turcji. Dlatego też Hitler, widząc bezkarność oprawców, przygotował Holokaust Żydów, wzorując się na działaniach rządu tureckiego. Ankara, choć dobija się do drzwi Unii Europejskiej, do wymordowania chrześcijańskiego narodu nie tylko nie przyznaje się, ale i szykanuje tych, którzy poruszają ową kwestię. O prawdę o tym ludobójstwie od wielu lat upomina się więc diaspora ormiańska, rozsypana po całym świecie. Dla przykładu, w naszym kraju dzięki jej staraniom, a także dzięki inicjatywie posłów Zbigniewa Ziobry, Marka Jurka i Kazimierza Ujazdowskiego z PiS ludobójstwo to poprzez aklamację potępił Sejm w 2005 r., choć jeszcze rok wcześniej wiceminister spraw zagranicznych Jan Truszczyński (w PRL współpracownik SB, a obecnie urzędnik w Brukseli) starał się storpedować uroczystości ku czci pomordowanych. Ludobójstwo uznał też Watykan, a papież Jan Paweł II podpisał dwa oświadczenia. Wiele innych państw także wydało podobne deklaracje. Do tej pory jednak nie uczyniły tego USA. Ta postawa, typowa dla administracji amerykańskiej, wynika z tego, że Turcja jest &quot;niezatapialnym lotniskowcem&quot;, a prawda, gdy trzeba spierać się o szyby naftowe, po prostu w Waszyngtonie nie ma większego znaczenia. Ormianie amerykańscy kilkakrotnie wnosili pod obrady parlamentu postulaty o uznanie ludobójstwa, ale za każdym razem torpedowali je kolejni prezydenci. Barack Obama też okazał się zakłamany. W końcu jednak udało się, gdyż w tych dniach Kongres uznał zagładę Ormian za ludobójstwo. Powinno to być wskazówką dla tych polskich parlamentarzystów, którzy trzęsąc portkami i czapkując przed ambasadorami obcych państw, boją się uznać za ludobójstwo zbrodnie dokonywane na Polakach przez Stalina i Banderę. Taka lękliwa postawa doprowadza do tego, że nacjonaliści ukraińscy szykanowali ostatnio bezkarnie nawet polskie rodziny, które chciały się pomodlić na miejscu, gdzie wymordowano mieszkańców Huty Pieniackiej. Bezkarnie, bo m.in. Radek Sikorski tradycyjnie chował głowę w piasek.</p><p>Co więcej, znów uaktywnili się obrońcy oprawców. Na przykład Piotr Tyma, szef Związku Ukraińców w Polsce, protestuje przeciwko nazywaniu UPA bandami. Opowiada mu jeden z oficerów polskich, pisząc: &quot;Jestem żołnierzem. Byłem na wojnie. Nie strzelałem do starców, kobiet czy dzieci. Nie traktowałem niehumanitarnie jeńców - choć mogłem. Tym bardziej że mógłbym liczyć wtedy na np. &gt;&gt;zasługi religijneŤ, gdyż jeńcy byli muzułmanami. Ale ja jestem żołnierzem i dlatego nie pozwolę, by mianem żołnierz określano zwykłych sadystów, bandytów i pospolitych zezwierzęconych bydlaków. Stąd właściwym jest określenie: bandy UPA&quot;. Z kolei Eugeniusz Tuzow-Lubański z Kijowa napisał: &quot;Teraz, gdy siły probanderowskie tracą władzę, a prezydent Janukowycz nie będzie gloryfikował OUN-UPA, eurodeputowany z PiS Paweł Kowal oświadczył po wizycie nowego prezydenta Ukrainy w Brukseli, iż Janukowycz nie będzie zmieniał w tej kwestii polityki swojego poprzednika. A to, łagodnie mówiąc, jest nieprawda. Może poseł Kowal chciałby, żeby przy władzy na Ukrainie nadal pozostali banderowcy, ale życie i na Ukrainie idzie do przodu. A polityka lobby ukraińskiego w Warszawie i Brukseli nie nadąża za tymi zmianami&quot;. Z dobrych informacji to apel polskich filatelistów przeciwko rozpowszechnianiu ukraińskiego znaczka pocztowego z podobizną Bandery.</p><p>Zapraszam na sesję historyczną pt. &quot;Polska - Ukraina&quot; z udziałem Ewy Siemaszko, dr Lucyny Kulińskiej i moim, która odbędzie się 13 marca o godz. 11 w Pałacu Działyńskich przy Starym Rynku w Poznaniu.</p><br /><p>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 10 marca 2010</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-03-02 Buławą w dekretu</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2738</link> 
<pubDate>02-03-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><b><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 9.0pt">Parlament Europejski oraz Sejmik Lubuski i Rada Miejska Węglińca zajęły stanowisko w kwestii, od której ucieka Sejm RP kierowany przez Bronisława Komorowskiego</span></b><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 9.0pt"><p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 9.0pt">Po czerwonym dywanie, wśród szpaleru gwardzistów w mundurach rodem z epoki Breżniewa, samotnie, bez żony i sekretarzy, wszedł do ukraińskiego parlamentu czwarty z kolei prezydent Ukrainy, Wiktor Fedorowicz Janukowycz. Przysięgał na zabytkową Ewangelię Peresopnycką, zapisaną w XVI wieku w języku staroruskim. Później przejął insygnia władzy, w tym buławę, którą zamaszyście podniósł do góry, oraz tzw. legitymację prezydencką - tę ku zaskoczeniu wszystkich schował do... kieszeni marynarki. Deputowani z bloku Julii Tymoszenko, jak również ona sama (oraz przegrany Wiktor Juszczenko), zbojkotowali uroczystość. Na zaprzysiężenie przybyło jednak ponad 100 delegacji zagranicznych. Z Polski przyjechał prezydent Lech Kaczyński i minister Radosław Sikorski. Ten ostatni miał nietęgą minę, bo przecież nie tak dawno bezkrytycznie popierał obóz &quot;pomarańczowych&quot;. Przybył też przewodniczący Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek. Z duchownych obecni byli metropolita rzymskokatolicki Mieczysław Mokrzycki ze Lwowa i greckokatolicki kardynał Lubomyr Huzar. Drugi z nich to zagorzały zwolennik kultu Bandery. Ale musiał się on czuć niepysznie! Dobrze mu tak za to kropienie wodą święconą pomników zbrodniarzy. Przed zaprzysiężeniem prezydent elekt uczestniczył w nabożeństwie w Ławrze Peczerskiej, gdzie pobłogosławił go metropolita Moskwy i Wszechrusi Cyryl. Obecność zwierzchnika Patriarchatu Moskiewskiego wywołała protesty nacjonalistów, ale choć zapowiadali manifestacje, nie doszło do nich. Nowy prezydent, wbrew krakaniu wielu publicystów, zapowiedział współpracę z Unią Europejską, czego wyrazem jest jego pierwsza podróż zagraniczna, skierowana nie do Moskwy, lecz do Brukseli. W czasie swojego przemówienia nie zostawił także suchej nitki na premier Tymoszenko. Szczególnie mocno powiedział o szalejącej korupcji i groźbie bankructwa państwa, co jest smutnym pokłosiem poprzednich rządów.<p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 9.0pt">W ubiegłym tygodniu innym ważnym wydarzeniem dla naszego wschodniego sąsiada była rezolucja przyjęta przez Parlament Europejski. Jej punkt 13. głosi: &quot;Parlament Europejski wyraża głębokie ubolewanie z powodu decyzji ustępującego prezydenta Ukrainy, Wiktora Juszczenki, który nadał pośmiertnie Stepanowi Banderze, przywódcy współpracującej z nazistowskimi Niemcami Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), tytuł &gt;&gt;Bohatera Ukrainy&lt;&lt;; w związku z tym wyraża nadzieję, że nowe władze ukraińskie ponownie rozważą takie decyzje i potwierdzą swoje przywiązanie do wartości europejskich&quot;. Warto zaznaczyć, że o to samo apeluje Rada Obwodu Odeskiego, która w przyjętej uchwale prosi prezydenta o &quot;znalezienie mechanizmu anulowania decyzji Juszczenki&quot;. Miejmy nadzieję, że Janukowycz walnie swą buławą w owe dekrety.<p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 9.0pt">Co do Polski, to w tej kwestii Sejm RP oczywiście milczy, tak jak i sam Bronisław Komorowski. Głos jednak zabrał Sejmik Lubuski, który 23 lutego - jako czwarty po Dolnośląskim, Opolskim i Podkarpackim - przyjął jednogłośnie stanowisko potępiające nie tylko ludobójstwo na Kresach, ale i odradzanie się banderyzmu na Ukrainie. Wielkie słowa uznania dla radnego Zenona Fabianowicza, który zabiegał o tę sprawę. Treść uchwały: &quot;Sejmik Województwa Lubuskiego oddaje cześć pomordowanym na Kresach Rzeczypospolitej przez zbrodniarzy wywodzących się z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Sejmik potępia zbrodniarzy i jednocześnie wyraża uznanie i wdzięczność tym Ukraińcom, którzy z narażeniem własnego życia nieśli pomoc swoim polskim sąsiadom. Sejmik mając na względzie dobrosąsiedzkie i przyjacielskie stosunki z Republiką Ukrainy i narodem ukraińskim, które można i należy budować na prawdzie i pojednaniu, z niepokojem dostrzega gloryfikowanie na zachodniej Ukrainie OUN-UPA. Osiągnęło ono apogeum w przyznaniu tytułu bohatera Ukrainy Stefanowi Banderze, przywódcy organizacji odpowiedzialnej za eksterminację ludności polskiej na Kresach Wschodnich II RP. W związku z tym zwracamy się do władz Rzeczypospolitej Polskiej o podjęcie stosownych działań dyplomatycznych&quot;.<p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 9.0pt">Z kolei Rada Miejska Węglińca na Dolnym Śląsku, wspierając interpelację poselską Bogusława Kowalskiego, przyjęła apel, w którym czytamy m.in.: &quot;Radni Rady Miejskiej Węglińca zaniepokojeni są brakiem reakcji naszego rządu na decyzję prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki wynoszące oprawców spod znaku OUN-UPA do tytułu bohaterów walki o niepodległą Ukrainę&quot;. Wszystko to jest sukcesem tych, którzy przez lata sprzeciwiają się zarówno gloryfikacji bandziorów z UPA, jak i kunktatorstwu wielu europejskich polityków. Z rzeczy negatywnych należy odnotować kolejny napastliwy artykuł w ukraińskojęzycznym &quot;Naszym Słowie&quot;. Jest on jeszcze jednym dowodem, że pismo to nie powinno być dotowane z pieniędzy polskiego podatnika. Inną negatywną sprawą jest zapowiedź ukraińskiej &quot;Swobody&quot;, że storpeduje uroczystości żałobne w Hucie Pieniackiej ku czci pomordowanych przez SS &quot;Galizien&quot;. Gdzie tutaj pojednanie i żal za grzechy?<p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 9.0pt">Na koniec zapraszam na rekolekcje, które od 7 do 10 bm. głosić będę w kościele Franciszkanów przy ul. Kasprowicza we Wrocławiu-Karłowicach, a także na uroczystości, jakie 12 bm. odbędą się w Wołowie ku czci Polaków wymordowanych w 1944 r. w Podkamieniu. Program: g. 12 złożenie wieńców na cmentarzu, g. 13 msza św. w kościele św. Wawrzyńca, g. 14. sesja historyczna w starostwie.<p /></span></p><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> <p /></p><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; FONT-SIZE: 12pt; mso-fareast-font-family: 'Times New Roman'; mso-ansi-language: PL; mso-fareast-language: PL; mso-bidi-language: AR-SA">ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 3 marca 2010</span> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-02-24 Arcybiskup pozywa do sądu</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2712</link> 
<pubDate>24-02-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Sprawa ta może na nowo rozognić antagonizmy narodowościowe na Podkarpaciu i postawić w kłopotliwej sytuacji Episkopat Polski</b></p><p>Arcybiskup greckokatolicki Jan Martyniak z Przemyśla wykonał zaskakujący krok. Nie bacząc na chrześcijańską naukę o przebaczaniu, postanowił na progu Wielkiego Postu pozwać do sądu dwóch młodych Polaków. Poszło o transparent, który 8 sierpniu 2009 r. w czasie pikiety przeciwko rajdowi ku czci Bandery trzymali oni na przejściu granicznym w Medyce. Sprawę opisałem kilka miesięcy temu w felietonie &quot;Arcybiskup w prokuraturze&quot;. Transparent ów głosił, że arcybiskup sprzyja banderowcom. Nawiasem mówiąc, był to dosłowny cytat z wypowiedzi prof. Wiktora Poliszczuka, zmarłego niedawno w Toronto ukraińskiego historyka. Gdzie tutaj jest obraza? Przecież pomniki Bandery na Ukrainie są poświęcane przez biskupów greckokatolickich, czego najlepszym przykładem jest zachowanie lwowskiego arcybiskupa unickiego Ihora Wozniaka, który nie tylko święcił pomnik owego zbrodniarza, ale i wychwalał pod niebiosa &quot;zasługi&quot; jego podwładnych. Również wielu duchownych tego obrządku za aprobatą swoich przełożonych bierze udział w imprezach nacjonalistycznych.</p><p>We wspomnianym felietonie napisałem: &quot;Jeżeli abp Martyniak ma inne poglądy w tej sprawie niż hierarchowie tego samego obrządku, to powinien oficjalnie potępić banderowców. Do tej pory jednak tego nie uczynił. Ponadto w liście do ks. kard. Stanisława Dziwisza, utrzymanym w agresywnym tonie, ludobójstwo dokonane przez UPA nazywa eufemistycznie &gt;&gt;problemem Wołynia&lt;&lt;. List ten zawiera wiele innych szokujących sformułowań, które pokazują prawdziwe poglądy hierarchy. Dlatego pismo to powinno być opublikowane&quot;. Dzisiaj, w obliczu zapowiedzianego procesu, w którym prawdopodobnie wezmę udział jako świadek obrony, powtarzam to oczekiwanie. Niech arcybiskup, jeżeli domaga się kar dla innych, ma odwagę publicznie ustosunkować się do gloryfikacji zbrodniarzy dokonywanej przez jego konfratrów i współpracowników. Co do samego procesu, to będzie on precedensowy. Nie było bowiem do tej pory przypadku, aby hierarcha katolicki pozywał do sądu niekościelnego świeckich katolików. Jest to tym bardziej zaskakujące, że powód jest innej narodowości i należy do innego obrządku niż pozwani, a to tylko krok do tego, aby cała sprawa rozogniła konflikt narodowościowy, który na Podkarpaciu ciągle się tli. Co więcej, postawi to w kłopotliwej sytuacji Episkopat Polski, którego arcybiskup jest członkiem, a zwłaszcza przewodniczącego abp. Józefa Michalika, także z Przemyśla, ordynariusza siostrzanej metropolii.</p><p>Czemu abp Jan Martyniak decyduje się na tak ryzykowny krok? Moim zdaniem to typowa ucieczka do przodu. Ukraiński hierarcha zdaje sobie bowiem sprawę, że potępienie Bandery i UPA przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i zapowiedziane odwołanie skandalicznych dekretów przez prezydenta-elekta Wiktora Janukowycza może przypomnieć opinii publicznej, że wielu przedstawicieli obrządku greckokatolickiego, w tym też sporo duchownych jeszcze nie tak dawno popierało opętańczą ideologię. A tak poprzez ten pozew arcybiskup będzie się starał przedstawić siebie i niektórych swoich podwładnych jako &quot;skrzywdzone owieczki&quot;. Rozprawa odbędzie się 8 marca o g. 10 w sądzie przy ul. Mickiewicza 14 w Przemyślu. Pozwy sądowe są na mojej stronie internetowej.</p><p>Co do wysławiania banderowców, muszę polemizować z opinią zawartą w artykule &quot;Rozdarta Ukraina&quot;, zamieszczonym w ostatnim wydaniu &quot;GP&quot;. Jego autor. Leszek Pietrzak, napisał: &quot;Wiktor Juszczenko dość ostrożnie podchodził do eksponowania historii UPA, wyraźnie unikając kontekstu polskiego w jej działalności. Tak było prawie przez pięć lat jego prezydentury&quot;. Otóż to stwierdzenie nie jest prawdziwe. Juszczenko już bowiem na progu swej kadencji napisał, że Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów &quot;przeszła surową praktykę walk z Polakami w dwudziestych i trzydziestych latach XX stulecia&quot;. Z kolei 14 października 2006 r., w rocznicę powstania UPA, opowiedział się za przyznaniem banderowcom praw kombatanckich. Natomiast w 2007 r. bohaterem narodowym Ukrainy ogłosił Romana Szuchewycza, nazywanego słusznie &quot;katem Wołynia&quot;, którego oddziały dokonały ludobójstwa na bezbronnej ludności polskiej. Praktycznie nie było roku prezydentury, aby Juszczenko poprzez takie akty nie znieważył pamięci pomordowanych naszych rodaków.</p><p>W tym miejscu dodam, że z jednej strony dobrze, że Sejm i MSZ stanęły w ostatnim czasie w obronie polskiej społeczności na Białorusi. To był ich święty obowiązek. Z drugiej jednak wychodzi ich hipokryzja. Nie stają oni bowiem w obronie naszych rodaków na Ukrainie, którzy są ustawicznie gnębieni przez neobanderowców. Ta hipokryzja ma czysto polityczne podłoże - prezydent Łukaszenka nie jest bowiem tolerowany na salonach, a Tymoszenko pomimo swojej przegranej nadal tak. Dlatego też ani marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, ani minister Radosław Sikorski nie podjęli żadnych kroków, aby potępić dekrety ukraińskiego prezydenta. Nie upomnieli się też ani o zwrot Polskiego Domu czy kościołów rzymskokatolickich we Lwowie, ani o prawo Polaków do własnych mediów. No cóż, &quot;pomarańczowe&quot; otumanienie polskich elit wciąż trwa.</p><p>W niedzielę, 28 lutego br., minie kolejna, 66. już, rocznica zagłady przez nacjonalistów ukraińskich polskich wsi Korościatyn i Huta Pieniacka na Tarnopolszczyźnie. W tym dniu o g. 12. w kościele w Pławnej k. Lwówka Śl. w intencji zabitych jako ich krewny odprawię mszę św. i poświęcę pamiątkową tablicę. Zapraszam.</p><br /><p>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 24 lutego 2010</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-02-17 Janukowycz i Polacy</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2689</link> 
<pubDate>17-02-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Prezydent elekt cudów gospodarczych raczej nie dokona, ale może zmienić relacje swojej ojczyzny z jej największym zachodnim sąsiadem</b></p><p>Chcąc czy nie chcąc, polskie władze muszą współpracować z nowym ukraińskim prezydentem Wiktorem Janukowyczem. Jaka ona będzie, nie wiadomo, ale jedno jest pewne. Na obu brzegach rzeki Bug zostanie przełamana zmowa milczenia w sprawie ludobójstwa na Kresach, na co rodziny pomordowanych czekają od przeszło dwóch pokoleń, tak jak swego czasu czekały na to rodziny pomordowanych w Katyniu. Z pewnością zostanie także zatrzymana gloryfikacja banderowców, prowadzona przez partię &quot;Swoboda&quot; i Kongres Nacjonalistów Ukraińskich. Pierwsza z tych organizacji jest finansowana przez Moskwę, druga przez środowiska faszystów z SS &quot;Galizien&quot;, którzy po II wojnie światowej za zgodą aliantów uwili sobie ciepłe gniazdka w Kanadzie i USA. Obie organizacje nie tylko atakują polskich obywateli, ale i swoich rodaków, którzy chcą dobrych relacji z zachodnimi sąsiadami. Jest to więc działanie bardzo szkodliwe dla obu narodów, a w konsekwencji dla całej Europy Wschodniej. Nawiasem mówiąc, co za paradoks historii, że dopiero wybór prorosyjskiego postkomunisty spowoduje pozytywny zwrot w tych sprawach. Nie mogli (a raczej nie chcieli) dokonać tego politycy polscy wywodzący się z szeroko pojmowanego obozu &quot;Solidarności&quot; oraz ukraińscy z tzw. obozu pomarańczowego. Paradoks rzeczywiście niebywały!</p><p>W tym miejscu publicznie apeluję do ministra spraw wewnętrznych Jerzego Millera i szefa ABW Krzysztofa Bondaryka: Panowie, reagujcie na działania wspomnianego Kongresu na terenie naszego kraju. Po przegranej Juszczenki i Tymoszenko już wam wolno. Reagujcie także na gloryfikację tego zbrodniarza, który z zimną krwią przyczynił się do zamordowania m.in. jednego z Waszych poprzedników na urzędzie, ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego. Przy okazji warto zapoznać się z pochwałą Bandery, którą na łamach jednej z gazet wypowiedział ostatnio Piotr Tyma, szef Związku Ukraińców w Polsce. Warto też przeczytać, jak w innej gazecie z rodzin pomordowanych Polaków pokpiwa sobie b. prominentny działacz tej organizacji Miron Sycz, swego czasu członek PZPR i Unii Wolności, w przeszłości związany ze Służbą Bezpieczeństwa (o jego niechlubnej przeszłości wspominają nawet sami Ukraińcy), a dziś poseł PO, odznaczony przez Juszczenkę Orderem I stopnia za zasługi.</p><p>Jeżeli już mowa o orderach, zacytuję apel Stowarzyszenia Obrońców Pamięci Orląt Przemyskich, które w liście do posła Marka Kuchcińskiego pisze: &quot;Zbulwersowani postawą Prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki, który nadając mordercy Polaków Stepanowi Banderze tytuł Bohatera Ukrainy napluł w twarz wszystkim Polakom - apelujemy do Pana, Panie Pośle, o zwrot otrzymanego ostatnio przez Pana orderu III stopnia za zasługi dla Ukrainy. Główny Rabin Ukrainy, odznaczony takim samym jak Pan orderem, zwrócił go na znak protestu przeciwko odznaczeniu Bandery. Miał odwagę! Czy Pan zdobędzie się na podobną postawę?&quot;</p><p>Z pozytywnych spraw należy odnotować interpelację poselską Bogusława Kowalskiego, w której czytamy: &quot;Działając na podstawie ustawy o wykonywaniu mandatu [...] zwracam się do Pana Premiera z następującymi pytaniami: 1. Jakie kroki polski rząd podjął lub podejmie w najbliższym czasie, aby powstrzymać narastającą falę antypolonizmu na Ukrainie w postaci gloryfikacji autorów ludobójstwa ludności polskiej. 2. Czy Pan Premier zamierza podjąć stosowne działania na forum Unii Europejskiej i innych organizacji międzynarodowych, które doprowadzą do jednoznacznego potępienia zbrodni ukraińskich szowinistów na ludności polskiej i innych narodowości? 3. Jakie działania podejmuje polski wymiar sprawiedliwości, aby doprowadzić do osądzenia i skazania winnych rzezi na Kresach II RP w latach 1943-1944?&quot;. List poparcia dla działań posła Kowalskiego jest na mojej stronie internetowej i można go podpisywać.</p><p>Co do samego Janukowycza, to nie jest to osoba, która by budziła sympatię. Ciekawostką jednak są jego rodzinne korzenie. Pan Andrzej z Grodna napisał do mnie: &quot;W Polsce jest praktycznie nieznana sprawa, że dziadek Janukowycza pochodzi z terenów dzisiejszej Białorusi, z obwodu witebskiego ze wsi Januki. Dziadek ten na początku XX wieku wyjechał do pracy na wschodnią Ukrainę i tam już został. Wieś zaś jeszcze żyje, choć tam jest tylko kilka domów i cmentarz. Kiedy Janukowycz był premierem, to białoruscy dziennikarze byli tam we wsi i robili reportaż. Na cmentarzu są TYLKO nagrobki z napisami po polsku, a miejscowi też mają takie same nazwisko, i jakoś nikt nie ukrywał, że są nadal katolikami i Polakami&quot;. Czy pochodzenie prezydenta będzie miało wpływ na jego relacje z Polakami? Jak mówią na Wschodzie: pożyjemy, zobaczymy.</p><p>Wraz z doc. dr. Czesławem Partaczem z Koszalina nagrałem program o zbrodniach Bandery i UPA, który w ramach cyklu &quot;Świadkowie nieznanych historii&quot; nadała TVP Polonia. Ta sama stacja 1 marca o g. 20.40 wyemituje kolejny odcinek, tym razem o losie Polaków na Kresach. Zapraszam na mszę św., którą za duszę Józefa Kurasia ps. &quot;Ogień&quot; odprawię 20 lutego o g. 11 w Waksmundzie, i mszę św., którą 21 lutego o g. 14 w kościele Dominikanów we Wrocławiu będę sprawować za wywiezionych na Sybir. Zapraszam także na spotkania autorskie: 18 lutego o g 17. w &quot;Lutni&quot;, ul. Ogrodowa 17 w Aleksandrowie Łódzkim, 23 lutego o g. 17 w bibliotece przy Rynku w Wałbrzychu (tego samego dnia także w szkołach we Lwówku Śląskim) i 27 lutego o g. 16 w Nowej Cerekwi k. Głubczyc.</p><br /><p>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 17 lutego 2010</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-02-09 Wyłom w murze</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2666</link> 
<pubDate>09-02-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><b><span style="FONT-FAMILY: ">Kolejny raz mogliśmy się wspólnie przekonać, jak prawdziwe jest powiedzenie: &quot;W jedności siła!&quot;</span></b><span style="FONT-FAMILY: "></span></p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">W ubiegły piątek kilkaset osób w różnych miastach wzięło udział w manifestacjach przed ukraińskimi placówkami dyplomatycznymi. Do tej pory było wiele podobnych wydarzeń, jak np. protesty pod KUL w sprawie kompromitującego doktoratu h.c. czy przeciwko rajdowi im. Bandery, ale po raz pierwszy przybrały one charakter ogólnopolski. Świadczy to o tym, że społeczeństwo polskie ma dość plucia w twarz. Ma też dość tych swoich polityków, którzy wsłuchani w &quot;mądre rady&quot; płynące z Brukseli czy Waszyngtonu, a nawet z Moskwy, godzą się uniżenie na wszelkie upokorzenia. Sprawa ta osiągnęła punkt krytyczny i z pewnością powróci jak bumerang w czasie zbliżającej się kampanii prezydenckiej. </span></p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">Omawiany protest był zorganizowany przez rodziny osób pomordowanych przez nacjonalistów ukraińskich. Dołączyły do niego różne organizacje społeczne i patriotyczne. Bezpośrednią przyczyną wybuchu społecznego niezadowolenia były dwa dekrety przegranego Juszczenki, który ogłosił bohaterami narodowymi Banderę oraz zbrodniarzy z UPA. To tak jakby Niemcy za swoich bohaterów uznali Himmlera i członków SS, a Rosjanie Berię i funkcjonariuszy NKWD. Protest był spontaniczny, a ogromną rolę, jak i w poprzednich akcjach, odegrał internet. Owa sprawa jeszcze raz pokazuje, że w chwili, gdy w Polsce media poddane są presji polityków, nie mówiąc już o autocenzurze stosowanej przez wielu dziennikarzy, to właśnie e-maile i strony internetowe mogą mieć kapitalne znaczenie. Zachęcam więc do tworzenia własnych stron i do budowania sieci pocztowych. </span></p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">Tuż przed rozpoczęciem protestu, pomimo wcześniejszych wypowiedzi niektórych ministrów, pan Lech Kaczyński zabrał głos jak na prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej przystało. W oficjalnym oświadczeniu potępił oficjalnie decyzje Juszczenki. Z kolei o UON-UPA napisał &quot;Organizacje te dokonywały masowych mordów polskiej ludności na wschodnich terenach II RP, w których zginęło ponad 100 tys. Polaków tylko z tego powodu, iż byli Polakami. Mordy te budzą jednoznaczny sprzeciw społeczeństwa polskiego&quot;. Oświadczenie to nie zawiera wprawdzie słowa &quot;ludobójstwo&quot;, ale jest ono dużym krokiem w walce o prawdę. Kresowianom i ich licznym sympatykom, będącym naturalnym elektoratem Lecha Kaczyńskiego, naprawdę spadł kamień z serca. Czekają jednak wciąż na nazwanie zbrodni po imieniu, tak jak nazywany jest holokaust Żydów czy ludobójstwo Ormian w Turcji. Mają też nadzieję, że pan prezydent obejmie patronat nad licznymi w tym roku uroczystościami oraz że osobiście zapali znicze na mogiłach polskich obywateli, którzy zginęli z rąk banderowców. Dotychczas był wprawdzie w Hucie Pieniackiej, ale tamtejszą zbrodnię dokonali faszyści z SS &quot;Galizien&quot;, a nie z UPA.</span></p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">Protest rozpoczął się od konferencji prasowej w siedzibie Stowarzyszenia Wolnego Słowa w Warszawie. Takiej liczby dziennikarzy, w tym zagranicznych, dawno nie widziałem. Samo to już było ogromnym sukcesem organizatorów. Najpierw przemawiali płk Jan Niewiński i Ewa Siemaszko, autorka monografii o ludobójstwie na Wołyniu. Później zostały rozdane listy do FIFA i UEFA, przetłumaczone na kilka obcych języków (można je pobrać z mojej strony internetowej), przedstawiono w nich niepokojącą sytuację na Ukrainie. Sygnatariusze obu listów w punkcie piątym poprosili władze piłkarskich federacji, aby &quot;Rozważyły zasadność organizowania Euro 2012 we Lwowie, którego społeczność - szczególnie sprzyjająca rozwojowi ideologii szowinistycznej i neofaszystowskiej - bardziej dba o budowanie mauzoleów poświęconych OUN-UPA aniżeli o rozwój niezbędnej do organizacji Mistrzostw Europy infrastruktury. Być może inne miasto na Ukrainie bardziej zasługuje na zaszczyt organizowania EURO 2012&quot;. Udzielając wywiadów dziennikarzom z Ukrainy i Niemiec, zauważyłem, że postulat ten zrobił ogromne wrażenie.</span></p><p /><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: ">Po konferencji wszyscy przeszli pod ambasadę, gdzie pod hasłem &quot;Polska i Ukraina - przyjaźń i współpraca. Juszczenko, Bandera, Szuchewycz, OUN-UPA, SS &gt;&gt;Galizien&lt;&lt; - hańba i potępienie&quot; odbyła się manifestacja. Było kilka przemówień, m.in. prof. Jerzego Roberta Nowaka i prof. Jacka Wilczura. W tym samym czasie odbyły się również pikiety pod konsulatami ukraińskimi w Gdańsku, Poznaniu, Krakowie, Lublinie i Wrocławiu. W czasie tej ostatniej przemawiali pisarz Stanisław Srokowski, dr hab. Bogusław Paż z Uniwersytetu Wrocławskiego, p. Gajda ze związku AK-owców i Kornel Morawiecki. Pod drzwiami konsulatów, zamkniętymi - jak głosiły wywieszki - ze względów &quot;technicznych&quot; lub &quot;zdrowotnych&quot;, układano krzyże z płonących zniczy ku czci ofiar, którym &quot;pomarańczowi&quot; szowiniści do dziś odmawiają prawa do chrześcijańskiego pochówku. Zapalano znicze także w innych miastach: w Rzeszowie, Przemyślu, Jarosławiu i Bielsku-Białej, co opiszę za tydzień. Wszystko to jest przegraną aktywistów z partii &quot;Swoboda&quot; i Kongresu Nacjonalistów Ukraińskich. Pierwsi z nich usiłowali w groteskowy sposób organizować pikiety pod polskimi placówkami na Ukrainie. Drudzy - jak opowiadał jeden z dziennikarzy zza Buga - zatrudnili kilku ukraińskich studentów, którzy od rana do wieczora piszą na polskich forach internetowych faszystowskie posty, atakując, kogo się tylko da. A język polski znają dlatego, że za nasze pieniądze studiują na polskich uczelniach, głównie w Lublinie. Oj, przydałoby się, aby ABW zainteresowała się, kto tak łatwo wjeżdża do Polski i dostaje stypendia.</span></p><p /><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> </p><p /><span style="FONT-FAMILY: ">ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska 10 lutego 2010</span>  ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-02-03 Ślepa miłość</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2641</link> 
<pubDate>03-02-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <h1 class="art"><b><font size="4">Juszczenko na odchodnym walnął po twarzy swoich polskich przyjaciół, ale oni nadal go bezkrytycznie kochają.</font></b></h1><p>Odrzucony przez własny naród &quot;pomarańczowy&quot; mitoman z Kijowa zdjął w końcu maskę i pokazał prawdziwą twarz. A pod tą maską nie ma już twarzy Europejczyka i przyjaciela Polski, ale oblicze nacjonalisty, antysemity i osoby gardzącej cierpieniem pomordowanych na Kresach Wschodnich. Co chce osiągnąć Juszczenko, ogłaszając Stepana Banderę oraz zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii bohaterami narodowymi Ukrainy? Moim zdaniem, przyświeca mu jeden cel. Wiedząc, że na większości terytorium swego kraju nie ma już czego szukać, stara się wykroić pod względem politycznym udzielne księstwo, obejmujące Wołyń i Galicję Wschodnią, czyli te rejony, które w czasach Drugiej RP były siedliskami banderyzmu, a które obecnie ze względu na powszechną panującą tam biedę są nadal podatne na ideologię nacjonalistyczną i faszystowską. Nie wszyscy wprawdzie mieszkańcy tych rejonów popierają przegranego prezydenta, ale przy 3-proc. progu wyborczym ma on szansę na wejście ze swoim maleńkim ugrupowaniem do parlamentu. Poza tym być może liczy także na to, że Ukraina, której granice w sposób sztuczny wykreślił Stalin i Chruszczow, rozpadnie się wcześniej czy później, tak jak ZSRR czy Jugosławia. A wówczas może znów zostać prezydentem, wprawdzie takiego nienaturalnego liliputa jak Kosowo, ale zawsze - co prezydent, to prezydent.</p><p>Juszczenko wie doskonale, że jego dwa ostatnie dekrety wywołają burzę zarówno w Europie, jak i na Ukrainie, ale w tej chwili mu na tym już nie zależy. Co więcej, jest to mu nawet na rękę, zwłaszcza jeżeli chodzi o konflikt z Polakami. Do tej pory musiał lawirować i udawać naszego przyjaciela, ale teraz poparcie polskich władz państwowych może odrzucić jak zużyty przedmiot. Parafrazując stare powiedzenie, można rzec, &quot;Polak zrobił swoje, Polak może odejść&quot;. Cynizm i wyrachowanie do kwadratu. A czegoż innego decydenci z PO i PiS spodziewali się od byłego komunisty? Miłości, uczciwości? Na otarcie łez jego polscy sojusznicy dostali ordery. 19 stycznia br. w Warszawie z rąk ambasadora Aleksandra Mocyka, zagorzałego gloryfikatora UPA, rodem z Wołynia, ordery ukraińskie przyjęli ministrowie i eurodeputowani. Po odznaczeniu przez Juszczenkę Stepana Bandery powinni je zwrócić.</p><p>Gdy polscy ministrowie, zarówno rządowi, jak i prezydenccy zachowują się, jak się zachowują, w obronie pamięci o pomordowanych na Kresach stanęli przedstawiciele innych krajów. W liście do Ołeha Szamszura, ambasadora Ukrainy w Waszyngtonie, Mark Weitzman z Centrum im. Szymona Wiesenthala wyraził &quot;głęboką dezaprobatę wobec niedawnego odznaczenia Stepana Bandery, który kolaborował z nazistami w początkach II wojny światowej, a którego stronnicy mieli związek ze śmiercią tysięcy Żydów i innych osób&quot;. Dodał także: &quot;To z pewnością farsa, że taki tytuł został nadany w czasie, gdy świat zatrzymuje się, by 27 stycznia wspomnieć ofiary Holokaustu&quot;.</p><p>Z kolei z apelem do prezydenta elekta Ukrainy (dzisiaj jeszcze nie wiadomo, kto nim będzie) wystąpiły organizacje społeczne z Belgii, Wielkiej Brytanii, Rosji, Izraela, a także Łotwy i Estonii. Sygnatariusze listu napisali: &quot;Bandera ponosi bezpośrednią odpowiedzialność za masową zagładę Żydów na Ukrainie Zachodniej w 1941 roku dokonywaną przez tzw milicję ukraińską. W przeddzień ataku wojsk nazistowskich na ZSRR kierowana przez S. Banderę i ściśle powiązana z nazistowskim wywiadem Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów wydała instrukcję ťWalka i działalność OUN w czasie wojnyŤ, w której przewidziano prześladowania Żydów, zarówno ťindywidualnie, jak i jako grupę narodowąŤ. Zgodnie z zawartymi w tej instrukcji planami, część Żydów na Ukrainie powinna zostać zniszczona, część - zamknięta w specjalnych obozach. Należy zauważyć, że antysemityzm odgrywał kluczową rolę w ideologii OUN&quot;. Na koniec listu zwracają się z apelem o uchylenie dekretu prezydenckiego o przyznaniu Banderze i Szuchewyczowi tytułu Bohatera Ukrainy oraz o powstrzymanie heroizacji OUN-UPA. Warto też odnotować, że organizacja społeczna &quot;Dozór&quot; z Odessy publicznie przeprosiła za &quot;zniewagę, którą wyrządził Polakom prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko, nadając poplecznikowi nazizmu Banderze wysokie odznaczenie państwowe&quot;.</p><p>Należę do wyborców Lecha Kaczyńskiego i PiS, więc na koniec wołam do polityków, którym do tej pory ufałem: Opamiętajcie się! Bo jeżeli nie, to w czasie najbliższych wyborów skończycie jak wasz fałszywy sojusznik, Wiktor Andrijowicz Juszczenko.</p><br /><p>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski</p><p>Gazeta Polska, 3 lutego 2010 r.</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-01-27 Po upadku Juszczenki</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2624</link> 
<pubDate>27-01-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Mądry naród ukraiński, w przeciwieństwie do niektórych polskich polityków, pokazał czerwoną kartkę gloryfikatorowi Bandery i UPA</b></p><p>Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy. Tak najkrócej można skomentować przegraną Wiktora Juszczenki. A przegrana ta była sromotna. Po raz pierwszy w najnowszej historii Europy urzędujący prezydent, ubiegający się o reelekcję, zdobył zaledwie kilka procent głosów, plasując się dopiero na piątym miejscu. Tak powszechne odrzucenie owego polityka trzeba odczytać jako zanegowanie jego drogi, która polegała na budowaniu tożsamości narodowej na ideologii Stepana Bandery i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wynik wyborów na Ukrainie to także żółta ostrzegawcza kartka dla polskich polityków, którzy relacje między dwoma bratnimi narodami słowiańskimi chcą oprzeć na pobłażliwości dla nacjonalizmu i neofaszyzmu.</p><p>Co do wyborów prezydenckich w naszym kraju, to tak jak zapowiadałem, środowiska patriotyczne i kresowe będą w sprawie ludobójstwa na Kresach zadawać kandydatom trudne pytania. Pierwszy list został skierowany do premiera Donalda Tuska. W liście tym, podpisanym przez przedstawicieli najróżniejszych organizacji, wyrażone jest zaniepokojenie w sprawie stanowiska rządu wobec ideologii banderowskiej. Są też konkretne postulaty dotyczące np. odwołania z Kijowa ambasadora Jacka Kluczkowskiego, umizgiwającego się do nacjonalistów, oraz ścigania zbrodniarzy z formacji OUN-UPA [całość listu publikujemy na str. 19 - red.]. Można się pod nim podpisywać na mojej stronie internetowej. Jak znam życie, Tuskowi zabraknie odwagi cywilnej, aby szczerze odpowiedzieć na pytania, ale to tym gorzej dla kandydata PO w najbliższych wyborach.</p><p>A oto kilka przykładów, jak wygląda dzisiejsza polityka zagraniczna, którą współtworzył inny kandydat na prezydenta, Andrzej Olechowski. Mniejszość ukraińska w Polsce ma w TVP swój program &quot;Telenowyny&quot;, finansowany z pieniędzy polskiego podatnika. Redakcja tego programu nie kryje swoich sympatii politycznych, czego wyrazem jest emisja programu przed wyborami prezydenckimi na Ukrainie, która zakończyła się propagandowym spotem na rzecz kandydatury Juszczenki. W podobny sposób postępuje redakcja ukraińskojęzycznego &quot;Naszego Słowa&quot;, też finansowana z pieniędzy polskich obywateli. Ostatnio otrzymała ona kilkusettysięczną dotację. Pomoc dla mniejszości narodowych to rzecz chwalebna, ale fundusze powinny iść na wspieranie działalności oświatowej czy kulturowej, a nie politycznej. Trzeba też dodać, że mniejszość polska na Ukrainie nie ma żadnego własnego okienka w tamtejszej telewizji. Co więcej, nowe władze Telewizji Polskiej podjęły decyzję o likwidacji programu &quot;Goniec Kresowy&quot;, doskonale redagowanego przez Ewę Szakalicką, który poruszał problemy Polaków żyjących na Wschodzie. Taki stan rzeczy jest smutnym efektem kunktatorstwa &quot;warszawki&quot;, która naiwnie liczy, że coś utarguje, jeżeli będzie się kłaniać &quot;czapką do ziemi&quot; obozowi Juszczenki i Tymoszenko. Poza tym minister Radek Sikorski, do niedawna obywatel obcego mocarstwa, nieraz już pokazał, że jest nie tylko dyletantem w sprawach Europy Wschodniej, ale też, że sprawy Polaków tam mieszkających są mu absolutnie obojętne. Liczne bowiem apele naszych rodaków trafiają do ministerialnego kosza, a sam minister jak udawał głuchego i ślepego, tak udaje nadal. No cóż, losy dalszej kariery Radka Sikorskiego ważą się na waszyngtońskich salonach, a nie w kresowych wioskach pod Grodnem czy Żytomierzem. Tak jak na Juszczenkę, przyjdzie jednak &quot;kryska ma Matyska&quot;. </p><p>Przeciwko likwidacji &quot;Gońca Kresowego&quot; zaprotestowali Polacy z Litwy. Lila Kiejzik, dyrektor Polskiego Studia Teatralnego w Wilnie, w liście do władz TVP napisała: &quot;Uważamy, że ww. program niesie Polakom na całym świecie najbardziej aktualne wiadomości o Polakach za wschodnią granicą Macierzy. [...] Dzięki temu programowi Polonia i Polacy za granicą oraz w Kraju mają okazję dowiedzieć się o istnieniu i działalności wielu polskich placówek kulturalnych i oświatowych, w tym również o naszym teatrze. Tworzone przez Panią redaktor programy i audycje cieszą się powodzeniem wśród środowiska polskiego Wilna i Wileńszczyzny oraz dają motywację młodym Polakom do rozwoju twórczości w swoich dziedzinach, tym właśnie wzmacniając swoje przywiązanie do Narodu Polskiego. Zauważamy także tendencję w mediach do promocji twórczości Polaków na emigracji, odsuwając na plan drugi działania artystyczne Polaków z Litwy, Białorusi, Ukrainy, a przecież wiadomo, że takie miasta jak Wilno czy Lwów przez długie wieki były kolebką kultury polskiej. Bardzo nam przykro, że w planie jest usunięcie programu niosącego informację o Polakach z tych terenów&quot;. W podobny sposób zaprotestowała też Federacja Organizacji Kresowych w Warszawie, pisząc: &quot;Żadne merytoryczne powody decyzji o likwidacji programu, podjęte zaledwie po dwóch miesiącach jego obecności na antenie, nie zostały podane ani twórcom programu, ani opinii publicznej. Nic nam nie wiadomo, by decyzja ta poprzedzona została jakimikolwiek badaniami dotyczącymi popularności tego programu. Jest to więc przykład wyraźnego lekceważenia przez nowe władze TVP telewidzów, a płatników abonamentu w szczególności. Protestując przeciwko samej decyzji o likwidacji &quot;Gońca Kresowego&quot;, jak i przeciwko pokątnemu trybowi jej podjęcia, wzywamy Pana Prezesa do cofnięcia tej, bulwersującej nas, decyzji&quot;. Telewidzów zachęcam, aby też wysyłali do zarządu TVP protesty w tej sprawie.</p><p>Z ostatniej chwili: Przegrany Juszczenko na odchodnym ogłosił Stepana Banderę bohaterem narodowym Ukrainy. Hańba!</p><br /><p>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 27 stycznia 2010</p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-01-20 Zapytajmy kandydatów na prezydenta</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2601</link> 
<pubDate>20-01-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Wybory prezydenckie na Ukrainie powinny dać wiele do myślenia tym, którzy chcą wystartować w analogicznych wyborach w Polsce</b><br /><p>Wiktor Juszczenko, były księgowy z kołchozu, faworyt warszawskich salonów, doktor honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, człowiek roku kilku tygodników, polityczny brat-łata ściskający niektórych europejskich przywódców, a przede wszystkim narcyz, nieudacznik i gloryfikator faszystów z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii - przegrywa na oczach całego świata. Pięć lat temu miał 52-proc. poparcie społeczne, szybko je jednak roztrwonił, spadając do poziomu kilku procent. Dziś wolny naród ukraiński pokazuje mu czerwoną kartkę, nie chcąc go po raz drugi na urzędzie prezydenta. Gdy piszę te słowa, jeszcze nie wiadomo, kto przeszedł do drugiej tury wyborów. Skomentuję to dopiero w następnym felietonie. Jednak już teraz, jako potomek pomordowanych Polaków i Ormian, a także greckokatolickiego księdza, cieszę się bardzo, że ten polityk, który narobił tyle szkód, kończy swoją karierę. Niech pamięć o nim spłynie jak marzanna wraz z wodami Dniestru i Dniepru, co pozwoli uczciwym Ukraińcom zbudować na nowo relacje z sąsiadami, ale już bez kultu Bandery, Szuchewycza i SS &quot;Galizien&quot;. Oczywiście Juszczenko nie odejdzie jak dżentelmen i jeszcze różne &quot;cuda&quot; mogą się dziać w najbliższych tygodniach. Proces ten jest jednak nieodwracalny. </p><br /><p>Co do owych &quot;cudów&quot; - tanim chwytem propagandowym było nadanie przez prezydenta w przededniu wyborów orderów trzydziestu duchownym, w tym też niechrześcijańskim. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że nie wszyscy duchowni chcieli przyjąć to kłopotliwe wyróżnienie. Z księży rzymskokatolickich zdecydował się na to jedynie biskup z Charkowa. Co więcej, z bardzo ostrą krytyką wystąpił arcybiskup lwowski Mieczysław Mokrzycki, stwierdzając, że żaden z kandydatów na urząd prezydenta nie ustosunkował się w swoim programie do wartości chrześcijańskich. Hierarcha zarzucił także kandydatom, że nie podjęli dyskusji na temat przeciwdziałania plagom społecznym, powszechnym na terenach d. ZSRR. Do plag tych arcybiskup zaliczył alkoholizm, aborcję, rozwody i masową emigrację zarobkową, stwierdzając, że wszystko to spowodowało, iż liczba ludności naszego wschodniego sąsiada spadła poniżej 50 mln. Są to bardzo mocne słowa, ale kandydaci zajęci wzajemnym wyrzynaniem się, nadal są głusi na głosy rozsądku. </p><br /><p>Obserwatorzy międzynarodowi słusznie zauważają, że tegoroczne kampanie prezydenckie na Ukrainie i w Polsce mogą mieć wiele analogii. W tym miejscu trzeba poinformować, że polskie środowiska patriotyczne i niepodległościowe, które pragną przywrócenia prawdy o Kresach Wschodnich, jeszcze pod koniec zeszłego roku postanowiły, iż w związku ze zbliżającymi się wyborami będą podnosić, gdzie tylko się da i jak tylko się da, sprawę uznania ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich na naszych rodakach. Co więcej, zostanie przygotowana ankieta, która z pytaniami dotyczącymi tej sprawy będzie rozesłana do wszystkich kandydatów. Odpowiedzi zostaną zamieszczone na stronach internetowych, których przybywa jak grzybów po deszczu. Oczywiście, niektórzy kandydaci mogą w ogóle nie odpowiedzieć, ale to będzie już ich problem. Informacje o odmowie wypowiedzenia się w tej sprawie też bowiem będą podane do wiadomości publicznej. I to z apelem, aby na tych kandydatów po prostu nie głosować. W Polsce mieszka kilka milionów Kresowian i ich potomków, więc może się to przełożyć na konkretne głosy wyborcze. A te będą się bardzo liczyć, bo w 1995 r. Lechowi Wałęsie, a w 2005 r. Donaldowi Tuskowi, zabrakło stosunkowo niewielkiej liczby głosów.</p><br /><p>Osobiście jestem także za tym, aby prześledzić dotychczasowe zachowanie kandydatów w tej kwestii i na tej podstawie opublikować stosowne opracowanie, zaznaczając wyraźnie np., kto bronił Polaków na Litwie czy Białorusi, a kto nie; kto nazwał ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej po imieniu, a kto określał je tylko bolesnymi wydarzeniami; kto w rozmowach z Julią Tymoszenko miał odwagę upomnieć się o polską rację stanu, a kto przed kamerami dla taniego poklasku tylko się z nią całował. Tak czy siak, sprawy pamięci narodowej, w tym o Kresach, mogą w zbliżających się wyborach być języczkiem u wagi. </p><br /><p>Co do bieżnych zmagań o ową pamięć - trzeba wyrazić wielkie słowa uznania Sejmikowi Podkarpackiemu, który jako trzeci w Polsce (po Dolnośląskim i Opolskim) przyjął przez aklamację uchwałę potępiającą ludobójstwo dokonane przez OUN-UPA oraz oddającą cześć pomordowanym Polakom i tym Ukraińcom, którzy Polaków ratowali. Uchwała ta została opracowana przez radnych PiS. Sukcesem jest też powołanie Instytutu Kresów Wschodnich, którego zjazd założycielski odbędzie się 27 stycznia. w Warszawie, a także propozycja utworzenia Zakładu Kresów Rzeczypospolitej przy Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pod apelem w tej drugiej sprawie podpisali się prezesi bardzo wielu organizacji społecznych, a także profesorowie Czesław Partacz, Marek Jan Chodakiewicz i Wojciech Rypniewski oraz pisarz Stanisław Srokowski i dziennikarz Jan Pospieszalski. Dobre informacje pochodzą też od rzecznika praw obywatelskich Janusza Kochanowskiego, który przejmie patronat nad planowaną za kilka miesięcy ogólnopolską sesją poświęconą zagładzie Kresów. Lista podobnych inicjatyw przygotowywanych na wiosnę br. jest długa, o czym będę informować na bieżąco. </p><br /><p><b>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 20 stycznia 2010</b></p></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-01-13 Indeks akt zakazanych</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2579</link> 
<pubDate>13-01-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p style="TEXT-ALIGN: left; LINE-HEIGHT: normal; TEXT-INDENT: 0cm; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" align="left"><b><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 6.0pt">Istnienie tajnego zbioru akt IPN, zastrzeżonego przez służby specjalne, wciąż uniemożliwia poznanie pełnej prawdy o komunistycznych łajdactwach</span></b><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 6.0pt"><p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; TEXT-INDENT: 0cm; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 6.0pt">Pomimo publikacji w &quot;Rzeczpospolitej&quot; nadal nie można postawić kropki nad &quot;i&quot; w sprawie kontaktu informacyjnego o ps. &quot;Cappino&quot;, pod którym zarejestrowano abp. Józefa Kowalczyka. Nie przebadano bowiem wszystkich akt Departamentu I Służby Bezpieczeństwa, także tych, które dotyczą przeróżnych akcji prowadzonych na zlecenie radzieckiego KGB na terenie Watykanu. Nawiasem mówiąc, gdyby akcje te miały charakter tylko wywiadowczy, to pół biedy. Jednak w większości były one działaniami przestępczymi wymierzonymi zarówno w instytucje papieskie, jak i w poszczególnych duchownych. Dla przykładu, szukając dokumentów dotyczących Edwarda Kotowskiego, jak wynika z akt, w latach 1979-1983 r. rezydenta bezpieki w Rzymie (mam być - jak pisałem ostatnio - świadkiem obrony w procesie, który wytoczył on jednemu z dziennikarzy), dotarłem do pewnego polskiego księdza pracującego niegdyś w kongrega-cji watykańskiej, szantażowanego przez jednego z &quot;bohaterskich&quot; asów wywiadu peerelowskiego. Spisałem całą relację i z chwilą rozpoczęcia procesu ją opublikuję. Opinia publiczna ma bowiem prawo wiedzieć, kim byli ludzie, którzy kiedyś pracowali dla wywiadu, a dzisiaj dopinają sobie anielskie skrzydła.<p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; TEXT-INDENT: 0cm; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 6.0pt">Co do akt Departamentu I - w dużej mierze znajdują się one w tzw. zbiorze zastrzeżonym Instytutu Pamięci Narodowej. Jeżeli cokolwiek mnie zaskoczyło w sprawie &quot;Cappino&quot;, to fakt, że po 20 latach od obalenia komunizmu zbiór taki nadal istnieje. Co więcej, pieczę na nim mają służby specjalne, w których aż roi się od byłych esbeków. Po tzw. weryfikacji - jednej z największych fikcji Trzeciej RP - w służbach tych spokojnie dożywają emerytury, pilnując przy okazji własnych interesów, i w dużej mierze to właśnie oni decydują, co ze wspomnianego zbioru może być odtajnione, a co nie. Pełna paranoja. Ta sytuacja powoduje, że w każdej chwili za zgodą np. Agencji Bezpieczeństwa Publicznego czy Agencji Wywiadu odpowiedni dokument może wyskoczyć z omawianego zbioru jak królik z kapelusza. Tymczasem z zasady wolności badań naukowych wynika, że wszystkie dokumenty wytworzone przez bezpiekę do 1990 r. powinny być udostępnione badaczom, niezależnie kogo one dotyczą. Inaczej nie poznamy pełnej prawdy o czasach komunizmu. Nie przetniemy też &quot;czerwonej pajęczyny&quot;, tak jak to radykalnie uczynili Niemcy czy Czesi. Tak na marginesie, gdy byłem w Pradze, jeden z czeskich historyków mówił mi, że tak jak w Polsce istnieje pojęcie &quot;czeski film&quot;, tak w Czechach zaczyna funkcjonować &quot;polski serial&quot; - jako synonim czegoś nadzwyczaj długiego i beznadziejnego. Niestety to pojęcie coraz bardziej pasuje do działań związanych z otwieraniem archiwów IPN. Nie jest to wina samego Instytutu, lecz polityków najróżniejszych opcji, którzy blokują drzwi do archiwów, jak się tylko da. Dotyczy to w szczególny sposób nie tylko premiera Donalda Tuska, który jest obecnym zwierzchnikiem służb specjalnych (o ile w ogóle nad nimi jeszcze panuje), ale i niektórych jego poprzedników. Inna sprawa, że bywali szefowie owych służb, którzy tajne zbiory otwierali na własny użytek. Najlepszym przykładem jest wyrok sądu w Płocku, skazujący w 2007 r. Zbigniewa Siemiątkowskiego, b. szefa Agencji Wywiadu, na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata za przechowywanie w swoim domu tajnych dokumentów b. UOP, które dotyczyły rurociągów naftowych, a które udostępniał swojej znajomej. Sam proces był utajniony, ale łatwo się domyśleć, że minister nie wynosił tych akt, by znajoma poczytała je sobie do poduszki. <p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; TEXT-INDENT: 0cm; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 6.0pt">Co do dalszej przyszłości zbioru zastrzeżonego, należy wziąć przykład z Watykanu, który w 1966 r. skasował Index Librorum Prohibitorum, czyli Indeks Ksiąg Zakazanych. Składał się on z pozycji książkowych, których nie wolno było czytać, posiadać i rozpowszechniać pod groźbą ekskomuniki. Niech więc służby specjalne strzegą lepiej niż Siemiątkowski swoich obecnych tajemnic, ale niech nie blokują dostępu do dokumentów historycznych. Poza tym ze względu na zbliżające się wybory prezydenckie premier Tusk powinien podjąć decyzję o odtajnieniu ze zbioru zastrzeżonego wszystkich dokumentów, które dotyczą każdego z kandydatów, w tym jego samego. <p /></span></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; TEXT-INDENT: 0cm; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 6.0pt">Na koniec przejdę do wyborów prezydenckich na Ukrainie. Eugeniusz Tuzow-Lubański w swojej korespondencji z Kijowa pisze: &quot;Część obserwatorów politycznych w Kijowie uważa Juszczenkę za trupa politycznego i mają w tym rację, ale sam prezydent jest dumny ze swojej polityki, która doprowadziła państwo ukraińskie prawie do bankructwa i skłócenia społeczeństwa z powodu gloryfikacji neonazistów spod znaku OUN-UPA&quot;. Dalej dziennikarz cytuje słowa, które wypowiedział wicedyrektor ukraińskiej Agencji Modelowania Sytuacji Oleksij Hołobućkyj: &quot;Ukraińcy są bardzo zmęczeni nieodpowiedzialnością władzy i potrzebują przemian. Dlatego byłoby naiwnością oczekiwać, iż Juszczenko wejdzie do drugiej tury wyborów prezydenckich, a tym bardziej wierzyć, że je wygra. Tylko sztab wyborczy Juszczenki wpaja mu, że on wygra te wybory. I to nie jest śmieszne, ale raczej smutne - obserwować, jak władza może zmienić człowieka&quot;. Warto w tym miejscu przypomnieć, że spadający ze swego fotela prezydent Ukrainy jest wciąż popierany przez niektórych polskich polityków. Czy wyciągną z tego wnioski? Osobiście wątpię, bo w Polsce też władza zmienia człowieka. <p /></span></p><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> <p /></p><p style="LINE-HEIGHT: normal; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto"><span style="FONT-FAMILY: "Times New Roman"; COLOR: windowtext; FONT-SIZE: 12pt; mso-bidi-font-size: 6.0pt">ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski&lt; Gazeta polska, 13 stycznia 2010 <p /></span></p><p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt; mso-margin-top-alt: auto; mso-margin-bottom-alt: auto" class="MsoNormal"> <p /></p> ]]> 
</description>  
</item><item> 

<title>2010-01-06 Ułan i nauczyciel</title>  

<link>/index.php?page=news&amp;kid=88&amp;nid=2553</link> 
<pubDate>06-01-2010</pubDate> 
<description> 
<![CDATA[ <p><b>Jeden arystokrata z Wielkopolski, drugi góral z Beskidu Wyspowego, obaj ulepieni z jednej gliny</b></p><p>Koniec starego roku przyniósł dwa smutne wydarzenia, którymi było odejście do Pana dwóch moich przyjaciół: Michała Żółtowskiego i Wojciecha Kotarby. Pierwszy z nich zmarł 22 grudnia w wieku 94 lat, drugi cztery dni później, w wieku zaledwie 54 lat. Pierwszy urodził się w 1915 r. w Lozannie, w Szwajcarii, był synem hr. Jana Żółtowskiego, arystokraty i patrioty, który będąc członkiem Polskiego Komitetu Narodowego, podpisywał w imieniu odradzającej się Polski traktat wersalski. Młody Michał, przygotowywany od dziecka do kariery politycznej, wychował się w majątku ziemskim Czacz w Wielkopolsce, a następnie ukończył gimnazjum w Poznaniu i prawo na Uniwersytecie Lwowskim. Służbę wojskową odbył w słynnej szkole kawalerii w Grudziądzu. W czasie wojny walczył jako podchorąży w szeregach 15. Pułku Ułanów Wielkopolskich. Dostał się do niewoli radzieckiej, z której udało mu się zbiec, dzięki czemu nie zginął w Katyniu jak wielu jego kolegów. W czasie okupacji wstąpił do Armii Krajowej, walcząc w szeregach 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich. </p><br /><p>Po zakończeniu wojny wstąpił do seminarium duchownego w Krakowie. Studiował teologię na jednym roku z późniejszymi kardynałami Franciszkiem Macharskim i Andrzejem Deskurem. Jednak w wyniku ciężkiej choroby musiał zrezygnować z nauki. W 1950 r. podjął pracę jako nauczyciel w Zakładzie dla Niewidomych w podwarszawskich Laskach. Było w nim niewiele z prawnika, dużo z ułana, a bardzo wiele z humanisty. Po przejściu na emeryturę opracowywał biografie osób zasłużonych dla Kościoła i ojczyzny. Napisał także dzieje konspiracyjnej organizacji o kryptonimach &quot;Uprawa&quot; i &quot;Tarcza&quot;, założonej przez polskich ziemian i przemysłowców. </p><br /><p>Michała znałem od dziecka. Szczególnie zaprzyjaźniłem się z nim w latach 90., gdy powstawała Fundacji im. Brata Alberta. Na rzecz tworzącego się dzieła charytatywnego Michał podarował swoje prawa do majątku ziemskiego Drzewce koło Leszna, który przypadł mu w spadku po rodzicach. Pomimo braku ustawy reprywatyzacyjnej uzyskał finansową rekompensatę, którą w całości przekazał na rozbudowę Schroniska dla Niepełnosprawnych w podkrakowskich Radwanowicach. Nie zabiegał o odznaczenia, ale z pokorą przyjął nadany mu przez prezydenta RP Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski oraz przyznany mu przez opiekunów osób niepełnosprawnych Medal św. Brata Alberta. Jego pogrzeb zgromadził tłumy. Nabożeństwo poprowadzili kard. Franciszek Macharski oraz biskup-senior Bronisław Dembowski z Włocławka. Ciało Michała spoczęło na urokliwym cmentarzu leśnym w Laskach. </p><br /><p>Drugi ze zmarłych przyjaciół, Wojciech Kotarba, wywodził się z wiejskiej rodziny z Mszany Dolnej nad Rabą. Również jego znałem od dziecka. Do jego babci, Marii Kotarbowej, moja rodzina jeździła z Krakowa na tzw. letnisko. Po rozpoczęciu studiów na Politechnice Krakowskiej Wojtek związał się w dominikańskim duszpasterstwem &quot;Beczka&quot;, w którym poznał swoją przyszłą żonę, Jolantę. Po założeniu rodziny podjął pracę jako nauczyciel w Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niesłyszących w Krakowie. Był pedagogiem z powołania, bardzo lubianym przez niepełnosprawnych uczniów. Jego pasją życiową była działalność związkowa. Wstąpił do NSZZ &quot;Solidarność&quot;, w którym pełnił wiele funkcji. Był m.in. członkiem prezydium krajowej sekcji nauczycielskiej, a potem szefem sekcji oświaty Regionu Małopolskiego. Cały wolny czas bez reszty poświęcał ludziom, którzy przychodzili do niego po pomoc. Nie potrafił odmówić nikomu. Moja przyjaźń z Wojtkiem scementowała się po 2005 r., kiedy wybuchł kryzys lustracyjny w Kościele krakowskim. Jako człowiek głęboko wierzący i praktykujący ubolewał, że władze kościelne nie chcą ujawnić całej prawdy. Wspierał mnie bardzo przy pisaniu książki &quot;Księża wobec bezpieki&quot; oraz pomagał przy organizacji spotkań z nauczycielami nt. akt IPN. Rok temu dowiedział się, że jest śmiertelnie chory. Odszedł w czasie świąt, pozostawił żonę i dzieci. Jego pogrzeb, który także zgromadził tłumy, odbył się na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie, skąd przy dobrej pogodzie widać Beskid Wyspowy. </p><br /><p>Na koniec zapraszam na uroczystości ormiańskie, które z okazji święta Objawienia Pańskiego odprawię 6 bm. o g. 18 w kościele Miłosierdzia Bożego przy ul. Smoleńsk w Krakowie oraz 10 bm. o g. 14 w kościele Dominikanów we Wrocławiu. Wszystkim prawosławnym oraz wiernym katolickich obrządków wschodnich, posługujących się kalendarzem juliańskim, składam najserdeczniejsze życzenia z okazji Bożego Narodzenia i święta Jordanu. </p><br /><p><em>ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, Gazeta Polska, 6 stycznia 2010 r. </em></p> ]]> 
</description>  
</item>
</channel></rss>