Wyszukaj w serwisie:
Lipiec 2010
Pn Wt Sr Cz Pi So Nd
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031
 
2010-07-29
Terroryzm i konflikty w Cerkwi na Ukrainie
Wybuch bomby w cerkwi na Zaporożu, podlegającej Patriarchatowi Moskiewskiemu, z pewnością...
 
2010-07-29
Rekontrukcja Powstania Warszawskiego we Wrocławiu
Zaproszenie nie tylko dla...

O mnie
Zapraszam
Blog
Moje artykuły
Moje publikacje
Moja poezja
Recenzje książki
Wywiady
Wywiady Video
Solidarność
Ormianie
Kresy Wschodnie
Ludobójstwo
Fundacja im. Brata Alberta
Smoleńsk 2010
Galerie
Odeszli do Pana
Linki
Home

Blog
U „Solidarności Walczącej” we Wrocławiu   2007-06-17
 
Z Gniezna do Wrocławia wyjechałem o 6.00. Trasa wiodła przez mniejsze czy większe miasteczka wielkopolskie, bardzo malownicze. Droga była o tej porze praktycznie pusta, ale mankamentem był ogromny upał. Musiałem włączyć „ruską” wentylację, czyli poodsuwać wszystkie szyby. Gdy dojeżdżałem do celu podróży, to grzało już niemiłosiernie. Msza św. odbyła się w we wrocławskim kościele garnizonowym pw. Św. Elżbiety., w samym centrum miasta. Pamiętam ten kościół, gdy latach 1975-77 odbywałem w pobliskim Brzegu jako kleryk przymusową służbę wojskową. Pamiętam go jednak nie dlatego, abyśmy tam uczestniczyli w nabożeństwa (żołnierzy wtedy nie wypuszczano z koszar na msze św.), ale dlatego, że w 1976 r. kościół spalił się. Pożar ten był wtedy głośną sprawą, ponoć było to podpalenie. Spłonęły wówczas wielkie i słynne organy, a samą świątynię chciano rozebrać. Na szczęście odbudowano ją, ale organów nadal nie ma. Dopiero teraz powstała w tym celu fundacja, ale rekonstrukcja jest potwornie droga.

Dzięki życzliwości proboszcza, ks. pułkownika Januarego Wątroby „Solidarność Walcząca” uzyskała zezwolenie na osobną mszę św. (poza grafikiem mszy św. niedzielnych). Byłem głównym celebransem i kaznodzieją. Przyszło ogromnie dużo ludzi, wśród których poznałem wiele znajomych twarzy, także ze środowiska Ormian wrocławskich. Trzon zgromadzonych tworzyli działacze „Solidarności Walczącej” oraz wielu innych organizacji niepodległościowych z całego kraju. Były też poczty sztandarowe oraz media. Był to dzień św. Brata Alberta, więc na jego przykładzie mówiłem o miłości Ojczyzny, tak poprzez walkę (przyszły święty jako młody chłopak walczył w powstaniu styczniowym, zostając inwalidą wojennym), jak i poprzez pracę pozytywistyczną, w tym też charytatywną. Mówiłem też, że dzisiejszy dzień jest też świętem dla tych, którzy nigdy nie zostali docenienie przez III Rzeczpospolitą. Kazanie chyba trafione, bo na zakończenie były długie oklaski. Przed błogosławieństwem poświęciłem też sztandar „Solidarności Walczącej”.

Po mszy św. spędziłem kilka miłych chwil na plebani wśród księży i wojskowych. Było to dla mnie ważne, bo odkąd jestem odgórnie sekowany w swoim środowisku, to mam niewiele okazji do rozmowy ze współbraćmi. Za tę przyjacielską rozmowę jestem im bardzo wdzięczny. Miałem też zabawny incydent. Ze względu na zmęczenie i stres zatrzasnąłem sobie kluczyki samochodowe w bagażniku. Była do katastrofa, bo nie mogłem ani dostać się do pojazdu, ani nim ruszyć. Na szczęście była lekko uchylona szyba. Uczestnicy nabożeństwa, starając się mi pomóc, poprzynosili różnego rodzaju drutu, z których zrobiono coś w rodzaju wędki. Wędkę tę przez lufcik wpuszczono do wnętrza samochodu i łapiąc za klamkę, otworzono drzwi po drugie stronie. Lekko uchylona szyba była dla mnie szczęśliwym zbiegiem okoliczności, ale jest to nauczka, aby jednak samochodu z uchyloną szybą nigdy nie zostawiać, bo złodziej może otworzyć drzwi bez większego problemu.

Ks. TZ
 
powrót do listy wpisów

Ks. Tadeusz
Isakowicz-Zaleski
Studio64 effata
Prawa autorskie do umieszczonych tekstów | Kontakt
Jesteś 3460082 gościem na mojej stronie od godz. 12.00 dnia 01.06.2007