Juszczenko uciekł z Lublina przed jedną tubą i trzema transparentami 2009-07-02
Po pikiecie protestacyjnej na placu Litewskim w Lublinie, w czasie której trwania starałem się poprzez tubę nagłaśniającą wyjaśnić cel protestu, prezydenci i towarzyszący im establishment, zamiast pójśc traktem na Zamek jak to wczesniej było ustalone, od razu pierzchnęli do limuzyn. Tak się bali tej jednej tuby i trzech transparentów! A BOR i ABW był tak bezradny, ze nawet nikogo nie wylegitymował.
Tylko "Gazeta Wyborcza" w jednym z wydań internowych napisała, że jakoby BOR wyrwał mi tubę, co oczywiście jest kłamstwem, bo tuba spokojnie wróciła do hotelu.
Z kolei Juszczenko po prostu uciekł z Lublina i nie podpisał końcowej dklaracji na Zamku Lubelskim. Ale z niego bohater! Radio Lublin tak o tym pisze na swojej stronie internetowej.
Radio Lublin: Co się stało z prezydentem Ukrainy?
"Hańba dla SS Galizien, hańba dla UPA, hańba dla Wiktora Juszczenki" - takie okrzyki wznosili manifestujący działacze organizacji kresowych w Lublinie, sprzeciwiając się jednocześnie przyznaniu doktoratu honoris causa prezydentowi Ukrainy. Kresowianie demonstrowali zarówno przed budynkiem KUL jak i na Placu Litewskim - głównym miejscu uroczystości. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski kilkakrotnie przerywał wystąpienie Wiktora Juszczenki…
Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski...
Jednak nie brak reakcji ochrony i nie to, że nie doszło do bezpośredniego spotkania manifestujących z prezydentami było dla księdza Iskowicza-Zaleskiego największym zaskoczeniem…
Na słowa manifestujących Wiktor Juszczenko odpowiedział: „Razem budujmy przyszłość w oparciu o to, co nas łączy, a nie o to, co nas dzieli. Tak, abyśmy tworzyli nasze relacje, wzajemnie współpracując i działając solidarnie”. Prezydent Juszczenko nie dotarł z uroczystości na placu Litewskim na podpisanie wspólnej deklaracji prezydentów na Zamku Lubelskim. Jak informuje szefowa kancelarii prezydenta Lublina Ewa Haponiuk, lubelskim organizatorom jubileuszu nie są znane przyczyny wcześniejszego wyjazdu prezydenta Ukrainy z Lublina.
Zdjęcie ze strony Radia Lublin z informacji: "Ks. Isakowicz-Zaleski nie odpuszcza Juszczence".
Informacja Polskiej Agencji Prasowej (fragment)
Kresowiacy przeciw doktoratowi h.c. KUL dla prezydenta Ukrainy
Przedstawiciele organizacji kresowych protestują w środę w Lublinie przeciwko nadaniu doktoratu h.c. KUL prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Juszczence, który - ich zdaniem - gloryfikuje sprawców mordów popełnionych w czasie II wojny światowej na Wołyniu.
Juszczenko przebywa w środę w Lublinie na uroczystościach związanych z obchodami 440. rocznicy Unii Lubelskiej. Z tej okazji KUL nadał doktoraty honoris causa przedstawicielom państw, których obecne terytorium wchodziło niegdyś w obszar Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Oprócz Juszczenki doktoraty odbierają: prezydent Lech Kaczyński, prezydent Litwy Valdas Adamkus oraz b. przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz.
Przed głównym wejściem KUL, gdzie odbywają się uroczystości, ustawiła się kilkunastoosobowa pikieta kresowian z ks. Tadeuszem Isakowiczem-Zaleskim. Na transparentach wypisali hasła "Doktorat dla Juszczenki - hańba dla KUL", "Nie o zemstę lecz o pamięć wołają ofiary", "Prezydencie Lechu Kaczyński, krew kresowian domaga się prawdy" oraz "Apel do władz Ukrainy o wyrażenie zgody na upamiętnienie miejsc śmierci 120 tys. Polaków na Wołyniu".
Prezydent Kaczyński z gośćmi wjechali na dziedziniec KUL, gdzie zostali powitani, nie przechodzili obok pikietujących przed głównym wejściem.
Ks. Isakowicz-Zaleski powiedział dziennikarzom, że wejście prezydentów przez dziedziniec świadczy, iż to protestujący mają rację. "My mówimy głośno, to co myślimy, natomiast prezydenci się boją. Prezydent Kaczyński będzie chciał naszych głosów za rok, więc dlaczego tu nie przyszedł" - powiedział ks. Isakowicz-Zaleski.
"Prawda o ludobójstwie jest ukrywana, a władza się boi ludu. Dziś dochodzi do paradoksu, kryje się za murami, za ochroną, z ludem rozmawiać nie chce. Wystarczyły trzy transparenty, żeby prezydenci wielkich państw się przestraszyli" - dodał.
Podkreślił, że kresowiacy nie chcą się mścić, lecz upamiętnić ofiary. "My jesteśmy rodzinami pomordowanych. W rodzinnej wiosce mego ojca UPA zamordowała 150 mieszkańców, do dnia dzisiejszego na ich grobach nie ma ani krzyża, ani pomnika. Nam chodzi tylko o te krzyże" - mówił ks. Isakowicz-Zaleski.
Od kwietnia na stronie internetowej ks. Isakowicza-Zaleskiego zamieszczony jest list otwarty kresowian do władz KUL. Jego autorzy piszą m.in., że uczelnia obdarza swoim najwyższym zaszczytem prezydenta Juszczenkę, "dającego wielokrotnie wyraz swoim daleko idącym sympatiom wobec ukraińskiego ruchu szowinistycznego spod znaku OUN-UPA, jak i korzystającego z politycznego poparcia działających współcześnie organizacji wprost odwołujących się do tradycji faszyzmu ukraińskiego". Pod listem, jak powiedział ks. Isakowicz-Zaleski podpisało się już ponad 3 tys. osób. PAP
Z kolei "Dziennik Wschodni" tak opisał zaniechanie prezydenckiego przemarszu, bez podania jednak przyczyny.
Zgrzyt w trakcie obchodów: Lubelski bruk niegodzien prezydenckich nóg
Dominik Smaga
Trzy miesiące przygotowań poszły na marne. Żaden z trzech prezydentów: Polski, Litwy i Ukrainy nie przeszedł w pieczołowicie przygotowanym, barwnym orszaku z pl. Litewskiego pod Zamek. A mieli iść.
Prace nad organizacją orszaku zaczęły się już trzy miesiące temu.
- Było w to zaangażowanych ponad 200 osób - mówi jeden z organizatorów wydarzenia. - Wszystko w najdrobniejszych szczegółach było uzgadniane z Biurem Ochrony Rządu i z Kancelarią Prezydenta - dodaje.
Orszak w którym szli kuglarze, rycerze i artyści przebrani w epokowe stroje przy dźwiękach dawnej muzyki mieli odprowadzić prezydentów po uroczystościach na pl. Litewskim na drugą część obchodów na Zamku. Pięć minut przed wymarszem okazało się, że prezydenci nie przejdą przez deptak.
Prezydenci Polski i Litwy przejechali przez deptak limuzynami burząc układ orszaku. Wcześniej było uzgodnione, że przodem przejdą wszyscy artyści tworząc uroczystą oprawę do przemarszu dygnitarzy. Stało się inaczej.
Przez Stare Miasto prezydenci nawet nie przejechali. Na ul. Lubartowskiej przesiedli się z limuzyn do autokaru, którym przejechali na Zamek. Nie wiadomo za to, gdzie podział się prezydent Ukrainy, który na Zamek nie dotarł.
Ostatecznie artyści sami przeszli na Stare Miasto. Jako ża prezydenci ich zignorowali, nie szli już dalej na Zamek, ale zatrzymali się pod sceną na pl. Po Farze, gdzie do godz. 22 trwać ma festyn.
Ze strony Radia Lublin
Prezydenci zajechali od zaplecza
Nasz Dziennik: Prezydenci zajechali od zaplecza
Lubelskiego Jana Pawła II reprezentantom pięciu narodów wchodzących ongiś w skład I Rzeczypospolitej: Polski, Litwy, Ukrainy, Łotwy, Estonii i Białorusi, stanowić miało kulminację niezwykle hucznie obchodzonej w Lublinie 440. rocznicy podpisania Unii Lubelskiej. Przeciwko uhonorowaniu Wiktora Juszczenki przed gmachem KUL protestowali Kresowianie. Prezydenci, aby uniknąć kłopotliwej konfrontacji, zajechali na uczelnię nie - jak przystało na przywódców państw - od frontu, ale od podwórza częściowo zajętego przez prace budowlane.
Do Lublina nie przyjechali prezydenci Łotwy i Estonii. Valdas Adamkus, prezydent Litwy, zawetował kilka dni temu ustawę zabraniającą propagandy homoseksualnej, co stoi w sprzeczności z systemem wartości uznawanych przez katolicką uczelnię, a doktorat honoris causa przyznany prezydentowi Ukrainy, od lat konsekwentnie heroizującemu zbrodniarzy OUN-UPA odpowiedzialnych za ludobójstwo na Kresach, ściągnął na władze KUL uzasadniony gniew środowisk kresowych. Wczorajsze uroczystości rozpoczęło nabożeństwo ekumeniczne odprawione w lubelskiej archikatedrze. Następnie kolumna aut przejechała przez zablokowane na cały dzień centrum Lublina ozdobione transparentami i flagami Unii Europejskiej oraz państw, których terytoria należały do Rzeczypospolitej Obojga Narodów, pod Katolicki Uniwersytet Lubelski, gdzie odbyły się główne uroczystości. Na frontonie uczelni powiewał wielki transparent przedstawiający kontury Rzeczypospolitej Obojga Narodów z napisem: "Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej", który organizatorzy przyjęli za motto lubelskich uroczystości. Przed głównym wejściem KUL prezydentów oczekiwała kilkunastoosobowa grupa przedstawicieli środowisk kresowych z transparentami, na których widniały hasła: "Doktorat dla Juszczenki - hańba dla KUL", "Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary", "Prezydencie Lechu Kaczyński, krew Kresowian domaga się prawdy" oraz "Apel do władz Ukrainy o wyrażenie zgody na upamiętnienie miejsc śmierci 120 tys. Polaków na Wołyniu". Jednocześnie ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski przez megafon wyjaśniał powody protestu, nazywając Juszczenkę gloryfikatorem zbrodniarzy OUN-UPA i podając liczbę 180 zamordowanych przez nacjonalistów ukraińskich katolickich księży, których los jest, jego zdaniem, obojętny władzom KUL.
Aby uniknąć konfrontacji z pikietującymi Kresowianami, orszak prezydencki wjechał na teren KUL od zaplecza. Na dziedzińcu KUL nastąpiło złożenie kwiatów pod pomnikiem Ojca Świętego Jana Pawła II i kardynała Stefana Wyszyńskiego, a następnie prezydenci Polski, Litwy, Ukrainy oraz były przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz dokonali odsłonięcia okazjonalnej tablicy informującej o uhonorowaniu doktoratami honoris causa "najwyższych przedstawicieli sławnych narodów, na których opierała się Najjaśniejsza Rzeczpospolita Obojga Narodów". Tablicę poświęcił ks. abp Józef Życiński, wielki kanclerz KUL.
Kulminacyjny moment wręczenia honorowych doktoratów prezydentom Lechowi Kaczyńskiemu, Valdasowi Adamkusowi, Wiktorowi Juszczence, byłemu przewodniczącemu Rady Najwyższej Białorusi Stanisławowi Szuszkiewiczowi oraz przedstawicielom prezydentów Łotwy i Estonii nastąpił w reprezentacyjnej Auli Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Uroczystość zgromadziła licznych hierarchów Kościoła rzymskokatolickiego z Prymasem Polski ks. kard. Józefem Glempem i ks. abp. Józefem Kowalczykiem, nuncjuszem apostolskim w Polsce, duchownych prawosławnych oraz greckokatolickich, a także licznych przedstawicieli władz państwowych, samorządowych, uczelnianych, służb dyplomatycznych Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii.
W budzącej najwięcej kontrowersji uchwale Senatu KUL przyznającej doktorat Wydziału Nauk Społecznych Wiktorowi Juszczence podkreślono zasługi prezydenta Ukrainy na polu współpracy międzynarodowej, jego "zaangażowanie w proces pojednania polsko-ukraińskiego" oraz "wolę budowania porozumienia i partnerskich stosunków, opartych na poszanowaniu godności każdego narodu w jednoczącej się Europie". Również w laudacji prof. Sławomir Partycki podnosił m.in. zasługi Juszczenki dla pojednania polsko-ukraińskiego, jego udział w otwarciu cmentarza Orląt we Lwowie, obecność na uroczystościach odsłonięcia pomnika w Hucie Pieniackiej. Profesor Patrycki pominął jednak w wygłoszonej laudacji fragment wstępu autorstwa Juszczenki do albumu poświęconego OUN-UPA, w którym ta organizacja została wymieniona jako sprawca "działań depolonizujących Kresy II Rzeczypospolitej w latach czterdziestych XX wieku".
Właśnie przeciwko m.in. takiej poprawności politycznej zakazującej mówienia prawdy o ludobójstwie na Kresach oraz o roli prezydenta Juszczenki w wymazywaniu z historii prawdy o sprawcach tej zbrodni, a także o negowaniu przez władze ukraińskie prawa do upamiętnień ofiar ukraińskich nacjonalistów protestowali wczoraj przed gmachem KUL przedstawiciele środowisk kresowych. Kresowianie powoływali się na opinię legendarnego rektora KUL śp. o. prof. Mieczysława Alberta Krąpca, który wielokrotnie przestrzegał przed zatajaniem prawdy o ludobójstwie na Kresach. - Nieosądzone zbrodnie rodzą nowe - przestrzegał w jednej z rozmów z "Naszym Dziennikiem". "Ten straszny terror, który dotknął niewinną ludność polską na dawnych Kresach Rzeczypospolitej, nie został nigdy potępiony, a zatem w pewnym sensie uzyskał cichą akceptację. Później terroryzm przenosił się z miejsca na miejsce, atakował w imię różnych celów, i to na ogół bezkarnie. Dopiero gdy uderzył w najpotężniejsze państwo, wydano mu bezwzględną wojnę. Ale gdyby został zauważony... być może mordowanie bezbronnych ludzi nie stałoby się sposobem rozwiązywania konfliktów i dochodzenia swoich racji" - wskazywał. Ojciec Krąpiec urodził się w Berezowicy Małej (nieopodal Zbaraża), której mieszkańców w okrutny sposób zamordowali w 1944 roku oprawcy z UPA. Adam Kruczek, Lublin
Pojednanie czy hańba
Tomasz Nieśpiał , ta.s. 02-07-2009
– Hańba dla KUL – krzyczał wczoraj przed głównym gmachem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, jeden z głównych organizatorów protestu i inicjator listu do władz uczelni w sprawie wycofania się z nadania doktoratu honoris causa prezydentowi Ukrainy (podpisało go ponad 3 tys. osób).
– Wiktor Juszczenko jest gloryfikatorem morderców OUN-UPA i stawia pomniki zbrodniarzom z SS Galizien – ogłaszał ks. Zaleski, kiedy do budynku wchodzili pierwsi goście uroczystości nadania doktoratów honorowych prezydentom: Polski – Lechowi Kaczyńskiemu, Litwy
– Valdasowi Adamkusowi, Ukrainy – Wiktorowi Juszczence oraz Stanisławowi Szuszkiewiczowi, byłemu przewodniczącemu Rady Najwyższej Białorusi (prezydenci Łotwy – Valdis Zatlers, i Estonii – Toomas Hendrik Ilves, także zostali wyróżnieni, ale nie przybyli do Lublina). Nadanie doktoratów było symbolicznym uhonorowaniem nacji, które w 1569 roku wchodziły w skład Rzeczypospolitej Obojga Narodów.
Kilkunastoosobową grupę protestujących bez słowa minął rektor KUL ks. prof. Stanisław Wilk.
Jednak sami prezydenci nie słyszeli protestów. W ostatniej chwili zmieniono plan i zamiast głównym wejściem, przy którym stali dziennikarze i pikietujący, goście weszli na dziedziniec uczelni bocznym wejściem. – Uciekają jak szczury – komentował ks. Isakowicz-Zaleski.
– Żałuję, że dożyłem chwili, w której dane mi jest być świadkiem aktu wielkiej zniewagi wszystkich ofiar Wołynia – stwierdził obecny na proteście Jan Niewiński, ostatni żyjący dowódca samoobrony wsi Rybcza na Wołyniu.
Prezydentów w ostatniej chwili wprowadzono bocznym wejściem, by ominąć pikietę
Uroczystości na KUL przebiegły spokojnie. Najpierw prezydenci odsłonili pamiątkową tablicę z mottem zaczerpniętym z myśli Jana Pawła II: „Od unii lubelskiej do Unii Europejskiej”, potem udali się do auli głównej, gdzie zostali wyróżnieni najwyższą uczelnianą godnością.
O Wołyniu nikt nie mówił. Pojawiały się jedynie aluzje do skomplikowanej historii Polski i Ukrainy. – Nie warto wspominać, że mieliśmy trudną i złożoną historię. Zrobię wszystko, by relacje z naszymi braćmi Polakami się wzmacniały – mówił Wiktor Juszczenko. Na części uroczystości w centrum miasta dodał:
– Niech każdy ból i każda krzywda znajdą przebaczenie u naszych braci.
Po tych słowach ks. Zaleski krzyknął: „Hańba Wiktorowi Juszczence!”. Obecni tam Ukraińcy w odpowiedzi zaczęli skandować imię swojego prezydenta, wznosząc dłonie w geście wiktorii.
Zdzisław Podkański, były europoseł i szef Stronnictwa „Piast”, uważa, że Kresowianie mają rację, upominając się o zadośćuczynienie wyrządzonych im krzywd. Według niego prezydent Juszczenko nie zajął właściwego stanowiska w sprawie mordu Polaków na Podolu i Wołyniu. – Zbrodnia jest zbrodnią i przemilczenie tych wydarzeń jest próbą wypaczania prawdy historycznej – mówi „Rz”.
– Od kilkunastu lat działania w sprawie polsko-ukraińskiego pojednania zmierzają w dobrym kierunku. Ten proces jest ważniejszy od pikiet, które służą zbliżeniu naszych narodów – uważa z kolei poseł PiS Jarosław Stawiarski, który uczestniczył we wczorajszych uroczystościach.
Rzeczpospolita
Kresowianie wystraszyli prezydentów
fot. Polska Agencja Prasowa / Mirosław Trembecki
Prezydenci Litwy i Ukrainy przyjechali do Lublina świętować 440. rocznicę zawarcia Unii Lubelskiej. Na aulę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, gdzie tytuł doktora honoris causa odbierał m.in. prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko, musieli jednak wejść bocznym wejściem. Przed uczelnią przeciwko tej decyzji pikietowali kresowianie.
"Wiktor Juszczenko stawia pomniki mordercom z Ukraińskiej Powstańczej Armii. Gloryfikuje katów społeczności polskiej, żydowskiej i ormiańskiej. Na grobach setek pomordowanych do dziś nie ma krzyży. Jak taki człowiek może teraz dostać doktora honoris causa katolickiej uczelni? To hańba!" - mówi DZIENNIKOWI ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, współorganizator protestu.
Kilkunastu kresowian i członków rodzin osób pomordowanych w wyniku działalności UPA pikietowało dziś przed uniwersytetem z transparentami"Nie o zemstę, lecz o pamięć wołają ofiary!", "Doktorat dla Juszczenki, hańba dla KUL".
"Takiego skandalu w naszej historii jeszcze nie było. Przecież ten człowiek pozwala młodym, ludziom we Lwowie śpiewać te same utwory i krzyczeć te same hasła, które śpiewali i krzyczeli banderowcy, gdy szli mordować Polaków" - mówi Jan Niewiński, ostatni żyjący dowódca polskiej samoobrony na Wołyniu.
Senat KUL nadał Juszczence doktorat m.in. za zasługi na polu współpracy międzynarodowej i "zaangażowanie w proces pojednania polsko-ukraińskiego". Prezydent Ukrainy jest jednym z sześciu przedstawicieli państw wchodzących w skład ziem dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, którym nadano zaszczytny tytuł. Oprócz Juszczenki doktoraty odebrali prezydent Lech Kaczyński, prezydent Litwy Valdas Adamkus oraz były przewodniczący Rady Najwyższej Białorusi Stanisław Szuszkiewicz.
Politycy na główną aulę KUL wchodzili jednak bocznym wejściem, omijając pikietę. "Protestujemy, bo chcemy prawdy o ludobójstwie i upamiętnienia zbiorowych mogił. Ale nikt nie miał odwagi cywilnej z nami porozmawiać. We wtorek zamknięto przed nami drzwi uczelni, nie złożyliśmy oficjalnego protestu. Usłyszeliśmy, że kieruje nami <żądza zemsty>. Teraz głowy państw wchodziły kuchennymi drzwiami, żeby uniknąć tematu. Wystarczyły trzy transparenty, żeby prezydenci wielkich państw się przestraszyli" - mówi ks. Zalewski.
Władze KUL nie chcą komentować zarzutów kresowian. "Żyjemy w wolnym kraju i każdy ma prawo wyrażać swoje oburzenie. Stanowisko uczelni nie uległo zmianie" - mówi tylko Beata Górka, rzecznik uczelni.
Wiadomo jednak, że uczelnia zmieniła zdanie w przypadku innej osoby. Planowała też uhonorować szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso. Ale z decyzji się wycofała.
Nieoficjalnie komentowano, że na przeszkodzie stanął fragment traktatu lizbońskiego, forsowanego przez Barroso. W zapisach, które popierał szef komisji, zabrakło jednoznacznego zakazu klonowania i stwierdzenia, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, co miało otwierać drogę do legalizacji małżeństw homoseksualnych.
Tadeusz Isakowicz-Zaleski fot. Polska Agencja Prasowa / Mirosław Trembecki
Dziennik, 2 lipca 09, Barbara Sowa
Po pikiecie o 18.00 miałem wykład od ludobójstwie na Kresach w sali konferencyjnej Hotelu Mercury. Sala trzeszczał w szwach. Opiszę to osobno. O 22. wyjechałem z Lublina. Jestem szczęśliwy, że wszystko się udało.
Polecam mój wywiad dla Forndy, który umieściłem w dziale "Moje wywiady".